tarantula tarantula
53
BLOG

Ocena z pobożności

tarantula tarantula Polityka Obserwuj notkę 22
Nowa propozycja ministra Giertycha o włączeniu oceny z religii do średniej ocen na każdym poziomie nauczania, niezależnie od jej dalszych losów, skłania do paru ważnych pytań. Abstrahuję tu od niesprawiedliwego potraktowania tych uczniów, którzy na religię nie uczęszczają, a którym szkoła nie zapewniła nauki etyki. Z powodów całkowicie zresztą usprawiedliwionych. 

Chciałbym się skupić na kwestii, czym i jaka właściwie ma być nauka religii?   Czy ocena będzie miarą wiary? Katolickiej wiary, bo o innej nauce w kraju zdominowanym przez wyznanie rzymsko-katolickie przecież mowy być nie może. Czy może będzie to biblistyka na poziomie chociażby podstawowym. 
A może powszechna historia religii? 
Nasza święta wiara była znaczącym wyróżnikiem naszego narodu na tle Europy. Katolicyzm ma swoje lokalne odcienie nawet w granicach państwa, ale ten nasz polski, na tle zlaicyzowanej Europy wybijał się szczególnie mocno. 


Stosunek do religii jest u Polaków pochodną historycznych doświadczeń. Jej ostentacyjne, publiczne wyznawanie było przez dziesiątki, ba, setki lat, manifestacją patriotyzmu. Dlatego zabrakło jej głębi. Bez intelektualnego pogłębienia, tak charakterystycznego chociażby dla  luteran, nie było podglebia dla mistycyzmu.  W okresie realnego socjalizmu posyłanie dzieci na naukę religii stanowiło czytelny manifest antyrządowej postawy. Przynajmniej do lat osiemdziesiątych.
Jakością i poziomem tej nauki nikt sobie głowy nie zawracał. Niestety Kościół Hierarchiczny i ultrachrześcijańscy politycy kultywują tę tradycje powierzchowności do dzisiaj.  

Nie byłem entuzjastą wprowadzenia obowiązkowej nauki religii do szkół. Miałem obawy, że z bardzo ważnego elementu wyróżniającego tożsamość, spadnie do roli dodatkowego przedmiotu, gdzieś za WF-em i przysposobieniem obronnym.Za głoszenie takiej postawy często skazany byłem na ataki ze strony „prawdziwych Polaków”. Dzisiaj mam niestety gorzkie poczucie prawdziwości moich obaw. 

Rozumiem potrzebę złożenia Kościołowi Hierarchicznemu swoistej podzięki za lata wsparcia i aktywnego uczestnictwa w wolnościowej krucjacie. Wiem, że przewidując trudny okres moralnych przewartościowań, związany z włączeniem się mechanizmów demokratycznych, ówcześnie rządzący próbowali poprzez wprowadzenie religii do szkół zahamować nieuchronną ekspansję agresji. Ale teraz, po latach te argumenty straciły na znaczeniu.   A katecheci, nie przygotowani do trudnej roli, zamiast kształtować światopogląd młodych ludzi, po prostu ich zanudzają.. Mowy nie ma o intelektualnym pogłębieniu wiary. 

Czasy już nie te, a Kościół niestety nie umie się odnaleźć. Nie jest już ostoją uciskanych przez komunę wiernych, Sam też nie jest uciskany, co gorsza czasem widać silne pokusy na rewanż i zyskanie politycznego znaczenia. I brak pokory. A owieczki zaczynają się przyglądać krytycznie.

Dlatego, zamiast pulsować wysypem coraz to nowych oświatowych pomysłów, Ministerstwo powinno zająć się poważnie programem tego przedmiotu i pochylić nad kwalifikacjami wykładowców. Sutanna nie powinna tu być kryterium podstawowym. Trzeba coś pilnie w tej sprawie zrobić! 

Polacy Pisma Świętego nie czytają, a w zlaicyzowanych krajach Europy Zachodniej sprzedaje się wielokrotnie więcej egzemplarzy Katechizmu Jana Pawła II, niż w katolickiej niemal do cna Polsce.. Wbrew intencjom, nauka religii poprzez obskurantyzm lektorów, jeszcze wspomaga laicyzację.   

Wspomniana propozycja ministra Giertycha zupełnie niechcący przyjęła znamiona krucjaty. Podobno w skali kraju na religię uczęszcza 90 % dzieci. Nieliczny odsetek na etykę, tam gdzie jest to możliwe. Te 10% to dzieci innowierców i agnostyków. Czy ich rodzice wobec groźby obniżenia średniej ocen potomstwa nie ugną się, i w imię ich przyszłości nie zgodzą się na tę pożal się Boże, chrystianizację? 

tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka