Chociaż, i jedna i druga strona racje jakieś pewnie miała. Po stronie rządowej choćby konsekwentny promoskiewski kurs.
Z opowieści starszych ludzi, słuchanych przeze mnie w dzieciństwie, przebijała niechęć i brak tolerancji wobec narodu izraelskiego. I oczywisty brak zrozumienia dla egzotycznej odmienności kulturowej. Przekazywany dalej.
Oczywisty pejoratywny wydźwięk samego słowa Żyd, u ludzi młodych, którzy nigdy żadnego z synów Izraela na oczy nie widzieli, jest prostym wytłumaczeniem słów Szamira. Można zrozumieć antyżydowskie hasła kibiców Wisły w kierunku klubu Cracowia. To ludzie o tzw. świadomości prostej, i wymagać od nich analizy intelektualnej takich problemów to czysta paranoja. Jest więc to pokłosie antysemickiej tradycji. Ale to nie takie proste.
W końcu lat siedemdziesiątych wykonywaliśmy z kolegą inwentaryzację architektoniczną synagogi na Miodowej, w Krakowie. Częste wizyty w Kongregacji Wyznania Mojżeszowego, przeglądanie archiwów i tekstów źródłowych, a nade wszystko kontakt z nielicznymi już przedstawicielami narodu, pokazały nam barwny, ciekawy świat, który już zniknął na dobre z rodzimego krajobrazu. Książki Singera, Malamuda, czy nawet Safrina, to jednak jeszcze nie wszystko. Gdy dzieliliśmy się naszą świeżo zdobytą wiedzą z kolegami, często napotykaliśmy na instynktowną wrogość, wręcz ksenofobiczny dogmatyzm, ślepy na jakiekolwiek argumenty. U ludzi wykształconych, bądź za takich się uważających.
Czy truizmem będzie zatem stwierdzenie, że kaganek oświaty pomoże rozświetlić gęstniejący od wieków mrok wzajemnej niechęci? Wątpię! Wiem, że trzeba to uczynić bez względu na prognozy. Ale nie wierzę w dobry skutek. Żyjemy z czasach odwrotu od rzetelnej wiedzy, co sprzyja utrwalaniu się stereotypów. Można zatem próbować wprowadzać nowe stereotypy, ale do tego trzeba woli obu stron. Żeby nie dochodziło do wydarzeń towarzyszących Marszom Pamięci.
To było pod koniec mojej podstawówki. Wtedy, po marcu, przestała do szkoły przychodzić Ania Sznajder, miła, sarniooka dziewczyna, która nam trochę zawróciła w głowie. Kolega spotkał ją niedawno w Wiedniu. Mieszka tam od blisko czterdziestu lat. Dzieci wybrały życie w Izraelu. Kraju matki nie widzieli nigdy, ale Polski i Polaków nie lubią.
Miron Gordon powiedział, że w stosunkach Polaków i Żydów potrzebne jest wyciszenie emocji i wzajemne odniesienie się do siebie jako do ludzi zwyczajnych. Obojętności. Jest w "Spuściźnie" takie zdanie - "...Nie sposób , aby w jednej ojczyźnie żyły bez wzajemnej niechęci dwa narody, które uważają siebie za wybrane" Święte słowa!




Komentarze
Pokaż komentarze (25)