8 obserwujących
46 notek
68k odsłon
  2409   1

Zmartwychwstanie -- największy zgryz chrześcijaństwa

Henry Ossawa Tanner, Dwaj uczniowie przy grobie
Henry Ossawa Tanner, Dwaj uczniowie przy grobie

Pewien mój dobry znajomy, ateista, doprowadzony do ostateczności moim skrajnie głupim w jego opinii przekonaniem o zmartwychwstaniu Jezusa, wysunął argument nie do obalenia: „Hitler dowiódł na wielomilionowej próbie, że Żydzi nie zmartwychwstają”.


Irytacja jest złym doradcą, a chcąc za wszelką cenę zachować swoje wypielęgnowane poglądy, nieraz zapominamy o logice. Znajomy, który zarzucał mi właśnie brak logiki, sam padł ofiarą tej przypadłości. Bo Hitler nie dowiódł przecież, że Żydzi nie zmartwychwstają. Dowiódł jedynie tego, że umierają, jak każdy człowiek. Biblia, która głosi zmartwychwstanie (tak, zmartwychwstanie -- a nie reinkarnację, nie mokszę, nie przejście do innego wymiaru, nie nieumieranie) i do tego można wręcz sprowadzić jej sens, w żadnym miejscu nie podaje, że zmartwychwstanie nastąpi natychmiast po śmierci. Podaje, że nastąpi ono w dwóch etapach dopiero pod koniec czasów -- pierwsze zmartwychwstanie z chwilą powrotu Chrystusa (1 Tesaloniczan 4,3-18; Apokalipsa 20,4-6), drugie dużo później, tuż przed Sądem Ostatecznym (Ap 21,7-15)*.

Hitler więc jedynie przedwcześnie i brutalnie powiększył grono oczekujących na zmartwychwstanie, w żaden jednak sposób nie mógł zmartwychwstaniu zaprzeczyć.


Zmartwychwstanie to największy zgryz chrześcijaństwa!

3/4 świata -- a może i więcej -- przeszłoby na chrześcijaństwo, gdyby nie zmartwychwstanie. Kiedy ateńscy filozofowie zabrali apostoła Pawła na Areopag, zainteresowani jego naukami, słuchali go z zaciekawieniem do chwili, gdy napomknął o zmartwychwstaniu Jezusa. „O tym będziemy cię słuchali innym razem” -- oznajmili kurtuazyjnie i co prędzej oddalili się po angielsku (Dz 17,18-34).

Lecz nie wszyscy. Bo zmartwychywstanie -- największy kłopot chrześcijaństwa -- to zarazem jego cały sens. Bo „jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to na nic wasza wiara” (1 Kor 15,17 ESP). Gdyby chrześcijaństwo było religią nastawioną na ekonomię mnożenia wyznawców, nie głosiłoby zmartwychwstania albo głosiłoby modne ostatnio hasła, że śmierć nie istnieje i jest tylko iluzją. Tego nie trzeba by udowadniać, bo skoro nie ma śmierci, to po co komu zmartwychwstanie?

Zmartwychwstanie Jezusa natomiast udowadniać trzeba. Skoro głosi się, że zmartwychwstanie nastąpiło jako wydarzenie historyczne w konkretnym czasie i przestrzeni w wymiarze fizycznym (Jezus przecież kazał się dotykać i sprawdzać, że nie jest widmem, jadł na oczach wielu świadków, a jego zwłok mimo usilnych starań nie znaleziono), chrześcijaństwo nie może być gołosłowne, musi dysponować materiałem dowodowym, na którego podstawie uzasadni swoją najważniejszą naukę. Bo  jeśli dowodu takiego nie da się przeprowadzić, to chrześcijaństwo -- jak to tutaj kiedyś ujęłam -- można o kant.


Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie...

Jezus pierwszym komunistą, Jezus wielkim moralistą, Jezus jednym z największych proroków... Ani ateistyczna  lewica, ani humaniści, ani muzułmanie nie tłumaczą jednak, jak to możliwe, że komunista nie tylko wierzył w Boga, ale sam mienił się Bogiem, że wielki moralista kłamał w żywe oczy, a jeden z największych proroków wygłaszał fałszywe proroctwa.

Bo w tym samym ewangelicznym tekście, na którym opierają oni swoje tezy, Jezus, Wielki Nauczyciel, bez ogródek wielokrotnie zapowiada swoje zmartwychwstanie**, mało tego, twierdzi, że przyszedł właśnie po to, aby umrzeć i zmartwychwstać! „Od tej pory zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi [wyróżnienie moje -- PD] pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Piśmie, że musi być zabity i trzeciego dnia wzbudzony z martwych” (Mt 16,21). „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył” (J 11,25-26 ESP).

„Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni” (1 Kor 15,19 BW).

Na obrazie Henry'ego Ossawy Tannera, pierwszego czarnego malarza amerykańskiego, który zdobył międzynarodową sławę (jego matka urodziła sie jeszcze w niewoli na Południu USA, lecz zdołała zbiec na Północ), Piotr i Jan przy grobowcu Jezusa nie skaczą z radości, nie roznosi ich euforia. Na wieść o tym, że nie ma go w grobie, zareagowali podobnie, jak dziś reaguje większość ludzi -- niedowierzaniem, zachodzeniem w glowę, kto mógł zabrać ciało. Mimo że Jezus w ich obecności wielokrotnie zapowiadał, że umrze, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie. Ściślej biorąc, to Piotrowi przez dłuższą chwilę nie mieściło się to w głowie, bo w Janie na widok pustego grobu jednak zrodziła się wiara (J 20,4-8).

Lecz to ludzka reakcja i właściwie prawidłowa (choć nielogiczna -- skoro uczniowie uważali Jezusa za Mesjasza posłanego od Boga, powinni byli uwierzyć również w jego zapowiedzi zmartwychwstania) -- zmartwychwstania przecież nie zdarzają sie na porządku dziennym, a właściwie nie zdarzają się wcale. Sceptycyzm to dobra pozycja wyjściowa. Ale pytanie -- co dalej? Czy pozostaniemy przy sceptycyzmie w tak ważnej sprawie, nie próbując badać sprawy, bądź z góry przekreślimy tę możliwość tylko dlatego, że nie chce nam się poświęcić czasu na rzetelne zbadanie, czy zmartwychwstanie mogło czy też nie mogło nastąpić?

Lubię to! Skomentuj134 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo