0 obserwujących
20 notek
27k odsłon
3332 odsłony

O beznadziejnym systemie oświaty

Wykop Skomentuj63

Koronawirus zmusza nas do refleksji na temat funkcjonowania państwa. Zaczynając od tego, że nagle okazuje się, że większość spraw urzędowych można załatwić przez internet, kończąc na opłakanym stanie oświaty, który kolejny raz ujawnia się tym razem przy okazji zamkniętych szkół. Jakie państwo chcemy więc budować? Jaką Polskę zostawić naszym dzieciom i wnukom?

O beznadziei polskiego systemu oświaty od młodego pokolenia słychać od dawna. Edukacja oparta na sztywnych normach programowych i wywodzącym się z czasów rewolucji przemysłowej systemie opartym na nauczaniu przyszłego robotnika fabrycznego czytania ze zrozumieniem instrukcji obsługi maszyny jest przekleństwem polskiej oświaty. Już od dłuższego czasu głośno mówię o tym, że nasza oświata powinna czerpać ze wzorca fińskiego. Zamiast szkolić stojących w jednym rządku bezmyślnych obywateli, których głównym zadaniem jest wpisanie się w idiotyczny klucz odpowiedzi, powinniśmy dać możliwość rozwoju indywidualizmu.
     
Głupota systemu
    Nie od dziś wiadomo, że społeczeństwo oparte na ludziach o szerokich horyzontach i twórczym myśleniu nie jest na rękę rządzącym. Człowiek twórczy myśli i docieka, a jeśli myśli i docieka to znaczy, że ma własne zdanie, a jeśli ma własne zdanie to znaczy, że nie jest już tak podatny na wpływ prostackiego wręcz medialnego przekazu jaki serwuje nam dzisiaj chociażby telewizja zwana publiczną. Gdy państwo zaczyna obywatelom „dawać” pieniądze, to zacznie się on zastanawiać skąd państwo na to ma. Gdy zrozumie, że pieniądze te pochodzą z podatków, to będąc np. przedsiębiorcą zrobi rachunek zysku i strat. Gdy w wyniku tego rachunku okaże się, że z zarobionych przez siebie pieniędzy więcej odda państwu, niż od niego dostanie, to jest to prosta droga do wybrania w najbliższych wyborach innej opcji.
    Z perspektywy rządzącego lepiej więc, jeśli za wszelkie przejawy ponadprogramowego indywidualizmu uczeń karany jest oceną niedostateczną, niż gdyby miał być chwalony za kreatywne, często nowatorskie podejście. Z perspektywy rządzącego lepiej, żeby szanowne grono pedagogiczne uznało, że taki uczeń jest nieprzystosowany, by nie powiedzieć, że wręcz antyspołeczny, bo wyróżnia się z tłumu. Masz talent? Fajnie. Rozwijaj go. Maluj, graj na skrzypcach, pisz opowiadania, ale możesz to robić tylko wtedy, gdy po powrocie około godziny 15:00 z siedmiu godzin lekcyjnych zjesz obiad i po chwili oddechu odrobisz kilkanaście prac domowych i nauczysz się na kilka klasówek dziennie. Tak właśnie wygląda polska oświata. Efekt? Czas na pasję masz najwyżej w weekend. No chyba, że zrezygnujesz z części nauki, stawiając na „tróje” z kilku przedmiotów. Oczywiście uznany zostaniesz wtedy za słabego ucznia.
    Znam wiele historii osób, którym nauczyciele tak dali się we znaki, że po szkole pozostała im trauma. Zaczynając od matematyczek w sile wieku, które po prostu kogoś nie lubiły, przez polonistki posuwające się na lekcjach do stwierdzeń, że „Ferdydurke to nie jest utwór dla osób na poziomie tych, które pracują w lokalnej fabryce” po nauczycieli chemii „uwalających” uczniów tylko dlatego, że nie lubią chemii, więc trzeba dać im nauczkę. Cóż, niektórzy jednak zapomnieli, że w fabrykach pracują ludzie o skrajnie różnym poziomie wykształcenia, zainteresowaniach i osobowościach. A fakt, że ktoś „Ferdydurke” uważa za stek bzdur (którym jak dla mnie w istocie jest) i zamiast zastanawiać się o co chodzi w gwałcie przez uszy próbuje zrozumieć co w głowie miał ktoś, kto wymyślił, żeby tak idiotyczny utwór „wrzucić” do kanonu lektur, nie oznacza, że jego poziom intelektualny jest niższy, niż osoby dla której ta książka jest szczytem kunsztu literackiego.

Program sztywny jak wyschnięta pizza
    Tymczasem w Finlandii lekcje trwają od 9:00 do 13:00. Dlaczego? Bo po pierwsze w tych godzinach mózg najlepiej przyswaja wiedzę, a po drugie uczeń musi mieć czas wolny. Nie „może” jak to się przyjęło w Polsce, ale MUSI. Teraz znając nasze polskie podejście powinno podnieść się larum: a co z podstawą programową? Jak oni ją realizują? Finlandia posiada ogólne wytyczne. Oznacza to, że nie ma typowej podstawy programowej. Jest powiedziane, co uczeń powinien umieć kończąc szkołę, a to w jaki sposób nauczyciel go tego nauczy to jego sprawa, a nie rządu. Przeraża mnie to, że nauczyciel zamiast zająć się przygotowaniem zajęć musi pisać idiotyczne sprawozdania. W szkołach fińskich edukacja zaczyna się od szukania dobrych stron ucznia. Do 16. roku życia nie ma egzaminów, a współzawodnictwo ograniczone jest do minimum. U nas gdyby zaproponować to niektórym z nauczycieli, to zaraz podniosłoby się larum, że „no ale jak to tak!”.
    Uczniów można przygotować do zdania egzaminu, albo do życia. Niestety, Polska wybiera to pierwsze. Uczysz się kilkanaście lat po to, żeby wpisać się w jakiś klucz, który ktoś tam kiedyś tam sobie wymyślił. Szkoła w Finlandii nie stawia na wkuwanie regułek, a na praktykę. Zresztą… w liceum kazali nam się uczyć wzorów matematycznych, których dzisiaj już nawet nie pamiętam, a na maturze i tak dostaliśmy tablice z tymi wzorami. Czy nie lepiej było nas wtedy uczyć jak z nich korzystać, a nie wstawiać „pały” tylko dlatego, że nie pamiętasz dajmy na to jakiegoś wzoru skróconego mnożenia? Przecież to jest absurd.
    Czas pozbyć się mnogości prac domowych. Do tej pory pamiętam, jak w podstawówce matematyczka zadała nam na majowy długi weekend dosłownie 70 zadań (praktycznie cały zeszyt ćwiczeń) „żebyśmy się przez wolne nie nudzili”.
    Kolejna sprawa to lekcje informatyki. Chyba czas już skończyć robieniem prezentacji w PowerPoincie z wielokolorowymi tekstami i zdjęciami wlatującymi na ekran ze wszystkich możliwych stron. Informatyka w trzeciej dekadzie XXI wieku powinna raczej opierać się o naukę podstaw korzystania z takich narzędzi jak ColerDraw lub Ilustrator – najpopularniejsze programy graficzne, najsłynniejszy program do obróbki zdjęć – Photoshop, nie wspominając już o współczesnych możliwościach tworzenia stron internetowych czy nawet podstawach programowania i pisania aplikacji mobilnych.
    Chciałbym, żeby klasy dziennikarskie w liceach nie opierały swojego programu tylko o rozszerzone lekcje polskiego czy WOSu, ale żeby szkoły było stać na posiadanie własnego niewielkiego studia telewizyjnego czy radiowego, w którym uczniowie mogliby uczyć się praktyki i to nie po południu, a w godzinach lekcji. Jeśli ktoś myśli o kierunkach teologicznych to dlaczego nie mógłby w większym stopniu poznawać historii świata w czasach biblijnych, albo uczyć się łaciny? A może inna klasa powinna oferować możliwość nauki rysunku już pod studia architektoniczne? Na pewno byłoby to bardziej przydatne, niż szczegółowa znajomość dzieł Adama Mickiewicza. Teraz powinno pojawić się milion argumentów za tym, że to jest niewykonalne. Przy obecnym systemie owszem, ale jeśli mamy zbudować oświatę od nowa…
    Mało tego. Nie powinno być hierarchizacji przedmiotów. Plastyka nie jest gorsza od lekcji polskiego, a wychowanie fizyczne od matematyki. Jeżeli uczeń ma predyspozycje do rozwijania talentu plastycznego, to nie powinien rezygnować z jego rozwijania tylko dlatego, że ważniejszy jest język polski na który musi przygotować kilkanaście rozprawek na tyle i tyle stron.
    Programy nauczania są sztywne i niesmaczne niczym wyschnięta pizza. Zmiany próbowano wprowadzić zaraz po przemianach ustrojowych. „Solidarność” stawiała na przebudowę systemu i dostosowanie go do wymogów nowej rzeczywistości. Oprócz interdyscyplinarnego charakteru zajęć proponowano wtedy obdarzenie uczniów szacunkiem, a nauczycieli niezależnością tak, aby swoje lekcje mogli kreować, a nie wykonywać odgórne sztywne programy. Niestety, w późniejszych latach to nowatorskie podejście zostało zaprzepaszczone.

Indywidualizm

Nie słyszałem za to nauczyciela, który stwierdziłby, że liczne klasy są dobre. W Finlandii klasy liczą 15-20 osób. Postulat takiego liczebnego ograniczenia podnosi wielu nauczycieli również w Polsce. Niestety w praktyce nasz system wygląda opłakanie również w tej kwestii. Jestem radnym w średniej wielkości gminie miejsko-wiejskiej. Funkcjonują w niej dwie podstawówki w mieście i cztery na wioskach. Owszem, w szkołach wiejskich klasy nie są liczne. Zdarza się nawet, że uczęszcza do nich pięciu czy siedmiu uczniów. Jak to wygląda w mieście? W niektórych klasach uczyło się nawet dwudziestu siedmiu uczniów. Nie ma w tym ani sprawiedliwości, ani większego sensu. Niestety – szkoły muszą stawiać na ilość, bo subwencję oświatową otrzymuje się „od głowy”. Tymczasem dzięki mniejszej liczebności klas, jest więcej czasu i miejsca na indywidualną pracę z uczniem.

Szacunek do nauczyciela

    Nikt chyba nie zaprzeczy stwierdzeniu, że w polskiej szkole nie ma szacunku do nauczyciela. Składa się na to wiele czynników zarówno ze strony niektórych nauczycieli, którzy zapominają, że to szkoła jest dla ucznia, a nie na odwrót, ze strony rodziców, którzy często po prostu nie chcą zaufać nauczycielowi, jak i uczniów, których wielu negatywne z punktu podejście do nauczycieli wynosi z domu.
    Jak jednak rodzic ma ufać nauczycielowi, skoro nie ufa mu nawet państwo? Po co nam kuratoria oświaty? Po co rozbudowany aparat urzędniczy komisji egzaminacyjnych? Nikt z nas nie chciałby być w skórze nauczyciela, do którego pracy doczepi się kontrola. Charakterystyczny papierologiczny przerost formy nad treścią skutecznie potrafi zabić motywację i radość z wykonywania zawodu.
    Szacunek nie oznacza jednak, że nauczyciel jest przysłowiowym panem i władcą. Sukces systemu finlandzkiego polega między innymi na tym, że w tamtejszej szkole panują zasady partnerskie i jakoś nie oznacza to, że nauczyciel automatycznie traci autorytet.
    W Finlandii nauczyciel ma obowiązek poświęcić w ciągu tygodnia dwie godziny na rozwój zawodowy. Oczywiście nie płaci z niego z własnej kieszeni, tylko jest opłacany przez państwo. Na studia pedagogiczne jest bardzo trudno się dostać, dzięki czemu w tym prestiżowym i dobrze opłacanym zawodzie pracują rzeczywiście ci, którzy czują do tej pracy powołanie.

A system sobie padł

    Argumentem za rezygnacją ze sztywnych podstaw programowych oprócz dobrego przykładu Finlandii jest również sytuacja, która nadeszła do nas wraz z koronawirusem. Obowiązkowe lekcje przez internet na zawieszającym się systemie to przejaw braku jakiejkolwiek logiki w systemie. Sztywne ramy programu nauczania gonią, zrealizować trzeba, ale z wykonaniem już jest gorzej. Znacznie gorzej. W rezultacie sfrustrowani są i uczniowie i nauczyciele.

Jak nie wiadomo o co chodzi…
    Bolączką podobnie jak w systemie służby zdrowia jest za to finansowanie. W budżecie mojej gminy w tym roku na oświatę przeznaczamy ponad 30 milionów złotych, z czego zdecydowana większość to pensje. Ktoś powie, że mamy przecież subwencję oświatową od rządu. Owszem, mamy. Jednak w naszym przypadku wynosi ona około 14 milionów. Co z pozostałymi 16 milionami? Musimy je zapewnić. Jak? To już rządu nie obchodzi. Rząd pilnuje tylko tego, żebyśmy realizowali jego politykę uprawniając np. kuratorów oświaty do wiążących decyzji w sprawie zgody na zamknięcie szkoły, chociaż organem, który zakłada i prowadzi szkołę jest samorząd.
    Skąd więc bierzemy pieniądze „na szkoły”? Na przykład z podwyższania podatku od nieruchomości, albo z odpisu PITu, który otrzymujemy. Co innego byśmy mogli zrealizować, gdybyśmy z tych 16 milionów musieli dołożyć tylko połowę? Byłoby nas stać na rozszerzenie bazy dydaktycznej dajmy na to poprzez kupno nowoczesnych komputerów i oprogramowania oraz „dorzucenie” do wynagrodzenia dla profesjonalisty, który prowadziłby na nich zajęcia powiedzmy z grafiki komputerowej.
    Acz finansowanie samorządu to już zupełnie inna kwestia.

Kwestia polityczna
Niestety, jak widzę szefa ZNP, który dzisiaj niczym Rejtan broni gimnazjów, bo ich likwidacja zniszczy polską oświatę, a dwadzieścia lat wcześniej również niczym Rejtan sprzeciwiał się powołaniu gimnazjów, bo ich utworzenie zniszczy polską oświatę, to krew mnie po prostu zalewa. Wszystkie wielkie hasła o tym, że rząd deformuje oświatę, że niszczy polską szkołę, że wprowadza chaos – są dla mnie po prostu puste. Puste i nic niewnoszące, oparte na egoistycznym podejściu „świętego spokoju”: Boże broń nas przed jakąkolwiek nawet najmniejszą zmianą.
Rząd nie musi ani deformować oświaty, ani niszczyć polskiej szkoły, ani wprowadzać w niej chaosu. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny: polska oświata jest już od dawna zdeformowana, polska szkoła od dawna jest zniszczona i od dawna trwa w niej chaos. Podejmowane przez każdy nowy rząd decyzje o jakichkolwiek zmianach są niczym innym jak reanimowaniem zmarłego. Zastanawiam się, kiedy wreszcie ktoś wpadnie na pomysł, że polski system edukacyjny zamiast reformować należy zbudować od nowa. Na nowych fundamentach opartych przede wszystkim na nowym pokoleniu nauczycieli, w dużej mierze wywodzącym się już z tych, którzy dorastali czy urodzili się już po przemianach i siłą rzeczy nie pamiętają „jak było za komuny”, ale również na tych, którzy może i są starsi, ale wciąż nie brakuje im chęci do podejmowania nowych wyzwań.
W ubiegłym roku byłem pytany czy popieram strajk nauczycieli. Przyznam, że odpowiedź na to pytanie była dla mnie trudna. Uważam, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, a praca w tym zawodzie powinna być traktowana jak przywilej, powód do dumy, bo przecież nauczyciel przygotowuje młodego człowieka nie tylko do funkcjonowania w społeczeństwie, ale również jego budowy. Jednocześnie uważam, że tzw. karta nauczyciela powinna zostać zniesiona. Jeżeli nauczyciel poświęca dodatkowy czas np. na wycieczki to oczywiście należy mu się pensja za nadgodziny. Proste to i logiczne, tak samo jak w przypadku czasu potrzebnego na przygotowanie zajęć.
Od czego więc zacząć reformę, a właściwie budowę oświaty od nowa? Symbolicznie – od uroczystego publicznego spalenia namnożonych przez kolejne rządy ustaw o finansowaniu oświaty, prawa oświatowego i czego tam jeszcze nie wymyślono łącznie z dodatkowymi rozporządzeniami i wszelkimi „podstawami programowymi”. I lepiej zrobić to jak najszybciej, bo Finom reforma oświaty zajęła 30 lat…


Wykop Skomentuj63
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo