Wczoraj z przyjaciółmi poszukiwania dla nich domu w mojej okolicy. Ciężko. Zagrzybiała rudera za 270 tysięcy. Nie nadaje się nawet do remontu.
Dla siebie szukam ziemi. Chcę kupić kilka hektarów i obsadzić je tymiankiem i oregano [nb. nikt u nas, oprócz mnie, nie uprawia oregano. Wszyscy znają tę roślinkę jako lebiodkę pospolitą i kojarzy się głównie z biedą. W czasie głodów ludzie gotowali skórki od chleba oraz inne odpadki właśnie z lebiodką i żywili się taką zupą]. Poszukiwania też nie sa łatwe. Wszyscy mówią, że ziemia orna jest u nas tania, bo niskiej klasy - sam piach i zwykle lezy odłogiem, ale sprzedać nikt nie chce.
Wieczorem przyszedł pan Jurek, wsparł się na płocie i wytłumaczył mi, skąd ta niechęć do pozbywania się ziemi.
- Chcieli ode mnie kupić ziemię - mówił. - Chłop młody, ale pracuje w mieście. Przecież na uprawę nie kupi. Potraktuje ziemię jak lokatę.
Chłopi w mojej wsi zwykle nie uprawiają już ziemi, ale nie pozwolą traktować jej jak lokaty. Za bardzo ją cenią.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)