21 obserwujących
336 notek
178k odsłon
  126   1

Nie dajmy się zwodzić "powierzchni zjawisk"

Andrzej Owsiński

Nie dajmy się zwodzić “powierzchnią zjawisk”

Przede wszystkim: co to jest “powierzchnia zjawisk”?

Klasycznym przykładem jest sprawa Gdańska dla stosunków polsko niemieckich przed wojną, żadne z tych państw nie było zadowolone z idiotycznego (co było powszechną cechą wersalskich decyzji), ale też i wyjątkowo złośliwego rozwiązania. Propozycja Niemiec oddania, Hitler użył określenia “zwrotu”, Niemcom Gdańska w zamian za rozszerzenie w nim polskich uprawnień, stała się głównym tematem światowego nagłaśniania.

Propaganda goebbelsowska, wspierana przez bolszewicką, głosiły, że ma być wojna, bo Polsce “zachciało się Gdańska”, lub popularne we Francji: “mourir pour le Danzig?”. Beck w swoim wystąpieniu w sejmie 5 maja 1939 r poszedł pół kroku dalej i mówił o “odepchnięciu Polski od morza, od którego Polska odepchnąć się nie da”. Wszystko to prawda, a raczej nikła jej część, w istocie chodziło Hitlerowi i Stalinowi o zniszczenie Polski, co było zapowiedziane zarówno w “Mein Kampf”, jak i w sowieckich nawiązaniach do roku 1920. A i to przecież było tylko wstępem do podboju świata.

W praktyce misja nowego ambasadora w Niemczech – Mierkałowa, a przede wszystkim zastąpienie komisarza spraw zagranicznych Litwinowa przez Mołotowa, sowieckiego premiera, były przygotowaniem gruntu do grabieży Polski. Charakterystyczne dla sowieckich zamierzeń było zaproszenie przez Litwinowa w nocnej porze polskiego ambasadora w Moskwie – Grzybowskiego i oświadczenie mu przy nastawionym na cały głos aparacie radiowym, że odchodzi ze stanowiska i że przychodzi na jego miejsce Mołotow, co oznacza dla Polski najgorsze perspektywy. Wyraźnie pod powierzchnią problemu gdańskiego ukrywało się śmiertelne zagrożenie.

Współcześnie znajdujemy się pod atakiem ideologii LGBT i “proaborcji”, czyli zagrożenia dla odwiecznej moralności chrześcijańskiej. Walcząc z tymi atakami uznaje się je za zamach na pozycję polskiej rodziny i ukształtowanych stosunków społecznych. Jest to rzeczywiście poważne niebezpieczeństwo, ale nie ono stanowi ostateczny cel tej całej, wielowątkowej akcji.

Przypomina to działania bolszewickie na początku ich władania w Rosji, skierowane przeciwko tradycyjnej rodzinie, cel był oczywisty: zniszczenie moralności wywodzącej się z nakazów religii chrześcijańskiej, po to żeby ludzi uczynić bezbronnymi wobec bolszewickiej dyktatury i indoktrynacji.

Do tego trzeba dodać walkę z religią, w której najwyraźniej wyciągnięto wnioski z nieudanej kampanii ateistycznej bolszewików. Skierowano bowiem główne ostrze napaści nie na sam kościół, ale na hierarchię kościelną, celowo utożsamiając ją z całym kościołem. Wykorzystano zręcznie źle pojętą, korporacyjną solidarność tworzącą stan zbiorowej odpowiedzialności. Nie stosuje się jej w odniesieniu do nauczycielstwa, wojska czy innych organizacji społecznych tworzących specyficzne więzi międzyludzkie.

A przecież w kościele katolickim uznaje się że popełnienie grzechu, w tym również grzechu uznanego jako przestępstwo karne, jest rzeczą ludzką, ale tkwienie w grzechu – jest rzeczą szatańską, wykluczającą ze wspólnoty kościelnej. Nie może być zatem mowy o jakiejkolwiek solidarności korporacyjnej, a jedynie modlitwa o nawrócenie zbłąkanej owieczki.

Dotyczy to zarówno samych sprawców jak i tych którzy ukrywają, czy tolerują ten stan. Przyznanie się do zbiorowej odpowiedzialności jest bardzo pożądane przez napastników, jest to bowiem w ich pojęciu stan upadku całego kościoła.

Niestety wielu hierarchów kościelnych postępuje tak, jakby rzeczywiście stanowili kościół, a przecież są tylko częścią kościoła powszechnego , czyli zgromadzenia wiernych.

Słabości atakowanego świata kultury chrześcijańskiej są bezlitośnie wykorzystywane, dotyczy to zresztą nie tylko kościoła instytucjonalnego, ale także wszystkich tych, którzy podejmują się walki w jej obronie. Przede wszystkim zaś ludzi pióra, którzy z wielkim zapałem walczą z LGBT. Możemy śmiało uznać, że sprawa nie jest godna aż takiego poświęcenia, wystarczy stwierdzić, że żadne wybory seksualne, o ile nie są kryminalnym przestępstwem, nie są w Polsce zakazane.

Natomiast małżeństwo to zupełnie inna kategoria, jest to uznany prawnie, nie mówiąc o religijnym, związek mężczyzny z kobietą, założony w celu zorganizowania życia rodzinnego, a przede wszystkim posiadania i wychowania potomstwa. W kościele katolickim ten ostatni element jest na tyle istotny że małżeństwo zawarte z zamiarem uniknięcia potomstwa, jest uznane jako nieważne. Sprowadzenie instytucji małżeństwa do “związku partnerskiego”, niezależnie od płci, jest po prostu nieporozumieniem.

Prawo cywilne stwarza różne możliwości tworzenia związków partnerskich poza małżeństwem i nikt nie może w tym względzie czuć się pokrzywdzonym. Nikt w Polsce nie może czuć się prześladowanym z tytułu wyboru seksualnego, ale nie można też zmuszać ludzi do uczuć sympatii dla tych wyborów. I na tym cała sprawa się zamyka.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale