tarantula tarantula
70
BLOG

Wiara na mieliźnie

tarantula tarantula Polityka Obserwuj notkę 17

 

  Sobota. Typowy polski kościół w dużym mieście. Coroczny, tradycyjny czas święcenia pokarmów. Przed kościołem tłum ludzi z koszykami. Skórzane kurtki i płaszcze, dżinsowe „garniturki”. Ludzie przepychają się do ławek, żeby poczynić chociaż próbę ustawienia tam swoich wiktuałów. Ocena rzutem oka dekoracji i zasobności innych koszyczków. I niepokój, ledwie skrywany za szkłami niepotrzebnych w ten dzień włoskich okularów przeciwsłonecznych. Czy mój koszyczek się wyróżni? Czy nie jest gorszy? Trzaskają flesze aparatów, słychać dyskretny szmer kamer, dzwonią telefony komórkowe, szum, gwar i niecierpliwe oczekiwanie księdza, żeby to się już skończyło, pozbawione pilotów ręce niecierpliwie wywijają łamańce. Świąteczne msze gromadzą ludzi więcej niż coniedzielne, ale chyba już mniej niż rok temu. A może i nie..  I dyngus, który daje legitymację i alibi dla zwyczajnego chamstwa. To co, kiedyś było zabawą, wykoślawiło się i wynaturzyło. Ludzie boją się wyjść z domu, wodociągi miejskie liczą na fantastyczne zyski. 

I już po świętach. Dla mnie jakoś w tym roku w sposób szczególny pokazały erozję tzw polskiej wiary.Każdy naród ma swój dominujący koloryt wiary, odcień wyróżniający go od innych, spierać się można czy lepszy, czy gorszy, i czy w kręgu kultury katolickiej barwy nie zaczynają blaknąć, powoli się ze sobą zlewając.

Stosunek do religii jest u Polaków pochodną historycznych doświadczeń. Jej ostentacyjne wyznawanie było przez dziesiątki, ba, setki lat, manifestacją patriotyzmu. Dlatego zabrakło jej głębi. Mistycyzm nie był potrzebny, nawet w trudnych okresach bywał zbędny. W międzywojniu błyskał niekiedy, ale teraz zamarł.

 Ś.P. Jerzy Duda Gracz po nieprzyjemnym incydencie z jego Matką Boską Limanowską, powiedział z goryczą „Polacy wierzą, że wierzą!”

Dziedziczymy wiarę obrzędową, powierzchowną. Nie jest przedmiotem wyboru, nie towarzyszy jej refleksja. Smutny to spadek po czasach, gdy kapłan był pośrednikiem pomiędzy ciemnym, niepiśmiennym ludem a Boskim majestatem. Ta szczególna pozycja kapłana chroniła go od ludzkich wyroków, windowała na piedestał. Był „wiedzącym” i otaczał go szacunek, niezależnie od wartości jego człowieczeństwa.( Widać to było podczas ingresu arcybiskupa Wielgusa, gdzie opowiedzenie się po stronie kapłana było manifestacją NASZEJ POLSKIEJ(!) WIARY)

 

Pokusa kontynuacji tego trendu jest w polskim Kościele hierarchicznym wciąż silna, zwłaszcza, że nie widać oznak intelektualnego i mistycznego pogłębienia naszych odniesień do Najwyższego. Polacy Pisma Świętego nie czytają, a w zlaicyzowanych krajach Europy Zachodniej sprzedaje się wielokrotnie więcej egzemplarzy Katechizmu Jana Pawła II, niż w katolickiej niemal do cna Polsce. Nauka religii, z bardzo ważnego elementu wyróżniającego tożsamość, spadła do roli dodatkowego przedmiotu, gdzieś za WF-em i pracami ręcznymi. Złożona na ołtarzu rewanżystowskiego odreagowania. Wbrew intencjom, paradoksalnie wspomaga laicyzację. 

Wiara to dla zdecydowanej większości rytuał i monotonia tych samych obrzędów. Bez przemyślenia, bez wnikania w to, co jest jej istotą.  Doprowadzona do absurdu tożsamość wyznania wiary z odprawieniem rytuału. Nie Pismo, nie rozważanie i dialog. Wierzyć, to chodzić do kościoła, uczestniczyć w ważnych świętach. Obrzędowość została oddzielona od obyczajowości niewidzialną, umowną ścianą.

Nie przewietrzył polskiego Kościoła Jan Paweł II. Symbolizował opór narodu przed wynarodowieniem, uciskiem i przemocą PRL-owskiego zamordyzmu, ale nie potrafił tchnąć nowego ducha w oswobodzone umysły. Zwłaszcza w młode umysły. Dla których etos walki rodziców nie jest już ważny. A coniedzielny rytuał nie jest atrakcyjny.

Wyznawać wiarę to teraz często oznacza: popierać działania tych, którzy sami określają dla osobistych i politycznych celów, co wyznawaniem wiary jest, a co zaprzeczeniem.Ludowe korzenie wiary, prostej i naiwnej dziecięcej wiary dają głosy rządzącym, wynoszą na stołki i obalają. Przy aprobacie dużej części hierarchów.Dawniej słychać było glosy, że Kościół Powszechny pomieści w sobie i księdza Józefa Tischnera, i bp. Tadeusza Pieronka i ojca Dyrektora Tadeusza Ryzyka.

 

Dzisiaj widać, że pęka. Ci od Tischnera to niewielka garstka, zwolennicy Ojca Dyrektora to potężna, aktywna, targana emocjami, ale  wiedziona na manowce rzesza ludzka. W środku zwykli ludzie, nie angażujący się zbytnio w życie religijne parafii. Deklarują wyznanie rzymsko katolickie. Do kościoła czasem chodzą, na ofiarę dają. Tradycyjnie.   Obym się mylił, ale już widać oznaki wewnętrznej schizmy. Od hierarchów zależy rozwój sytuacji w Kościele, a nie widać w tej chwili jakiejś wybitnej postaci wokół której skupiłby się ruch odnowy.Czy doczekamy się powstania silnego Kościoła narodowego?Konkurencyjnego do Rzymu? I kto mu będzie przewodził?

 

Czy obejdzie się bez wstrząsów i czeka nas stopniowa laicyzacja. Wszyscy musimy się nad tym zastanowić, bo to my musimy dać odpowiedź. Wszyscy musimy zrobić rachunek sumienia, wejrzeć w siebie i określić się wobec największego wyzwania. Czy chcemy, by „Duch na nas zstąpił” .czy wybierzemy inną drogę?

tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka