0 obserwujących
170 notek
165k odsłon
  1387   0

„Nie zapominajmy!”, czyli klęska Giedroycia…

W związku z kolejną rocznicą ludobójstwa na kresach przetoczyło się wiele dyskusji dotyczących stosunków polsko-ukraińskich. Tradycyjnie można było usłyszeć załgane quasi-empatyczne głosy, mówiące, że powinniśmy zrozumieć Ukraińców, ich historię i nie mieć im za złe, że… no cóż… odwołują się do tradycji ludobójczej. Wydaje się, że głównym źródłem tego rodzaju uległości wobec Ukraińców jest myśl Jerzego Giedroycia (redaktora naczelnego emigracyjnego miesięcznika „Kultura”) który, według relacji prof. Bogumiła Grotta, na pytanie o ludobójstwo na kresach miał odpowiedzieć: „należy zapomnieć”.
 
Zacznę może od tego, że rozumiem, iż jakaś koncepcja sojuszu polsko-ukraińskiego jest dla Polski korzysta, ponieważ ogranicza wpływy Rosji, jednakże kompletnie nie jestem wstanie pojąć, dlaczego ten sojusz ma się opierać na ustępliwości i bagatelizowaniu ludobójstwa. Jeżeli ktoś sądzi, że sojusz polsko-ukraiński i „zapominanie” o ludobójstwie na kresach jest ze sobą ściśle powiązane, to ma chyba niepokolei w głowie. Ludzie, którzy jak Giedroyc chcą zapominać, zdają się uważać, iż nie-ukarane i nie-napiętnowane zło nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji. Jeżeli bezkarność ma się stać spoiwem łączącym Polaków z Ukraińcami, to zaiste spoiwo to będzie trwałe i wytrzyma nawet przy największych huraganach. Bądźmy szczerzy, bez prawdy o ludobójstwie, ten sojusz będzie pustym sojuszem kilku polityków. Gdy skończą się politycy skończy się i sojusz.
 
Fundamentem sojuszu polsko-ukraińskiego musi być m.in. dogłębna analiza kresowego ludobójstwa. Chyba oczywiste jest, że chodzi nam (obu narodom) aby Ukraińcom nie przyszło do głowy powtarzać tych czynów. Że co? Że nie sprawiają wrażenia, jakby mieli takie zamiary? 70 lat temu też nie sprawiali takiego wrażenia, a przecież ludobójstwa dokonali nie jacyś abstrakcyjni „nacjonaliści”, ale własnie Ukraińcy. Zorganizowani byli w Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i dowodzeni przez Romana Szuchewycza oraz m.in. Dmytro Klaszkiwskiego. I dziś wielu Ukraińców nie tylko nie zamierza o Szuchewyczu i Klaszkiwskim zapominać, a wręcz przeciwnie – upamiętania, buduje im pomniki, czci ich.
 
Rozmawiajmy otwarcie: Ukraińcy czczą rzeźników. Pytanie – dlaczego? I mamy od razu kilka wariantów odpowiedzi: bo są z natury antypolscy; bo są dzicy i czerpią satysfakcję, gdy wspominają jak ich przodkowie zabijają innych widłami; bo byli poddani komunistycznej propagandzie i musza odreagować; bo są nacjonalistami i czują identyfikację ideową; bo nie mają żadnej innej tradycji, jak tylko ludobójczą. Znalazłoby się pewnie jeszcze kilka innych, ale nie będę ukrywał – wszystkie te odpowiedzi uważam za fałszywe.
 
Aby przedstawić prawidłową – według mnie – odpowiedź zacznę od pewnego przychylnego UPA zauważeniu kilu pozytywnych faktów z jej działalności. Przede wszystkim była to armia mająca polityczne uzasadnienie. Jej istota była generalnie słuszna, chodziło o przetrwanie Ukrainy, jako wspólnoty. Ukraińcy poczuli swoją odrębność zarówno od Polaków jak i Rosjan (trudno powiedzieć, kiedy historycznie się to stało), a w związku z tym nabyli, a przynajmniej chcieli nabyć, podmiotowość polityczną.
 
UPA w miarę rozumnie postrzegała otoczenie geopolityczne i rozumiała front wschodni, dlatego nie miałbym zarzutu do UPA o utrzymywanie kontaktów z Niemcami. Wszak po porażkach III Rzeszy w 1943 roku, była ona całkiem racjonalnym rozwiązaniem. Wiadome już było, że Niemcy przegrają wojnę i faktycznie Ukrainie nie grożą. Głównym wrogiem jest w związku z tym Rosja Sowiecka, która z pewnością będzie dążyła do podboju terenów, które przecież jeszcze przed wojną należały do niej. Dla niektórych może to być zaskoczenie, ale sytuuje to UPA na pozycji organizacji antykomunistycznej.
 
Odpowiadając w końcu na pytanie o to dlaczego Ukraińcy czczą rzeźników, należy powiedzieć, że Ukraińcy czczą UPA, ponieważ była ona organizacją ukraińską, wyrażała ich świadomość i reprezentowała ich wspólnotę. Dodatkowo była organizacją antykomunistyczną i antyrosyjską. Ludobójstwo na Polakach ze względu na swój jednoznaczny, negatywny charakter jest olbrzymią rysą na tej organizacji, a w związku z tym także na tożsamości Ukraińców, którego to faktu nie chcą przyjąć do wiadomości. Jest to naturalny odruch w celu obrony własnej godności.
 
Co zatem robić? Najgorszym, byłoby włączenie się w akcję bagatelizującą i fałszującą te zbrodnie. Naturalna reakcją każdego uczciwego Polaka na takie zachowanie tzn. uznające, że ludobójstwo na kresach było ot takim sobie wydarzeniem, wobec którego można przejść obojętnie, jest przekonanie o – mówiąc wprost – zdradzie. I zdaje się, że w polskich elitach politycznych można dostrzec pewnego rodzaju „mniejszość ukraińską”, której za naczelnego ideologa można uznać wspomnianego już Giedroycia.
 
Ale zostawmy zdrajców. Jedyną drogą, jaka mi wydaje się rozsądna jest umożliwienie Ukraińcom przyznania się do winy z jednoczesnym zachowaniem honoru. Jeżeli zatem mówimy o dojściu do zgody, to wydaje się, iż potępienie UPA jako całości nie wchodzi w grę. Każda jednak organizacja ma swoje frakcje, swoje podziały. Wydaje się, że jest możliwe znalezienie w UPA działacza, najlepiej jak najwyższego rangą, który protestował wobec ludobójczego rozkazu i wobec tej zbrodni. Który będąc aktywistą UPA nie zgadzał się z tą polityką. Sojusz jest możliwy przez wzgląd na tego jednego. Jeżeli tam nie było takich ludzi, to znak, że nie mamy, o czym gadać, bo bardzo prawdopodobne, że i dziś takich nie ma.
Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale