21 obserwujących
302 notki
167k odsłon
  2126   0

Czemu służy łgarstwo "New Yorkera"?

Andrzej Owsiński

Czemu służy łgarstwo New Yorkera

Sytuacja najwyraźniej powraca do normy, pandemia, zamieszki „black lives matter”, awantury z wyborami prezydenckimi – spowodowały chwilowe zniknięcie dyżurnego tematu prasy amerykańskiej: „polskich obozów” i temu podobnych, a więc New Yorker, żeby nadrobić stracony czas, wystrzelił od razu z grubej rury. Już nie chodzi o „polski udział” w holokauście, ale o ….”morderstwo trzech milionów Żydów”.

Na samym wstępie tekstu autoryzowanego przez niejaką Mashę Gessen, rosyjską Żydówkę – co wiele wyjaśnia, użyte sformułowanie nie budzi wątpliwości że rząd polski stara się: „to exonerate the nation of the murders of three millions Jews” (uniewinnić naród z morderstwa trzech milionów Żydów).

Nie chodzi tu nawet o oskarżenie (accusation, charge, indicment), ale wprost o morderstwo jako czyn dokonany. Przy okazji można stwierdzić że tłumaczenie polskiej dyplomacji słowa „exonerate” jako „rozgrzesznie” nie tylko, że jest niezgodne z treścią, ale powoduje zamęt niekorzystny dla Polski, gdyż „rozgrzeszenie” (absolution) dotyczy dosłownie zmazania grzechu popełnionego.

Nie jestem anglistą i moja znajomość angielskiego jest związana z moją pracą na morzu i w gospodarce morskiej, ale to wystarczy, żeby orientować się w tak podstawowych pojęciach. Dyplomaci natomiast powinni dbać o staranne tłumaczenie, żeby nie wypaczyć treści tłumaczonego tekstu.

Próby tłumaczenia, że nie stanowi to oskarżenia Polaków o holokaust, a tylko współudział, zarówno indywidualny polskich obywateli, jak i polskich instytucji, są równie załgane jak i inkryminowane zdanie.

Współudział Polaków w zbrodniach niemieckich był wykluczony przez fakt, że byli wyłączeni z działań w tej mierze. Jedynymi osobami narodowości polskiej, pełniącymi odpowiedzialne obowiązki administracyjne byli sołtysi, którzy mieli obowiązek pod karą śmierci donoszenia władzom niemieckim o pojawieniu się na terenie ich sołectwa jakichkolwiek obcych osób.

Pamiętam doskonale że każdy sołtys po naszym pobycie na wsi, otrzymywał polecenie zgłoszenia tego faktu Niemcom. Ja sam takich poleceń o pobycie oddziału partyzanckiego wydałem wiele. W jednym znanym mi przypadku sołtys za niedopełnienie tego obowiązku został rozstrzelany.

Żadnej polskiej instytucji, służącej Niemcom do akcji represyjnych nie było. Pisząc o sprawach polskich w czasie niemieckiej okupacji trzeba mieć jakie takie pojęcie o stosunkach istniejących w Polsce, nieporównywalnych z innymi okupowanymi krajami. Tzw. „policja granatowa” nie była instytucją polską, ale niemiecką służbą pomocniczą, do której Niemcy usiłowali pod groźbą przynajmniej wywiezienia na roboty do Niemiec, lub gorszych konsekwencji, namówić byłych polskich policjantów. Lecz nawet ci zwerbowani nie cieszyli się niemieckim zaufaniem i nie używano ich do akcji zbrojnych.

Byli wśród nich różni ludzie, jedni wysługiwali się Niemcom w najpodlejszy sposób, a inni wprost należeli do polskich organizacji podziemnych i pomagali w walce z okupantem. Znaczna część ograniczała się do pełnienia roli porządkowej. Z osobistego doświadczenia mogę odnotować przypadek uratowania życia przez granatowego policjanta Polakom i Żydowi przyłapanym przez niemieckich żandarmów.

Nie można zatem mówić o polskiej instytucji służącej Niemcom do realizowania programu eksterminacji Żydów.

Wypadki morderstw bandyckich, lub donosów na ukrywających się ludzi (niekoniecznie Żydów) zdarzały się tak jak i wszędzie i nie można za nie obciążać narodu polskiego, tak jak nie można narodu żydowskiego obciążać winą za ubeckich morderców pochodzenia żydowskiego i to nawet mimo stosowanej ochrony przez władze Izraela zbrodniarzy, którzy wyparli się w swoim czasie żydostwa, jak np. Morel.

Nie wspomina się natomiast, że tylko w Polsce w odróżnieniu od całej okupowanej Europy, polskie władze podziemne, jedyna legalna polska władza, karały śmiercią za tego rodzaju przestępstwa. Każdego kto, podobnie jak ja, przeżył wojnę w Polsce oburza fakt łatwego oskarżania Polaków o niedostatek pomocy Żydom.

Przecież śmierć na miejscu, a nie „zagrożenie” groziła każdemu, kto udzielił najmniejszej pomocy. Ponadto złapani przez Niemców Żydzi poza gettem byli natychmiast pytani o miejscu udzielanej im pomocy, zastraszeni udzielali informacji skazując wspierających na śmierć całymi rodzinami, a ich domostwa na spalenie.

Mimo to jednak udało się przeżyć przeszło dwustu tysiącom Żydów, co bez zaangażowania w pomoc przynajmniej paruset tysięcy Polaków nie było możliwe.

Należy nadmienić, że jest to zjawisko bez precedensu w Europie, nie mówiąc już o akcji „Żegota” czy pomocy instytucji kościelnych.

Jednakże przedmiotem światowego rozgłosu nie są te fakty, ale wymyślony polski udział w holokauście, w którym już nie ma Niemców tylko bezimienni „naziści”, Polacy natomiast muszą być wymienieni w najdrobniejszym przypadku. Wystarczy żeby gdziekolwiek poza Polską zostało dokonane jakieś przestępstwo to tylko w przypadku prawdziwego lub domniemanego udziału Polaka będzie on koniecznie wymieniony z narodowości.

Lubię to! Skomentuj60 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka