38
BLOG
Kiedy człowiek usłyszy ”wyrok” z ust lekarzy, musi jak każdy w chwili przełomu przewartościować wiele pojęć, wiele rzeczy na nowo przemyśleć, a o niektórych dopiero się dowie i pozna. W takich chwilach, miesiącami przykuty do łóżka może się przekonać o wielkiej ofiarności pilęgniarek, o ogromie cierpliwości i oddaniu dla cierpiących ludzi. I wielkiej fachowości. Właściwie cały rok 2006 był dla mnie wędrówką po szpitalnych łóżkach. Może dlatego bardziej jestem uprawniony do wypowiedzi o głęboko ludzkim, intymnym odcieniu choroby. Bez kobiecego ciepła sióstr, bez ich wsparcia, podpartego specyficznym humorem, bez szczerego uśmiechu i ogromnej dozy optymizmu byłoby znacznie gorzej, a czasem nie do wytrzymania. Rodzi się wtedy szczególna więź. Człowiek czeka na słowa otuchy, zaprzeczające suchym, przerażającym statystykom, a siostrzyczki czynią wszystko, aby uwierzył i chciał żyć. Jeżeli lekarz jest Bogiem, to siostry z pewnością są aniołami! Lekarz bywa, siostry są zawsze. Za marny grosz. Na chirurgii pooperacyjnej spotkałem żonę siostrzeńca. Zaharowana, łapie dyżury, łata budżet asystenturą w prywatnym gabinecie. Prywatnie zmęczona potwornie. Dla chorych uśmiech i dobre słowo. Kończy studia podyplomowe, zna języki. „Nie wyjedziesz Beatko?” „Dlaczego? Tu jest mój kraj, tu żyją moi rodzice, którzy potrzebują mojej pomocy, mój mały synek i bocianie gniazdo u dziadków, do którego, co roku, odkąd pamiętam przylatuje bociek! Tu chcę żyć, robić to co lubię i umiem najlepiej. Ale zyć godnie! Podobno Premier słynie z żelaznego zdrowia. Dlatego pewnie niewiele rozumie z tego, co wszyscy już, zdaje się, wiedzą.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)