„W centrum miasta dwóch pijaczków obserwuje lotniarza, który w nieporadny sposób pomyka pomiędzy wysokimi biurowcami.
W pewnym momencie nieszczęśnik uderza o narożnik budynku i ze splątanymi i połamanymi skrzydłami wali się na chodnik.
Po chwili milczenia jeden z pijaczków zauważa „ Jaki k...a kraj, tacy terroryści!”
Gdyby o takie tylko zagrożenia szło, to moglibyśmy się tylko uśmiechnąć. A jednak pomimo poważnych ostrzeżeń płynących z różnych stron uważamy, że tak naprawdę, to nas to wszystko nie dotyczy.
Nasi żołnierze tkwią już w irackim galimatiasie, za chwilę ugrzęzną na czas jakiś w Afganistanie.
Czy nie obawiamy się riposty ze strony arabskich fundamentalistów? Czy nie pojawią się tutaj ich bomberzy. I co zobaczą?
Dla obcych kulturowo przybyszów to nasz kraj symbolem zachodniego dobrobytu na pewno nie jest i wiele przejawów życia jako żywo przypominać im będzie rodzinne strony.
Możemy się patriotycznie obrażać, ale nasza stolica nie ma w oczach świata tej rangi, jaką mają takie miasta jak Londyn, Paryż czy nawet Praga i Budapeszt.
Jeżeli nawet bezlitosne oko, islamskiego planisty zbrodni zatrzyma się dłużej na naszej ojczyźnie, to po krótkiej analizie pojmie on prawdę i ze zdumieniem odkryje, że miejsce to pod wieloma względami bliższe jest jego ojczystej krainie, niż temu, co zwykł postrzegać i nienawidzić jako Cywilizację Szatana.
Nie znajdzie też w przygotowaniach do zbrodniczych zamachów oparcia w miejscowej, mikroskopijnej i merkantylnie zorientowanej społeczności muzułmańskiej w kraju, gdzie miejscowym centrum terrorystycznym tradycyjnie pozostają Klewki.
Sens uderzenia ekstremistów w nasz kraj obrazuje świetny rysunek bodajże Sawki – w jaskini grupa brodaczy w turbanach, z kałasznikowami w dłoniach spogląda na mały globus, i pada pytanie „Co to jest ta Polska i gdzie to jest?”
Zdaje mi się, że musimy jeszcze długo nadrabiać opóźnienie cywilizacyjne, zanim zaczniemy się liczyć jako poważny cel terrorystów z importu.
Ale to samouspokajanie, że gdzie nam tam do wysokiego poziomu życia europejskich państw, że my przecie przyjaciele całego świata, że Solidarność, że papież z tej ziemi przecież, i takie tam inne....wolność Wasza i nasza, –to wszystko może być złudne.
To nie zrobi żadnego wrażenia na potencjalnych terrorystach miejscowych. Mówiąc o zagrożeniach związanych z ekstremizmem, automatycznie wiążemy go z tak zwanym terroryzmem islamskim, odrzucamy jako odległe i nieprawdopodobne skojarzenia z ETA czy IRA.
A istota prawdziwego ekstremizmu to niszczący atak na tych co myślą i żyją inaczej. Lęk i frustracja leżą u podłoża tych gwałtownych wybuchów nienawiści, które są manifestem odrzucenia wszystkich wartości, jakie uosabiają atakowani. I nie musi być wcale z importu.
Może się okazać, że terroryzm pojawi się u nas sam, jako zjawisko endemiczne, rzec by można swojskie, że powstanie niejako na nasze życzenie.
Przez grzechy zaniechania, przez pazerność, krótkowzroczność wynikająca z braku perspektywy, a przede wszystkim z głupoty nas wszystkich, choć niejednakowo obdzielonej.
U nas już w skali lokalnej mamy wszystkie składniki, gotowe do skonstruowania machiny piekielnej, szczęśliwie nie doszło jeszcze do połączenia ich w jedną całość, w dodatku w odpowiednich proporcjach.
Duża grupa naszych obywateli, za duża, nie korzysta w sposób godziwy z owoców ogromnej pozytywnej przebudowy naszego kraju.
Mimo często ogromnego wkładu pracy otrzymują zbyt mało, lub pozbawieni pracy odcięci są od dobrodziejstw współczesnej cywilizacji.
Ci starsi i w średnim wieku biernie przyjmują swój los, wychowani w innych czasach pamiętają jeszcze nauki wyniesione z domu, szkoły , przekazane przez katechetów.
Ich świat wartości, chociaż już przez biedę zamglony i nieostry, ciągle jest zbliżony do tradycji europejskiej i niedola może ich jedynie skłonić ku orientacjom populistycznym a tam skutecznie rozmywa się ostrość protestu.
Doświadczeni peerelowskim zamordyzmem, ciągle noszą magiczny kaganiec, którego przecież nikt już nie trzyma. Co innego ich dzieci i wnuki.
Agresywni odrzuceni, jak ich tam zwać: blokersi , pseudokibice, kibole sieją postrach w blokowiskach wielkich miast. Urodzeni u schyłku PRL-u, nic z niego nie pamiętają, dobrze znają za to dobrze chaos transformacyjny bo są jego uciążliwym produktem ubocznym.
Nawet gdy spokojnie przesiadują na resztkach osiedlowych ławek samą swoją pozornie nieruchomą obecnością budzą zaniepokojenie i poczucie zagrożenia. Stanowią dobitny dowód klęski systemu szkolnictwa, wychowania i tego szkolnego i tego co dom dać powinien, a nie dał.
Potężny kryzys wartości ukazał wyraziście rysę w społeczeństwie, pękniecie , którego już skleić nie sposób.Nuda i brak pomysłu na najbliższy czas, kompleksy, które usiłują zagłuszyć tanimi ogłupiaczami, pustka i niska samoocena fermentuje w nich powoli, prowadząc do okresowych wybuchów zbiorowego gniewu.
A ponieważ dla takiego żywiołu potrzebny jest wróg, znajdują go w podobnej nieformalnej grupie, czy wreszcie przypadkowych przechodniach. Dobrze jeszcze, jeżeli wyżywają się na ławkach, budkach telefonicznych czy samochodach.
Nieformalna grupa daje im złudne poczucie siły, tłum stanowi oparcie i legitymację dla zbiorowych ekscesów, gdzie adrenalina wsparta kijem, łańcuchem, czy siekierą znajduje ujście.
Życie staje się dla nich tanie i to właśnie jest przerażające.
Nazwa piłkarskiej drużyny, jej herb, czy jak kto woli logo, pełnią tylko rolę znaku pod którym w czasie bitwy gromadzili się członkowie jednego klanu czy rodu, w dawnych historycznych czasach.
Frustracje wychlapują też póki co sprayem po ścianach, gdziekolwiek. Tu świętości żadnej nie ma, bo wielowiekowy dorobek kulturalny narodu nic dla nich nie znaczy, należy on do obcego , odrzucanego świata wartości nadrzędnych, który oni kontestują.
Czy to jest ściana zardzewiałego blaszanego baraku, czy cenna zabytkowa kamienica, różnicy to żadnej nie stanowi. Każda płaszczyzna jest po to, aby ją ukidać.
Gdyby nie zachować czujności obsmarowali by nawet katedrę na Wawelu, nie mówiąc o pomniejszych kościołach.
Zazwyczaj to jest jakiś wulgarny manifest kibica, prostacka fraza, częściej jednak nic nie znaczący bohomaz, oznaczenie terenu psim sposobem, określenie granic interioru- „Tu rządzi Wisła, Hutnik wita na osiedlu.... itp”
To tak, jakby tworzyć się zaczęły wspólnoty plemienne odrzuconych. „Wisła to cale nasze życie” -manifest na ścianie osiedlowego bloku dobrze oddaje tę klanową mentalność.
Nie identyfikują się ze społeczeństwem rozumianym bardzo szeroko. Nie czują się tożsami z narodem, z jego kulturą i całym cywilizacyjnym dorobkiem. Nie ma to dla nich żadnej wartości.
Wystarcza im świadomość prosta. Za nic mają dyscyplinę, nie nawykli bowiem słuchać nikogo, a tym bardziej podporządkować się komuś innemu spoza swojej nieformalnej grupy.
Boleśnie się o tym przekonali ci, którzy chcieli ich ucywilizować poprzez sport.
Źle, albo słabo wykształceni, bez szans na dobrze płatną pracę, gniew swój zwracają przeciwko rówieśnikom z zamożniejszych środowisk. Tych z ogrodzonych enklaw, z dobrych elitarnych szkół, z zasobnymi portfelami i drogimi komórkami (często ponad rozsądek, co jest osobnym przyczynkiem do wychowania dzieci wogóle)
Tej młodzieży przyzwoity start zapewnili rodzice przez pracowitość i przedsiębiorczość popartą wiedzą, którą zapewnia solidne wykształcenie. I jeżeli mieli szczęście, to na pewno mu dopomogli.
Koczujący na ławkach osiedlowych młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z ogromu pracy, jaki włożyć trzeba w zdobycie wiedzy ogólnej, bez której obecnie i start i późniejsza życiowa droga są bardzo utrudnione.
Ponieważ nie znają mechanizmów funkcjonowania państwa i reguł gospodarki rynkowej, wierzą, że do zamożności dojść można jedynie w przestępczy sposób.
Zresztą różnej maści polityczni popaprańcy beż żadnej odpowiedzialności za słowa nie inaczej przedstawiają grę rynkową, niż jako szwindel, generalnie wyzywając ludzi przedsiębiorczych i zaradnych od złodziei. Tak dochodzimy do gotowego zaplecza dla ekstremistów.
Brak tu tylko organizatora i kapitału. Nasz krąg kulturowy nie zna współcześnie ekstremizmów religijnych, ale czy nie grozi nam terroryzm, który za podłoże będzie miał nierówności bytowe?
Są już zastępy bojowników, ale z pustą przestrzenią w miejscu gdzie mieścić się powinna ideologia.
Już gotowi do zagospodarowania i manipulowania. Przyjmą mało krytycznie każdy idiotyzm, jaki się im podsunie, bo nie potrafią go ocenić z braku elementarnej wiedzy.
Jeżeli przyniesie im realną korzyść i nada życiu zdecydowany sens.Wystarczy w ich dziewiczych mózgowiach zaszczepić jakąś namiastkę, protezę idei, ale sprytnie i z wyczuciem, z socjotechniczną maestrią, sypnąć trochę grosza i obiecać więcej, i nieformalną grupę można zamienić w całkiem sprawną, otrzaskaną w walkach ulicznych bojówkę.
Przywykliśmy do rokoszy górniczych, brutalnych ale skutecznych. Jeżeli spokojni na co dzień, ciężko pracujący ludzie potrafią pod sejmem wystukać kilofami o bruk rujnujące kraj przywileje, to co dopiero mogą politycznie osiągnąć bezwzględni gracze posługujący się zorganizowanymi hordami bandytów zaprawionych w bojach około stadionowych
i osiedlowych.
Dla kraju to wielkie wyzwanie.
Można to zjawisko nazywać produktem ubocznym transformacji, ale przecież jest to gniewna rzesza, wroga i niebezpieczna, zagrażająca nam wszystkim. Coś pilnie dla tych ludzi trzeba zrobić.
Dla nich, dla nas samych. Nie można dłużej udawać, że problemu nie ma i podnosić niechętnie temat dopiero wtedy, gdy giną młodzi ludzie.
Rozwiązania systemowe, które przy okazji wyborów prezentują nam politycy pozwolą może w przyszłości zjawiska takie ograniczyć, ale to już nie pomoże siedzącym na ławkach młodzieńcom.
Musimy się nad tym poważnie zastanowić, bo terror młodzieńców zamienić się może w rewolucję lumpenproletariacką.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)