15 obserwujących
58 notek
75k odsłon
  284   5

Antyszczepionkowcy na Madagaskar? Jak Agnieszka Burzyńska podcina miecz Damoklesa

Agnieszka Burzyńska (przerobiona stopklatka z programu Onetu ze stycznia 2020)
Agnieszka Burzyńska (przerobiona stopklatka z programu Onetu ze stycznia 2020)

Balansujemy na cienkiej linie. Klasa polityczna i media żyją z tego, że nas dzielą. Lecz z roku na rok i nieomal z miesiąca na miesiąc podziałów przybywa i stają się coraz zajadlejsze. Odpowiedzialni politycy i media staraliby się lać oliwę na wzburzone fale. Lecz dzieje się wręcz przeciwnie

Odkąd tylko w głównym obiegu medialnym karierę zaczęło robić słowo „antyszczepionkowcy”, zaczęłam mieć złe przeczucia. Segregowanie ludzi na podstawie ich decyzji co do własnego zdrowia? Tego nie wymyślił ani Hitler, ani Stalin. To są pomysły z Dalekiego Wschodu, niewróżące nic dobrego. Ale czyż Xi Jinping nie był nie tak dawno fetowany w Davos?

Przeczucia mnie nie myliły. Media uparcie posługują się tą etykietką, wrzucając do worka wrogów ludu wszystkich, którzy z najróżniejszych przyczyn nie zdecydowali się na szczepienie. Fakt, że pomimo medialnej nagonki i pomimo szykan, jakie spotykają ich nieraz ze strony otoczenia, i groźby, że dotkną ich dotkliwe obostrzenia, nie decydują się na to, wskazuje, że przemyśleli swoją decyzję i mają do niej ważne powody. Zdrowotne, religijne, naukowe, filozoficzne, światopoglądowe. Każdy z choćby odrobiną wyobraźni potrafi to zrozumieć. A niechby nawet któraś z tych osób zwyczajnie kierowała się złymi przeczuciami. To jej sprawa i nikomu nic do tego.

Ciekawsza niż motywy nieszczepiących się jest kwestia motywów tych, którzy wykazują chorobliwą troskę o cudze zdrowie, do tego stopnia, że aż palą się, by wykluczyć kogoś ze społeczeństwa. I nie byle kogo -- jakąś jedną trzecią dorosłych Polaków, w tym własnych krewnych i znajomych. Jest to grono nader zacne, brylują w nim takie autorytety moralne jak Władysław Kosiniak-Kamysz, Donald Tusk, Szymon Hołownia, Radosław Sikorski, Tomasz Terlikowski, Andrzej Stankiewicz, Antoni Dudek, pani Krystyna Janda, której tolerancja obejmuje jedynie 2/3 dorosłych rodaków, Ilona Łepkowska, potrójnie zaszczepiona, która dostrzega w niezaszczepionych „mózg zaimpregnowany na wiedzę" i pośrednio obwinia ich o swoje przypadki covidu, czy redaktorka Agnieszka Burzyńska, która nazwała dziś osoby niezaszczepione „zuchwałą mniejszością” i straszy odpowiedzialnością tych, którzy dopuszczają się „podawania nieprawdziwych informacji, powoływania się na niewiarygodne badania i artykuły".

Ciekawe, dlaczego sama nie weźmie sobie do serca własnych apeli. Ponieważ zakładam, że pani Burzyńska jest dziennikarką z prawdziwego zdarzenia i umie odróżniać informacje od dezinformacji. Że potrafi odróżnić dezinformatora od utytułowanego profesora renomowanej uczelni (w tym takich uczelni jak Harvard, Stanford czy Oksford), o imponującym dorobku badawczym i wysokim indeksie cytowań, a nawet noblisty, że umie odróżnić telewizyjnego celebrytę od lekarza z wielodekadowym doświadczeniem, gotowego narażać się dla dobra pacjentów. Że wie, iż pomimo rzekomych braków miejsc w szpitalach w ubiegłym roku liczba hospitalizacji była w tym okresie o ok. 15-35% (zależnie od województwa) mniejsza niż w poprzednich latach, a zatem łóżek (i lekarzy) nie brakowało, tylko nie były udostępniane. Że zaszczepieni co najmniej tak samo zarażają jak niezaszczepieni, a ładunek wirusa w drogach oddechowych jest u nich podobny jak u niezaszczepionych. Że podstawowe znaczenie dla zwalczania infekcji ma ogólny stan zdrowia i poziom odporności organizmu, a stres (podsycany przez panią Burzyńską i codzienne komunikaty medialne) wydatnie tę odporność obniża. Że statystyki podawane przez panią Burzyńską i jej kolegów nie zostały w żaden sposób zweryfikowane ani przeanalizowane przez specjalistów od analizy danych. Że kraje o najwyższym wyszczepieniu, z Islandią na czele, a Wielką Brytanią i Izraelem depczącymi jej po piętach, przechodziły niedawno pik zachorowań z wysoką liczbą hospitalizacji i stoją u progu kolejnego. Z kolei kraje, gdzie media nie biją piany i nie roznieca się histerii ani nie wprowadza drakońskich obostrzeń -- jak Szwecja, Dania czy Hongkong -- radzą sobie lepiej niż ktokolwiek.

Skoro pani Burzyńska jako rasowa dziennikarka o tym wie, to jaki cel jej przyświeca, gdy w narodzie podzielonym już przepaściami na oko niemożliwymi do zasypania pod każdym możliwym względem i kątem, w państwie na krawędzi wojny z potężnym przeciwnikiem, u progu ciężkich ekonomicznie czasów i wielkiej niepewności, w społeczeństwie zatomizowanym do granic możliwości, gdzie ostre podziały przebiegają już w poprzek rodzin, kiedy naprawdę potrzebna jest narodowa zgoda, szczuje 20 milionów dorosłych obywateli przeciwko 10 milionom ich rodaków? I czym się kierują inni znakomicie poinformowani dziennikarze wtórując jej w tych apelach?

Pytam, bo nie wiem.

PS. Być może rację ma Tomasz Wróblewski, że takie czasy nastały? „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem”?

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale