29 obserwujących
167 notek
284k odsłony
1598 odsłon

Nie mamy kadr, to nie będziemy mieć polityki zagranicznej.

Wykop Skomentuj74

Fiksacja Polaków na Francji, Niemczech, Rosji i USA jest niepoprawna. Prowadzi do złych ocen rzeczywistości i nieumiejętności myślenia strategicznego. Wystarczy spojrzeć na to, w jaki sposób Polska przespała sprawę i znaczenie Włoch. Jest to wynikiem braku prawdziwie profesjonalnej kadry na służbie państwu.

O znaczeniu Włoch wspominałem przy okazji Brexitu. W wielkim skrócie: w rozgrywce europejskiej kluczem nie są ani UK, ani Niemcy, ani Francja, ale Włochy właśnie. Umiejętne rozpoznanie tego oraz zbudowanie odpowiedniej koalicji sił dałoby możliwość wymanewrowania Francji i Niemiec na pozycje zgoła inne, niż dotychczas: Niemcy zostałyby zmuszone do przyjęcia postawy zmierzającej do reformy UE zgodnie z interesem mniejszych krajów, takich jak Polska, Francja zaś utraciłaby ostatecznie swoją rolę jako kręgosłupa UE i nie hamowałaby dalej rozwoju tej struktury w kierunku faktycznie zbalansowanej, służącej dobru ogólnemu europejczyków organizacji.

Kluczem jednak nie jest myślenie statyczne i kombinowanie jak tu mieć z kimś stałe alianse, ale zrozumienie, że układ interesów może być stały, ale kraje nieustannie dostosowują się do setek zmian. Drgają wewnątrz tego samego paradygmatu i budowanie skutecznej koalicji nie polega na jeno otwartym deklarowaniu celów i intencji, ale na manewrowaniu między nimi wiedząc, co jest naprawdę tym, co dany kraj potrzebuje, a nie tym co deklaruje w danej chwili. Bo to co deklaruje jest efektem wypadkowym setek sił, jakie na niego oddziaływują z zewnątrz i do których się dostosowuje. To bardzo skompolikowana, subtelna gra, ale nie będąca poza zasięgiem Polski - bo nie polegałaby ona na siłowym przymuszaniu nikogo do niczego; nie polegałaby na oferowaniu miliardów dolarów pomocy ani kontraktów, wysyłania tysięcy żołnierzy ani nic takiego. Te standartowe zagrywki dyplomatyczne nic by tu nie dały. Tym można tylko na momencik przygarnąć dany kraj, ale nie można zmienić jego trajektorii. Prawdziwym sukcesem byłoby takie skomunikowanie różnych niezadowolonych państw Europy, by to, co nieuchronne (bunt przeciwko establishmentowi i Centrum UE, które uniemożliwa rozwój Peryferiom) zostało skoordynowane i zmierzało w jednym kierunku. Samo z siebie. Z woli tych państw, bo tak układają się ich interesy, możliwości i ograniczenia. A więc sztuka pójścia nie pod prąd, ale z siłami jakie działają przeciwko nam i obrócenie ich przeciwko nim samym. Wszystko przy kosztach minimalnych. Bo polegałoby to na rozpoznaniu tego, co faktycznie jest interesem danego państwa oraz komunikacji z siłami wewnątrz niego które to widzą lub są w stanie pchnąć kraj w tym kierunku. Delikatne wpływanie na opinię publiczną, centra decyzyjne. Otwarcie na koalicje, budowanie sieci kontaktów, które same z czasem zaprocentowałaby. 

Tak, to wszystko bardzo niekonkretne. Trudno to przekazać w krótkim tekście. Ale to prawdziwa dyplomatyczna robota. By ją wykonać, należałoby najpierw mieć kogoś, kto jest w stanie dojrzeć te zasadnicze trendy i możliwości ich wykorzystania. Następnie ludzi, którzy będą w stanie szczegółowo zdać relację z każdego fragmentu tej wizjii. Potem ludzi, którzy są "w polu" i konfrontują tą wizję z rzeczywistością. Wreszcie ludzi, którzy będą w stanie dobrać odpowiedni personel do wykonania zadania. A na końcu - ludzi świetnych w tym co robią, wykonujących te zadania. Finalnym zaś elementem układanki byłaby osoba podejmująca decyzje, która byłaby dość ogarnięta by rozumieć, co się jej przedstawia i rozumiejąca jak to działa. 

Polska jednak nie ma tak zbudowanych kadr polityki zagranicznej. Nasz MSZ i okoliczne instytucje mają "w porządku" poziom myślenia strategicznego, ale jest on często przestarzały. Operuje w paradygmatach mocy i siły; ciągle więc narzeka na to, że Polska jest za słaba by walnąć pięścia w stół i by wszystko było tak, jak chce. Brakuje myślenia innego typu - mamy to co mamy, zadania są takie a nie inne. To co możemy z tym zrobić? To myślenie jest prawie nieobecne. Istnieje gdzieś na marginesach departamentów strategicznych, i ma miękki, minimalny wpływ na jakość podejmowanych decyzji. Takie myślenie - budowania na drobnicy działań, jest obce kadrze polskiego MSZ, która ma gigantomanię. Tylko wielkie kraje coś znaczą. Tylko wielkie pieniądze coś dają (czytaj: takie których nie mamy). Tylko gigantyczne kontrakty zmieniają działania rządów. To wszystko myślenie niedopasowane do pozycji Polski i naszego położenia geopolitycznego.  

Na poziomie wykonawczym jest różnie - część kadry jest sprawna, ale nie mając dobrego łańcucha pomiędzy sobą a strategią – jej działania są bez sensu. Choćby dany ambasador czy urzędnik byli najlepszymi, jacy tylko są, to jeśli są wysyłani w pole bez sensownych instrukcji, a plan jaki mają realizować nie istnieje - to czego się po nich spodziewać jak nie porażki. Nawet najlepsza drużyna jeśli nie jest zgrana i nie ma dobrego trenera - nic nie wskóra.  

Wykop Skomentuj74
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka