22 obserwujących
403 notki
212k odsłon
  900   3

Czy istnieje amerykański plan imperialny?

Andrzej Owsiński

Czy istnieje amerykański plan imperialny?

Pytanie pojawia się w świetle sprzecznych ze sobą działań amerykańskich władz. Z jednej strony mamy do czynienia z zaopatrzeniem Ukrainy w broń przeciwko Rosji, a z drugiej objawy chęci porozumienia z Kremlem. Wszyscy, którzy zadeklarowali sprzymierzenie ze Stanami, narażając się na rosyjską wrogość, a także związane z tym niechęci i szykany ze strony niemieckiej, przeżywają nie lada szok. Dotyczy to szczególnie przypadku rządu polskiego, który bezwarunkowo i jednostronnie postawił na amerykańską kartę.

Podobne doświadczenie przeżyliśmy w czasie wojny, kiedy za naszą wierność Roosevelt odpłacił nam oddaniem „za darmo” Polski Stalinowi. Przy okazji oddano mu 12 i 1/3 krajów europejskich, z których jednemu, za cenę „finlandyzacji”, udało się uniknąć sowieckiej niewoli, a dwa wybroniły się zawdzięczając brytyjskiej obecności na ich terytorium (Grecja i Jugosławia).

Natomiast 1/3 Niemiec to było największe osiągnięcie Stalina, usadawiające go w samym centrum Europy i umożliwiające stały szantaż napędzający przeraźliwym strachem zachodnią Europę. Wprawdzie jak sam „ojciec narodów” stwierdził było to dalekie od jego zamierzeń zagarnięcia całej Europy w wyniku pracowicie prokurowanej wojny, ale i tak dostatecznie dużo żeby stać się pierwszym straszakiem świata.

Żaden z krajów oddanych Sowietom, nawet Niemcy, nie doznał takich prześladowań jak Polska. Była to kara wymierzona za naszą walkę o wolność, ale też i za wierność zdradzieckim zachodnim sojusznikom.

Benesz, wykazując czujność podobną jak w 1938 roku, natychmiast zmienił front, przeniósł się do Moskwy i uzyskał daleko idące przebaczenie za wysługiwania się Czechów Niemcom w czasie wojny, a nawet uzyskał oddanie mu Zaolzia. Wprawdzie ponownie zawiódł się w swoich rachubach przez utratę po trzech latach władzy na rzecz sowieckiej agentury komunistycznej, ale przynajmniej udało się Czechom utrzymać uprzywilejowaną pozycję w bolszewickim łagrze.

Na tym świecie krętactwo, a nawet zdrada otrzymują nagrody, a lojalność i wierność – kary.

Znajdujemy się w przełomowej chwili w której obnażają się prawdziwe oblicza politycznych graczy.

Jakie świadectwo można wystawić władzom niemieckim, ustawiającym się po stronie rosyjskiego bandyty. Już sam ten fakt dyskwalifikuje Niemcy nie tylko w roli przywódczej, ale nawet jako członka europejskiej wspólnoty.

Ze wszystkich krajów zachodniej Europy tylko kilka zajęło stanowiska godne wolnych narodów. Na podkreślenie zasługuje, jak dotąd, szczególnie postawa Wlk. Brytanii.

Przygraniczne kraje Rosji, czyli kraje bałtyckie i Finlandia nie mają wielkiego wyboru, muszą się bronić przed bezpośrednim zagrożeniem. Wprawdzie Polska ma też „miecz Damoklesa” nad głową w postaci Kaliningradu, ale jest to sytuacja odmienna z racji możliwości jego neutralizacji.

Może natomiast, do czego zresztą jest stale namawiana, uznać, podobnie jak Rosja, że współczesna Ukraina jest tworem sztucznym i powinna być rozczłonkowana. Wówczas oddalilibyśmy od siebie zagrożenia rosyjskie uczestnicząc wspólnie w procesie owego „rozczłonkowania”. Takie poglądy nie są odosobnione nie tylko w Polsce i to wcale nie z sympatii prorosyjskich, lecz z negatywnej oceny całego „zachodu”.

Jest w tym tylko drobne zastrzeżenie, że w tym przypadku jesteśmy zmuszeni do przejścia, a raczej powrotu do rosyjskiego obozu (dosłownie) i zajęcia podobnej roli co Białoruś, z całym dobrodziejstwem inwentarza.

W konsekwencji podobny los czeka niemal wszystkie kraje Trójmorza, zapewne z wyjątkiem Czech, które zostaną objęte niemieckim „protektoratem”. To są nieuchronne skutki rosyjskiego zwycięstwa na Ukrainie, uzyskanego dzięki łaskawości niemieckiej. Powiedzmy sobie szczerze, że los tych krajów nie bardzo interesuje kogokolwiek na zachodzie, jest natomiast problem stosunków amerykańsko-europejskich. Zostaje bowiem wzmocniony od strony rosyjskiej układ niemiecko-rosyjski z dozwoleniem utrwalenia władztwa Berlina w UE.

USA mogą natomiast pożegnać się z jakimikolwiek marzeniami o uczynieniu eurorosyjskiego ramienia ich pozycji w konfrontacji z Chinami.

W świetle takich, całkiem niewykluczonych perspektyw, warto zbadać czy Amerykanie posiadają jakikolwiek plan działania w tym przedmiocie. A szczególnie, czy chcą doprowadzić do powtórki doświadczeń afgańskich, mających wpływ na upadek Sowietów, nie wykorzystany przez Waszyngton?

Jest to zjawisko zdumiewające: Stany Zjednoczone, uczestniczące, a nawet przewodzące przez wiele lat w programie obalenia reżymu komunistycznego, osiągają w rezultacie znacznie więcej od zamierzeń, bowiem rozpad całego państwa i stworzonego przezeń obozu w Europie, nie zrobiły nic, żeby w to miejsce powstał jakiś sprzyjający im układ.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka