Usiadł, na pulpit kartę położył
Wszystkim wiadomo, że tworzył będzie
Na dowód tego binokle włożył
I garść ołówków ułożył w rzędzie
Najpierw wziął oddech, potem następny
I już spod ręki miał spłynąć poemat
Gdy weń uderzył prawdy mrok podstępny
Że mu się w głowie precz zapodział temat
W panice szukać zaczął Mistrz natchnienia
Grzebie w słownikach, szpera po gazecie,
W końcu przerażony, bez chwili wytchnienia
W desperacji surfować jął po Internecie
A może Prezydent? Nie, dość już o drobiu!
Premier, Unia i kryzys, czy Obama czarny?
Cokolwiek by nie ruszył, ktoś to już obrobił
Mistrzowi nawet resztek nie zostawił marnych
I jak odzyskać tłumku poklask luby
Co w komentarzach znajduje odbicie
Felieton stworzyć znów najwyższej próby
Co sławę gruntując, przywróci też życie?
Wszystko darmo. Niemocą okrutną dotknięty
Wzorem Witkacego ruszył sobie szkodzić
Miazmatami pobudzić blask talentu święty
Choćby nawet nazajutrz nie mógł prosto chodzić!
Ranek widok straszliwy witał na dywanie
Wśród szkła skorup, w kałuży Absolutu leży
Chrapiąc niemiłosiernie, zdetronizowany
Mistrz, co w głębie talentu swego już nie wierzy.
Kraków, dzisiaj
43
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)