5 obserwujących
154 notki
64k odsłony
373 odsłony

Obiecanki wyborcze a ekonomia

Wykop Skomentuj4

Zapowiedziane przez PiS podwyżki minimalnych płac i „drugie” trzynastki dla emerytów to oczywista „kiełbasa wyborcza”.

Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem jak świat światem posługiwano się zawsze różnymi obietnicami dla pozyskania głosów wyborców i gdyby je wszystkie spełniono to żylibyśmy w raju na ziemi.

Mamy pełne prawo potraktować to jako stały rytuał i nie przejmować się zbytnio jego treścią, bowiem jak to w życiu, zawsze jest więcej niespełnionych życzeń.

Najważniejsze jest działanie, otóż PiS w odróżnieniu od swoich poprzedników poczynił wiele starań o zrealizowanie obietnic wyborczych w tej kadencji, jest więc najbardziej wiarygodną partią ze wszystkich dotąd rządzących Polską po 1989 roku.


Przeciwnicy PiS robią wszystko co możliwe żeby chociaż zmniejszyć jego przewagę w wyborach, bo o wygraniu z nim raczej nie ma mowy, między innymi straszą zapaścią gospodarczą w wyniku rosnącego „rozdawnictwa” dóbr pochodzących z dochodów państwa.

Jak to wygląda w świetle faktów?

Trzeba przede wszystkim wyjaśnić że wybory parlamentarne w Polsce obciążone są dziedzictwem PRL jakim jest „III RP” w związku z czym charakteryzują się niską frekwencją nie przekraczającą 50% elektoratu.

Wynika to z powszechnego przekonania że wybory podobnie jak w PRL nie mają żadnego wpływu na kształtowanie i postawę władzy i że ta władza dysponuje wszystkim i może wszelkie dobrodziejstwa rozdawać wedle swojej woli. 

Tylko że poprzednicy PiS zagarniali wszystko dla siebie, a „dobra zmiana” dzieli się ze społeczeństwem.

I na tym ma polegać cała różnica zawarta w obowiązującej konwencji, niewielkie korekty mogą być wniesione przez nagromadzenie plotek na temat kompromitujących obie strony wydarzeń.

W sumie nie narusza to utrwalonego w ciągu ostatnich trzydziestu lat układu.


Zapowiedzią zasadniczych zmian jest zaostrzenie walki w związku z próbami przełamania istniejącej konwencji, a przede wszystkim stopniowego odzyskiwania niezawisłości państwowej.

Stanowi to w ocenie zarówno władz unijnych jak i naszych sąsiadów zagrożenia dla systemu względnej „równowagi” europejskiej stworzonej przez dominację niemiecką w UE i porozumieniem niemiecko rosyjskim.

Gwarantem utrzymania tego układu były rządy warszawskie spolegliwe wobec Niemiec, stąd starania o ich powrót do władzy i wszystkie działania są podporządkowane temu celowi.

Wydawało się na podstawie doświadczeń z poprzedniego dziesięciolecia że zmiana jest tylko chwilowa, jednakże ogólne warunki zmieniły się i trzeba czekać znacznie dłużej, co może grozić niemożliwością odzyskania stanu sprzed 2015 roku.

Mają na to wpływ zmiany w nastawieniu do układu panującego w Europie narastające w wielu krajach, wspomagane przez interwencję amerykańską.

Abstrahując od układu konstelacji zewnętrznych w Polsce decydujące znaczenie będzie miała sytuacja wewnętrzna, a w tym powodzenie programu socjalnego.

 

Zbyt długo przeciąga się stan wielkich różnic w poziomie życia między Polską a krajami „starej Unii”. Nasz nominalny dochód obliczony w PKB na mieszkańca nie sięga nawet połowy średniej unijnej i obraca się koło jednej trzeciej czołowej piętnastki.

Gonitwa za przodującymi na zasadzie fundowania różnych dodatków z dochodów budżetowych niewiele zmieni, nie wspominając o uszczuplaniu i tak skromnych dochodów budżetu państwa.


Jedynym, realnym sposobem na wzrost poziomu życia w Polsce jest dokonanie znacznego postępu w rozwoju gospodarki, dla której niezmiennie podstawowymi środkami napędowymi są budownictwo i eksport.

Konsumpcja wewnętrzna znajduje się w tej chwili na granicy wytrzymałości czego najjaskrawszym dowodem jest wysoki wzrost cen, szczególnie żywności co powodowane jest w znacznym stopniu niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.

Jeżeli chce się uzyskać równowagę między konsumpcją a dochodami to należy zwiększyć globalny produkt, chociaż trzeba podkreślić że zapowiadane zmiany w wysokości minimalnych zarobków nie muszą prowadzić do inflacji. 

To co musi zapłacić z tego tytułu budżet to przy założeniu że będzie wymagana podwyżka dla 10% zatrudnionych – średnio o 500 zł. to oznacza zaledwie 100 mln zł miesięcznie / przy dwumilionowym zatrudnieniu/ i 1,2 mld zł. rocznie.

Gorzej jest z dalszymi konsekwencjami pominiętymi w projekcie PiS, gdyż podniesienie płacy minimalnej musi pociągnąć za sobą podwyżki chociażby dla tych którzy obecnie zarabiają na tym poziomie i spowodować wymuszony ruch płac w całej budżetówce.

 W odniesieniu do zatrudnionych w gospodarce to ta decyzja może być potraktowana jako „pobożne życzenie”, bowiem tak jak dotychczas, jest wiele sposobów na ominięcie tego wymagania. Decydować będzie liczba chętnych do pracy za mniejsze pieniądze.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka