24
BLOG
Czy opublikowanie listy 500 agentów, domniemanych donosicieli SB coś w życiu publicznym zmieni? Czy szarych obywateli to w ogóle obchodzi? Premier opowiada, że społeczeństwo ma prawo wiedzieć. Otóż jest to truizm opowiadany przez dziennikarzy, a i polityków także, od chwili, gdy mechanizmy demokratyczne przeważyły nad absolutystycznym modelem rządów. Od czasów oświeceniowych formą sprawowania władzy stało się określanie potrzeb obywateli i wypowiadanie się w ich imieniu niezależnie od właściwych potrzeb i zainteresowań.. Tyle, że już ze społecznego mandatu a nie z woli Bożej. Jak słyszę z ust dziennikarzy wypowiedzi na tematy lustracyjne z zaznaczeniem, że jest to najważniejsza rzecz, jaka ma określić i ustalić nowy porządek społeczny, to z niepokojem myślę o próbie przebudowy społeczeństwa bez jego woli i przyzwolenia. W demokratycznych społeczeństwach rząd jest wynajmowany do wykonania zadań mających na celu poprawę życia obywateli, pod czujną kontrolą instytucji które pilnują, aby działał w ramach prawa i nie nadużywał społecznego zaufania. Bo sprawuje mandat z woli ludu. U nas rządzący biorą państwo na własność. Instytucje kontrolne starają się marginalizować i zdyskredytować, prawo zmienić tak, aby władza nie była ograniczana. Lub przejąć (odzyskać) instytucje publiczne, które poczynania rządzących maja kontrolować i powściągać. Demokratycznie wybrana władza będzie się w sposób określony demokratycznymi regułami kontrolowała sama! Rzeczywistość kreatywna w wykonaniu mediów polega na przekonywaniu skołowanego już do szczętu ogółu, że na te sensacje niecierpliwie oczekiwali, i że oni, a także politycy tylko naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzą. Jakby politycy zstąpili ze swoich piedestałów i weszli w lud wysłuchując ich rzeczywistych problemów ujrzeliby ogromne znużenie lustracją, agentami, i zniesmaczenie poziomem do jakiego zeszło artykułowanie wzajemnych animozji dawnych towarzyszy broni z sierpnia 80’. U ludzi młodych skutecznie i umiejętnie indoktrynowanych, widać już trwałe odkształcenia, świadczące o tym, że ich wersja historii współczesnej kraju zaczyna drastycznie odbiegać od obrazu zdarzeń, które faktycznie zaszły. A tu w salonie widać, jak bardzo drastycznie. "..Szef Instytutu Pamięci Narodowej zapewnia, że sama lista 500 nie zostanie opublikowana, bo nie pozwala na to orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Jednak możliwe jest upublicznienie fragmentów zestawienia w jakiejś pracy naukowej. Jeżeli publikowana będzie monografia jakiegoś uniwersytetu, to odpowiedni fragment tej listy być może znajdzie zastosowanie - wyjaśnia Kurtyka. Prezes IPN twierdzi, że nie pamięta, czy na liście znajduje się Zyta Gilowska czy Lech Wałęsa. " Tyle wczoraj. Nikt przecież nie wierzył, że proceder kontrolowanych wycieków, który stał się już regułą kompromitowania przeciwników, nagle zostanie ucięty. Prawnicy alarmują, że w świetle wyroku TK, opublikowanie listy jest przestępstwem. Gdzie winnego można wskazać. I przynajmniej spróbować ukarać. Natomiast kontrolowany wyciek jest wygodniejszy. Winnych nie łatwo odszukać. Dziennikarze zasłonią się tajemnicą zawodową, a nie ma u nas działającego mechanizmu odpowiedzialności zwierzchników za bałagan i niekompetencje podwładnych. No i co tam wycieka? Dla mnie sensacją byłoby pojawienie się nazwisk nie związanych z obecną formacją LiD. Pisałem już bodajże przedwczoraj, że nie pojawi się na tej liście nikt związany z PiS, bo to ludzie kryształowo czyści. I bieg wydarzeń zdaje się to potwierdzać! A że PiS-owi poparcie nie spada, to jedynie oznacza, że bardzo ludzkie pragnienie rewanżu przez tych którzy na transformacji stracili, a chcieliby oglądać nieustający spektakl wyprowadzania w kajdankach oszustów, malwersantów, skorumpowanych lekarzy i byłych polityków, nie jest wciąż zaspokojone. Dopóki przeciętny Kowalski ma nadzieję, że panowie w kominiarkach wyprowadzą skutego sąsiada, któremu się powiodło, sondaże będą łaskawe. Poparcie dla PiS dźwiga na barkach minister Ziobro. Taki to kraj.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)