Moim ogromnym zmartwieniem, więcej, odczuciem bardzo bolesnym była ogromna degradacja ojczystego języka z jaką mieliśmy do czynienia przez cały okres III RP.
Chamstwo przestało być domeną plebsu. Wulgaryzmy rozlały się wszędzie. W moich szkolnych czasach, gdy matura i dyplom ukończenia uczelni nie były tak powszechnym zjawiskiem, sposób wysławiania się licealistów i studentów różnił się od pospolitej reszty i wyznaczał ściśle mentalne granice środowiskowe. Dzisiaj wszystko się przemieszało, i to aż tak, że znany mi profesor znamienitej polskiej uczelni, po mistrzowsku operuje plugawymi, rynsztokowymi określeniami. Publicznie. Smaczku temu wszystkiemu dodaje wyraźna wada wymowy profesora.
Ale to się skończy! Wreszcie znalazł się skuteczny środek! Ostatnie wydarzenia na politycznej arenie przyniosły nareszcie ten oczekiwany przeze mnie kulturalny przełom. Pragnę złożyć za to podziękowania połączonym siłom CBA, CBŚ, policji, prokuraturze i jej patronowi. Jest to co prawda niezamierzony skutek uboczny politycznej afery, ale jak powiada Szekspir „Wszystko dobre, co się dobrze kończy!
Styl , oraz język podsłuchiwanych państwowych dostojników został słusznie napiętnowany. Już po „taśmach Oleksego” sarkano, ale teraz wybuchła prawdziwa burza. Jeżeli prawdą są pełne oburzenia stwierdzenia opozycji o powszechnej praktyce podsłuchów, to może wreszcie się zdyscyplinujemy. Przestaniemy nieskładnie warczeć w komórki, a i nie tylko. Wszak podsłuch może być wszędzie. Znikną ordynarne słowa z naszych rozmów. Przecież nie będziemy się chcieli publicznie wstydzić, gdy policja, prokuratura, nasz szef, czy kto tam, upubliczni kiedyś nagranie.
Bez wstydu spojrzymy bliźnim w oczy. Żadnych podłych knowań. Będziemy strzec czystości słów i uczynków świadomi tego, że ktoś może nas podglądać niewidoczną kamerą. A savoir vivre odzyska wreszcie utraconą rangę. Jeżeli nie można było po dobroci…
Może to będzie i „Orwellowski” świat. Ale jakże kulturalny!



Komentarze
Pokaż komentarze (2)