
Piotr Żytnicki na łamach Gazety Wyborczej donosi, iż w Poznaniu doszło do przykrego incydentu - pobicia pracowników telewizji Polsat. Sytuacja jakich wiele, zapewne nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie sensacje, o których donosi Pan redaktor. Twierdzi on (a raczej insynuuje), iż w incydencie tym, czynny udział brali "kibole" Lecha Poznań.
Pierwsza sprawa warta zainteresowania to ewolucja tytułu artykułu. Początkowo brzmiał on - "Atak na telewizję. Krzyczeli: "Lech Poznań!"", następnie - "Kibice pobili pracownika Polsatu? Krzyczeli: "Lech Poznań"", aż wreszcie - "Kibole pobili pracownika Polsatu? Krzyczeli: "Lech Poznań"".
Jak widzimy, początkowo byli to tylko i wyłącznie ludzie krzyczący Lech Poznań, następnie próbowano ich połączyć ze środowiskiem kibicowskim, a że wszyscy kibice to bandyci, musiało zakończyć się na "kibolu". Dalej dziennikarz opisuje jak doszło do ataku na pracowników telewizji, przywołuje ich relacje, by w końcu przejść do sprawców:
"Zadzwonił na policję, a radiowóz w ciągu kilku minut zatrzymał grupę napastników, którzy szli w kierunku poznańskiego Starego Miasta. Dwaj z nich, którzy pobili kierowcę telewizji, trafili do izby wytrzeźwień, bo byli pijani.".
Następnie pisze:
"Napastnicy wczoraj przyznali się do winy. Policja sprawdza, czy są kibolami. Na razie wiadomo tylko, że jeden z nich był notowany za jazdę po pijanemu rowerem. Krzysztof Jarosz, szef wielkopolskiej policji: - Czekam na informację, czy osoby zatrzymane mogą być identyfikowane ze środowiskiem pseudokibiców."
Jak widać jedyną poszlaką łączącą tych ludzi ze środowiskiem kibiców jest hasło "Lech Poznań", które rzekomo wykrzykiwali. Czy gdyby napastnicy śpiewali piosenkę "Jesteś szalona", oznaczałoby, że mamy do czynienia z "gangiem discopolowców"? Myślę, że nie tylko ja dostrzegam miałkość tego dowodu.
Po raz kolejny, główną metodą jaką posługują się dziennikarze Gazety Wyborczej w celu zaprezentowania swoich "racji" są insynuacje. Jak widać, Żytnicki znany ze swojej niechęci do środowiska kibicowskiego jest w stanie posunąć się bardzo daleko, by owe środowisko skompromitować w oczach czytelników.
Dla redaktora Żytnickiego mam jedną podpowiedź, może warto zwrócić uwagę na to, iż jeden ze sprawców był notowany za jazdę po pijanemu na rowerze? Być może pracownicy Polsatu mieli do czynienia z "gangiem rowerzystów pijaków"? Czy kolejną grupą, której Gazeta Wyborcza wypowie wojnę będą rowerzyści? Z niecierpliwością czekam na rozwój wypadków i kolejne artykuły Piotra Żytnickiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)