Andrzej Gwiazda, wielka legenda Solidarności, nie zauważył, że ideały socjalizmu, które mu przyświecały podczas wielkiego ogólnonarodowego protestu,nie dadzą się już obronić.
Obsesje, które od dawna są jego udziałem, rządzący układ umiejętnie podsyca, w cynicznym celu pozyskania niemałej rzeszy "solidarnościowców" zawiedzionych późniejszym obrotem spraw.
Korzyść jest podwójna. Poparcie sondażowe i próba legitymizacji lustracyjnej karuzeli. I oczywiście hak na Wałęsę. Teraz już także na Borusewicza. Może niedługo i na innych.
Hołubienie Gwiazdy to broń obosieczna, i Kaczyńscy mocno się na tym mogą przejechać.
Świat się zmienił, a i on, i Lech Wałęsa kręcą się w kółko, próbując rozgrywać sentymenty i odcinać kupony od tamtej chwały. Chociaż inaczej. Wałęsa przynajmniej dobrze udaje otwartego, Gwiazda nie kryje, że pragnie restytucji socjalistycznego państwa.
Ale, podczas gdy obaj bracia rozgrywają na zimno polityczną grę, On rzeczywiście naprawdę na każdym kroku widzi agentów PRL-owskich służb.
Nadchodzi ów przełomowy dzień, w którym pan Andrzej Gwiazda doniesie wreszcie na samego siebie. Zaraz po tym, jak obciąży Kaczyńskich. I obu prymasów.
Kiedy dowiemy się, że sierpniowy zryw był od początku do końca dziełem służb PRL-u. Tylko Gwiazda i Walentynowicz samotnie płynęli pod prąd.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)