W RADOŚCI ISTNIENIA
Im więcej Miłości w nas, tym więcej dostrzegamy Jej wokół.
49 obserwujących
132 notki
182k odsłony
854 odsłony

Energia zmienia formę... część druga

Wykop Skomentuj60

 

M.K.60 do Edwarda R.:

 

"Świat, wszechświat, nie został stworzony bo zawsze był - wybuch to jedynie mały szczegół w jego istnieniu - a że powtarza się - no to już Ci napisałem - to Tajemnicą jest... (mk)"

 

Gdzie jest POCZĄTEK?

Oczywiście, dla mnie "początek jest wszędzie"... w Tobie i we Mnie...

 

Pytanie o początek?

Kropla pyta:

- gdzie początek i koniec nieskończonego oceanu?…

Znam taką odpowiedź:

- w każdej kropli…

Nieskończony ocean nie zadaje sobie pytania o początek i koniec albowiem jego "zasadą istnienia" jest nieskończoność.

To ten "Wielki Kosmiczny Żart", który zafundowałaś/łeś/łam/łem :-) sam/a sobie – bezwzględnego początku nigdy nie było. Tylko względny. Zawsze, jeśli jest jakiś początek, to jest on względny (względem, wobec czegoś).

Są tylko różne rodzaje śmierci i narodzin, zaśnięć i przebudzeń. A Ty jesteś Istotą NIESKOŃCZONĄ. A nieskończoność jest trudna do objęcia. Umysłem jej nie obejmiemy.

"Za kotarą" jesteś tylko :-) świadoma/y tego, że jesteś nieskończonością i nie musisz już wiedzieć, na czym ona polega, bo jest niedefiniowalna – nie ma początku ani końca to jedyne, co możemy o niej wiedzieć. Bo to właśnie jest Wielką Tajemnicą...

 

Najpierw to sobie przypomniałam, a póżniej dostałam "potwierdzenie" :-):

 

"Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli" - Rumi

 

Zatem...

 

Gdy wchodzę w jakąś czasoprzestrzeń, jakiś świat, to zaczepiam się o formy i prawa oraz zasady w nim panujące, choć te formy i prawa oraz zasady bywają różne: czasem współbrzmiące, współdziałające, a czasem "sprzeczne" ze sobą - wspierające "konflikty")...

 

Zostaję sobie w takim świecie - jeśli chcę pozostać na jakiś czas. ;-) Czasem wpadam do jednego z tych różnych światów i "budzę się" albo "rodzę się" w nim... nieświadomie.

 

Bywa, że gdy "przepływam" w bezczasie w przestrzeniach (albo przestrzenie przepływają przeze mnie :-)), o nic się nie zaczepiam... A potem znów jak ten" fotonik - mały balonik" - taka kropelka energii wydzielona z bezkresnego oceanu przyklejam się do jakiegoś... "elektronu", "atomu", do jakiejś... formy i wnikam w nią tak "głęboko", że zaczynam postrzegać siebie w tym czymś jako odrębną i oddzieloną od Całości cząstkę... Łączę się z innymi "fotonikami - balonikami" - kropelkami i tworzymy razem jakąś strukturę, którą np. nazywamy "ja"...

 

A potem znów przypominam sobie, że... jestem... wszystkim...

 

 

Może już kiedyś pisałam o tym, ale lubię się dzielić i przypominać od czasu do czasu sobie samej, i innym o pewnej wizji - rozpoznaniu:

====================================================

Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu… Leciałam w kosmos i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności…

 

Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.

 

Jakiś czas temu znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie… Wiem, że istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje „dobro” i „zło”, ale wiem też, że istnieje wiele bogów i bogiń „dobrych” i „złych”, a tak naprawdę wszyscy oni są Artystami Życia. A w każdym z nas są różne cząstki tych różnych bogów i bogiń. Dlatego mamy do czynienia z karmą…

 

To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste. Wszyscy jesteśmy „dziećmi bogów”. Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. A tam, w Pra-domu nie było ani bogiń, ani bogów, ani jednego boga, ani szatana nie było… Była całkowita jednia, wszędzie, nawet zawierająca się w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bez-czas, a w nim wszystkie możliwe czasy… I były wszystkie światy w jednym zharmonizowanym „organizmie”. Nie umiem inaczej tego opisać.

 

W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest... w nas, powiedzmy, że w sercu każdej i każdego z nas. Poczułam to. Widziałam to, byłam tego ŚWIADOMA. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić, zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi. To Zródło...

 

A TAM... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości