- Powiedz, mi Błaźnie, byłeś na Rynku?
- Byłem Najjaśniejszy Panie! Byłem i na Placu Kleparskim, koło św. Floriana, kręciłem się też na Okole, i u flisów na Powiślu.
- Poznał cię kto?
- Ee, nie, Najjaśniejszy Panie. Gadali swobodnie i nawet brzydko mówili. Jakby poznali, to by gadali gładko. Jakby Burgrabia wiedział, że Pan Strażnik z nowym lejkiem przy uchu za ścianą stoi, kiej on z posłem od rycerzy krzyżowych gadał, to by słodziej prawił i Najjaśniejszy Majestat tak by nie choleryzował..
- Ty mi tego żmija nie wspominaj! I co lud prawi?
- Więcej ich już tej Polski murowanej chce, co to Król obiecał, ale i za drewnianą sporo się opowiada. Wolą, żeby tak było, jako onegdaj. Niektórzy znowuż, ale to uczeni z Dziekanatu, powiadają, że nie godzi wodzić ludu prostego i głupiego na pokuszenie , jako to miejskie raby czynią. Idzie taki pachołek udatnie za cudzoziemskiego kupca przebrany, z sakiewką brzeczącą na wierzchu. Nieuważny pozornie, kusi czerń. A za nim miejskie raby, też udatnie przybrane patrzą ino kto podejdzie i go cap! A potem to roztrąbią po mieście, jaka to sprawiedliwość rychliwa. A na egzekucję każdy rad przyjdzie Ale tych co to ganią, garstka. Lud lubi widowisko oglądać..
I te piśmienne też wygadują, że te prztyczki do bogaczy, tych wszystkich Leliwitów i Tarnowskich, to ino na pokaz.
- I nie widzą durne, że za wszelkim złem w kraju, co by się gorszącego nie działo, wyziera pękata srebrem skrzynia możnowładcy? Zapamiętać wszyscy muszą, że ja tu suweren, a nie magnacka kiesa!
- To, najjaśniejszy Panie wszystko nic, gorszy ten Baryczka!
- Nie ucichł klecha?
- Nie, teraz ino u Świętego Mikołaja w kazaniach prawi na rzekomą niegodziwość królewską , a rozwiązłość.
Reszta furda. To najgorsze. Lud ucha nastawia ciekawie. Jeszcze gotów w kłamstwo zawierzyć.
- Idźże już Blaźnie. A dyskretnie wołaj tu Pana Zbigniewa. Ale tak, by nikt nie wiedział.
……………………………………………..
- Zimno tu was w izbie, chłopaki. Nie dziwota, bo i mróz siarczysty. Jak tam, radzicie ze służby? Pan Strażnik mówił mi, że Przemek i Iwo to dobre chłopaki. Rozumne. Ale zmartwiony był, oj, aże mu grdyka latała. Paskudnie. A z samym Panem Zbigniewem z rana mówił. Słyszeliście o księdzu Baryczce?
- Co my mieli nie słyszeć. Przecie już wszędy głośno Pan Wikariusz o Królu powiada, że nieobyczajny, i w paskudztwie, z niechrzczoną żyje i lud burzy? Najjaśniejszy Pan nie ma go za co kochać.
- Eee, Król łaskawy i wybaczyć błędy umie. Zwłaszcza, że Majestat niczemu nie winien. Ale ludzi spora już rzesza odgraża się, że Baryczka to gardłem powinien za obrazę majestatu płacić. Wiecie, co by było, gdyby ktoś samego Wikariusza Katedry Królewskiej po szyi ostrzem przejechał? Wzburzenie straszne! I na Króla karb by to poszło! ....................
- A świątobliwy Marcin Baryczko to podobno na okonie bardzo łasy. Ponoć lubi przerębel przy Skałce wyrąbać i wędzisko spuścić. Oj, co by on się nie pośliznął kiedy, bo nieszczęście by gotowe być mogło……
- Rozumiemy, Panie Strażniku.
………………………………………………..
- Nieszczęście , dobrodziej Wikariusz Katedralny się w przeręblu utopił. Kiej okonki łowił. Straszne to rzeczy!
- Co prawisz głupia babo, nie królewscy to aby, go spławili pod lodem?
- Jakże, stara Maciejowa, co kram z gomółkami, ma przy moim, na własne oczy widziała. Szła ku Skałce, do córki na Wolnicę, i widziała jak wstał ze stołeczka przy przeręblu, wędzisko chciał powtórnie zarzucić bo okonka ściągnął, to potknąl się o habit, i w przerębel wpadł. A pływał pono słabo. Zanim Maciejowa ochłonęła, już go nie było.
Oj, będzie z tego nieszczęścia rozhowor, będzie!
- A gdzie ona dzisiaj? Bo przy kramie chłopak sprzedaje, a to niezwyczajne.
- Chora ponoć.
…………………………………………………
- Zamieszanie ze śmiercią Pana Wikariusza Katedralnego okrutne. Utonął światobliwy, ale Pan Mścisław przy świadkach kramarkę, co to zoczyła, wypytał, i zeznanie jej ma. Z dziekanatu swoją komisję przysłali, co też z babą miała gadać. Pan Zbigniew krzywił się, ale zezwolił. Co zeznała, nie wiemy, mają znowu być u niej jutro.
- Nic nie wskórają , znowuż nieszczęście!
- Jakie ,Panie Strażniku?
- Zmarło się Maciejowej.
- Rany Boskie, a cóż…?
- Przeziębła, to medyk jej lekarstwo do smarowania przepisał, a ta durna z omyłki całe wypiła , Zczerniała ponoć cała i napuchła.
- Oj to nieszczęście!
- A ty mnie Przemku powiedz, gdzie to Iwo, nie widzę go dzisiaj?
- Zachorzał, Panie Strażniku. W wodzie gdzieś się zamoczył. Razem z e Stoigniewem kajś byli, zmoczeni wrócili. Stoigniew trochę, za to Iwo mocno, lód mu szatki ściął, skrzypiały jak szkło. Teraz leży .
- Szkoda chłopa. Przyjdż potem do czeladnej. Miód tam na niego będzie czekał grzany. Zacny garniec, z królewskiej piwnicy. A dla ciebie coś pomyślę.
- Pokornie dziękuję, Szanowny Panie Strażniku.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)