Po przeciwnej stronie stołu siedzi dwóch ludzi. Urodzili się w tym samym kraju, mówią tym samym językiem. Pewnie wierzą też w jednego Bogu. Obaj chcą dla swojej ojczyzny jak najlepiej. Ale inaczej. O obaj wierzą, że ich droga jest najlepsza z możliwych. Sploty okoliczności, ambicja i zbyt wiele wypowiedzianych słów sprawiły, że nie mają już dla siebie żadnych ciepłych uczuć. Wtem, jeden z nich pochyla się z przez stół i mówi „Porozmawiajmy!”
A pytania wciąż pozostają otwarte. I nikt nie wyartykułował dobitnie i jednoznacznie, jaki kształt państwa jego zdaniem ma być dla obywateli najlepszy.
- Jak nim administracyjnie zarządzać
¨ Czy obywatele mają jednak odzyskiwać państwo, które stopniowo będzie rezygnować z części należnego podatku na rzecz bezpośredniego wykorzystania tych środków przez gminy? Tak, aby umożliwić sprawne finansowanie tych społecznych działań, które przesuwane są obecnie w gestię samorządów terytorialnych
¨ I jak poziom autonomii będzie wywierał wpływ na pozyskanie środków unijnych? Czy pomimo rzeczywistych potrzeb i przygotowania programów, o przydziale nie będzie decydowało centrum, kierując się stricte politycznymi sympatiami?
- Jak gospodarować majątkiem państwa
A prywatyzację wstrzymać, i dążyć do renacjonalizacji ważnych strategicznie segmentów gospodarki?
¨ Czy też dążyć do maksymalnej prywatyzacji przemysłu, z pozostawieniem możliwości kontroli jego najbardziej strategicznych elementów?
- Jak rządzić
¨ Czy ograniczymy niezawisłość sądów, osłabiając ich autonomię, a ciężar sprawowania władzy przesuniemy de facto w kierunku władzy wykonawczej wyłanianej z parlamentu?
¨ Czy utrzymamy klasyczny trójpodział, z wiodącą rolą władzy ustawodawczej, jako reprezentanta narodu, w imieniu którego sprawuje władzę?
Służba zdrowia? Bezpieczeństwo wewnętrzne? Obronność? Wreszcie polityka zagraniczna?
Aby tę rozmowę rozpocząć politycy rządzący musieliby przyznać, że nie mają monopolu na nieomylność. Ich adwersarze z kolei zaniechać krytyki odruchowej, negującej jakiekolwiek posunięcie rządu i próbować consensusu. Jeżeli politycy nie potrafią w ogóle rozpocząć dialogu o przyszłości państwa, w jak najszerszym zakresie, to może uczyńmy to my? Tu, w salonie. W dyskusji merytorycznej. Na argumenty, nie inwektywy. A gdy tych argumentów nie mamy, to albo przyznajmy oponentowi rację, albo sięgnijmy do źródeł, lub doświadczenia, poczekajmy chwilę i znowu się włączmy!
W dyskusji twórczej nie powinno być miejsca na ataki personalne, nie związane z merytorycznymi tematami. Można się ładnie różnić, i próbować dążyć do kompromisu. Natomiast, jakże często, próbują oponenci prowokacji i obrażania, i zamiast rzeczowego przedstawiania racji, próbują dyskutantów, nierzadko niesłusznie, zaszufladkować do grona wielbicieli wpływowych periodyków i ich redaktorów naczelnych. Jako rzeczy nagannej i dyskredytującej.
Może już czas z tym skończyć? Przywrócić nazwie „Salon” jej pierwotne znaczenie, a nie ironiczne konotacje.
A jak może skończyć się dialog? O ile w ogóle ma szanse się rozpocząć.
Wspomniane na wstępie zdarzenie miało miejsce na balu królewskim, po zaślubinach Henryka z Nawarry z Margot de Valois, 23 sierpnia 1572 roku, tuż przed pamiętną nocą. Młody hugenot zwrócił się do katolickiego szlachcica ze słowami „..porozmawiajmy o Piśmie Świętym!” A co usłyszał w odpowiedzi? „..Ty plugawy heretyku! Nie śmiej odzywać się do mnie, zwłaszcza o Biblii naszej prznajświętszej, bo ci twoje bluźniercze słowa wepchnę z powrotem do gardła” Tą agresją ciśniętą w twarz innowiercy, częściowo przykrył fakt, że on, żarliwy katolik, ledwo się umiał podpisać, i Pisma Świętego oczywiście nie czytał!.




Komentarze
Pokaż komentarze (9)