Wczoraj przeżyliśmy dzień pełen emocji, w związku z wizytą w kraju nad Wisłą świeżego, dopiero co zaprzysiężonego premiera Węgier, witanego ze wszystkimi szykanami i honorami, jak niegdyś witano patriarchę moskiewskiego, Cyryla wraz z bizantyjskim orszakiem, sprowadzonego do Polski przez ówczesnego kierownika oraz faceta zrobionego prezydentem, w celu umocnienia i pogłębienia przyjaźni polsko - rosyjskiej. Z tą jednak różnicą, że Jego Świątobliwość Cyryl w licznych kufrach podróżnych przywiózł niezliczone podarki, w tym mirrę, mydło i kadzidło, to Péter Magyar został obdarowany przez naszego ślicznego przywódcę partyjno-rządowego o sportowej sylwetce, chłopięcym wyglądzie i takiejże mentalności drogocennym podarkiem, a mianowicie dobrze znanym nam nadwiślanom szczerozłotym serduszkiem - przypinką do klapy marynarki wysadzanym brylantami, a całość wykonano w kolorach flagi państwowej Węgier nie licząc naręczy kwiecia. Piękny gest, który może spowodować napływ licznych delegacji państwowych zachęconych drogocennymi suwenirami, co uruchomi wreszcie od dawna zapowiadane przez MSZ oraz uśmiechniętą koalicję i wciąż niezrealizowane, jak 100/100 konkretów, ożywienie polityki zagranicznej.
Cel wizyty węgierskiego przywódcy, a także kuglowanie wokół niej naszego nieogranego spryciarza, został szeroko przeanalizowany i omówiony w mediach tradycyjnych i elektronicznych, a także przez znawców tematu - doświadczonych hungarystów, jak ten o stu nickach i jego równie wesoła kompanija w Salonie24, więc ja już się powstrzymam.
Muszę jednakże zwrócić uwagę na wstydliwą kwestię wymawiania nazwiska węgierskiego premiera przez zdecydowaną większość publicystów i komentatorów. Szkoda, że nie zdołali oni nauczyć się prawidłowej wymowy w sumie prostego nazwiska i imienia, korzystając, np. porady choćby w jakimś Ośrodku Kultury Węgierskiej.Może zatem chętni skorzystają z mojej podpowiedzi.
Otóż imię Péter wymawia się jak PYJTER, zaś nazwisko Magyar jak MODIOR, przy czym należy pamiętać, że mówiąc w j. węgierskim stawiajmy akcent na pierwszej sylabie (z zasady, ale czymże byłaby zasada, gdyby nie wyjątki?) a także o tym, że nazwisko piszemy przed imieniem, ale tego już nie wymagam:)
Dopiero byłby ambaras, gdyby komuś przyszło wypowiedzieć nazwę pięknego węgierskiego miasta, Székesfehérvár, albo jakieś liczebniki lub daty, które piszemy łącznie.
Podczas, gdy w Polsce przeżywano wizytę Magyara, jak woźny przeżywa wakacje, w węgierskich mediach znajdziemy zaledwie zdawkowe informacje, gdyż - jak to się mówi - Węgrzy zajmują się głównie Węgrami.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)