Rosnące międzynarodowe zainteresowanie Grenlandią jest skutkiem globalnej rywalizacji USA z Chinami i Rosją. Co prawda głównym bogactwem wyspy są ryby, ale posiada ona również zasoby metali, ziem rzadkich i uranu oraz złoża naftowo-gazowe.
Istotne jest jednak militarne znaczenie Grenlandii. Oczywiście już od 1951 r. znajduje się na niej amerykańska baza wojskowa (północno-zachodnia część wyspy, w pobliżu miejscowości Qaanaaq, wcześniej znanej jako Thule), która pełni funkcje obserwacyjne i obronne, m.in. przed pociskami balistycznymi czy aktywnością wojskową Rosji i Chin na Oceanie Arktycznym, ale również tamtejsze porty i lotniska można wykorzystać w przerzucie sił do Europy.
Nie jest nowością to, że dzisiaj Donald Trump mówi o Grenlandii jako miejscu "kluczowym dla bezpieczeństwa narodowego". Warto przypomnieć, że już w latach 2019-2021 amerykański resort obrony definiował Arktykę jako obszar o "wielkim znaczeniu geostrategicznym". Wówczas Waszyngton zainwestował we współpracę gospodarczą z Grenlandią głównie z obawy przed chińskimi planami inwestycyjnymi. ChRL mogłaby wykorzystać wyspę nie tylko do celów cywilnych, ale również wojskowych, np. do prowadzenia działań wywiadowczych. Obawy USA były uzasadnione, gdyż chińska strategia zakładała wykorzystanie Arktyki w tzw. Polarnym Jedwabnym Szlaku.
W tym okresie perturbacje polityczne w Grenlandii zablokowały bądź oddaliły w czasie chińskie pomysły dot. budowy kopalni uranu i metali ziem rzadkich na wyspie. Sama Grenlandia przebąkiwała nawet o niepodległości, ale zakończyło się nad lawirowaniem między Danią, USA, a pozostałymi graczami w Arktyce.
Dość agresywna i chaotyczna narracja Trumpa zbliża Grenladię raczej do zacieśnienia relacji z Danią. Choć amerykańska zbrojna ofensywa na wyspę jest mało prawdopodobna to można spodziewać się "ofert" jej zakupu. Obserwując napiętą sytuację na świecie można też zakładać, ze Grenlandia nie jest wyłącznie zachcianką prezydenta USA, a głębszą strategią i polityką bezpieczeństwa lub co gorsza zbliżającego się światowego "niebezpieczeństwa".



Komentarze
Pokaż komentarze