tarantula tarantula
58
BLOG

Hejnał Mariacki. Z akt IPS sygn 1241/C2H5OH/08

tarantula tarantula Kultura Obserwuj notkę 0
Nie był to dobry dzień dla Wiesława. We łbie mu huczało jak w ulu. Praski grosz znaleziony szczęśliwie w błocku przed świętym Gereonem, jeszcze do tej chwili odbijał mu się kwaśną czkawką. Siedział na północnej bramie Okołu, gapiąc się w zamyśleniu na oblazłą wieżę świętego Pietra. Ale żadna wzniosła myśl, ni bogobojna nie zaprzątała młodziankowi głowy. Poza ślubowaniem na Najczystszą Panienkę, że jeżeli ma jeszcze się kiedyś napić, to na pewno nie czerwonego czeskiego świętomarcińca, i nie w szynku „Pod Aniołem”. A jeżeli już, to z umiarem. Dumał nawet, czy nie poprzestać w ogóle na leżaku świdnickim, ale przecie nie był jeszcze staruchem z czterema tuzinami wiosen na karku… Co tam szynk i marchewy przaśne! Mogą poczekać! Co inne ważniejsze.

Dobrze przecie nie było. Źle ten rok AD 1241 się toczył! Po tęgim biciu, jakie Bajdar, syn tego psa Czagataja, sprawił pod Chmielnikiem wojewodom, krakowskiemu i sandomierskiemu w osiemnastym marcu, ledwo dwa po pięć dni minęło, a pogańskie syny już zajęły osady północnego Krakowa. Warownego Gródka nie zdobyli, ale w świętym Janie ponoć zrobili sobie stajnie dla swoich chmyzowatych koników!
Mógłby Wszechmogący wyjątek zrobić, i w swą splugawioną świątynię pieronem walnąć!

Szymek, chłopak od kaletnika, siedział na iglicy Piotrowej wieży kościelnej, i patrzył w kierunku białej, niewykończonej bryły świętej Marii. Gdyby Tatarzy zaczęli się tamtędy przedzierać, miał machać chustą, a Wiesław dałby sygnał , żeby wojowie obsadzili wały od strony klasztorów. Podjazd kałmucki próbował wczora przejść mokradła od wschodu, ale cech cieśli usunął stamtąd kładki i znaki, tak że po stracie paru utopionych koni Pohańcy się cofnęli. Nie lepiej poszło im od Żabiego Kruka. Od Wawelu już nie próbowali, bo tamtejsze trebusze już pokazały co umieją, topiąc wszystkie tratwy, którymi zaprzaństwo próbowało przepłynąć od Piasku.

Wsadzono Wiesława na jedyny zagrożony kawał wałów, pomiędzy Dominikanami, a Franciszkanami, nie dla waleczności, bo takiej z ogarkiem łojowym u niego szukać, ale dla potężnego dechu, co umiał z trąby dobyć. A i grał pięknie, i melodyje też cudne układał. Grywał nawet na organach katedralnych do mszy, gdy stary mistrz Wilhelm złożony bywał niemocą W dostałej sakwie pod krenelażem miał prócz portatywu i szałamai, trąbę mosiężną, rzadką, bo ze stroikiem. Proboszcz od Gereona tak szybko do Tyńca ubieżał, że zapomniał butli z resztą genewskiego spirytusu, co go miał do smarowania stawów. Wiesław znał inny sposób wykorzystania cennego płynu, i butla wraz z instrumentami spoczywała teraz w jego sakwie. Pomógł ojczulka spakować, i nagrodę swoją otrzymał na ziemi. Nie musiał czekać, aż go to spotka w niebiesiech, jak to obiecywali święci ojcowie. Łyknął by sobie teraz z chęcią, ale rycerz Jaśko Chowaniec, stawiony tu przez palatyna, co chwilę spozierał w jego kierunku, a i potrafił zaleźć znienacka. A rękę miał ciężką.

Wszystko już lepsze, niż to czekanie! Ale myślom Wiesława nie było dane błądzić wokół naparsteczka genewskiego zajzajeru, ni pienistym kuflom świdnickiego. Szymek zaczął nagle machać szmatą na drzewcu, i prawie zaraz nieskładnie zabiły dzwony na wszystkich siedmiu kościołach Wawelu. Między świętym Wojciechem a Marią zaczerniło się, i skłębiona masa jeźdźców na bachmatach z potępieńczym wyciem zaczęła zbliżać się szybko ku północnej bramie. Większość wojowników zeskoczyła z koników, które inni odwiedli za klasztorne budynki. Reszta zasypywała bramę deszczem strzał. Wiesław wyrwał trąbę i zagrał pobudkę, co ją już czas jakiś temu specjalnie na larum złożył. Hejnał pomknął nad wałami, a moc miał tak cudną, że i Okolanie i Tatarzy opuścili oręż, słuchając w skupieniu, a i ze wzruszeniem. Wiesław grając podszedł do blanków, opierając się belki. Gwar bitewny ścichł, ale Suduj, setnik z rodu Batu, nie dość, że mimo zakazu Proroka (którego był świeżym i gorliwym wyznawcą), mocno nadużył kumysu , to jeszcze znany był ze swej niechęci do muzyki, której nie cierpiał, bo mu takie dźwięki sprawiały ogromne katusze. Wyrwał z kołczana strzałę i puścił w trębacza. Gdyby był trzeźwiejszy, to późniejsze dzieje muzyki kościelnej byłyby uboższe, a uroczystościom objęcia Stolicy Senioralnej przez Bolesława w 1243 roku, nie towarzyszyła by taka przecudna melodia.

Wraży grot przebił sakwę z brzękiem, a wokół poczęła tworzyć się mała kałuża. Powietrze zaś przeszył ostry zapach. Wiesław rzucił trąbę i gorączkowo jął rozplątywać rzemienie, żeby jeszcze ratować, co się da. Na to przyskoczył rycerz Jasko, i potężnie kopnął go w dupę. Postawił Wiesia za kołnierz przy ścianie wieży wciskając mu trąbę w pysk. I hejnał popłynął dalej, znów gasząc bitewny zgiełk. Zamieszanie trwało tylko moment. Ot taki, jak przerwa, którą dla uczczenia tamtych wydarzeń robią sobie dzisiaj członkowie Państwowej Straży Pożarnej na wieży kościoła Mariackiego. Wtedy jeszcze tej świątyni nie było.

Grajkowi w końcu tchu zbrakło, i Tatarzy po zaciętej walce opanowali bramę. Obrońcy wycofali się do świętego Andrzeja, gdzie przez cały czas grabieży miasta przetrwali, lżąc Mongołów wielce nieprzyzwoitymi słowy. Mieszkańcy już wcześniej przenieśli się bezpiecznie do wawelskiego grodu. Pohańcy spalili Okół, ale kamiennych kościołów nie mieli czasu rozebrać. Ruszyli na Śląsk, by dołączyć do głównych sił, kierujących się na Legnicę.
A cała historia w wersji mocno zniekształconej przetrwała do dziś w postaci legendy o Hejnale z Wieży Mariackiej. Który teraz jest grany, na pamiątkę tych wydarzeń, każdego dnia. Co godzinę.


/Portatyw – małe przenośne organy/
/Szałamaja - drewniany instrument dęty. Przodek oboja/



tarantula
O mnie tarantula

Zazwyczaj maluję. Czasem piszę

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura