29 obserwujących
166 notek
281k odsłon
1374 odsłony

Koniec marzeń. Początek nowych.

Wykop Skomentuj38

Bez względu na to jak ułoży się po wyborcza rzeczywistość, jakakolwiek siła rządząca Polska od tej chwili będzie stała przed takimi samymi wyzwaniami i problemami które sprowadzają się do tego, że zmarnowaliśmy nasze szanse rozwojowe.

Ten sam temat poruszałem już kilka lat temu tu oraz tu. Kraje mają swoje okna rozwoju, swoje okna szans dyktowane przez czynniki twarde i trudne do zmiany takie jak demografia, i albo z nich korzystają, albo marnują swoje dziejowe szanse. Patrząc na to ile jest krajów biednych, średnich a ile bogatych i z sukcesami - widać, że zdecydowana, miażdżąca większość swoje szanse marnuje.  

Każdy kraj ma zespół zasobów, wad i zalet. Czegoś, co jest w miarę trwałe, czegoś co trudno zmienić nawet jeśli ktoś bardzo by chciał, i co wyznacza to, co jest możliwe dla tego kraju. Takie rzeczy jak geografia, dostęp do zasobów, ustrój polityczny, kultura i wreszcie demografia determinują prawdopodobieństwo rozwoju. Przy czym najistotniejsze są czynniki ludzkie. Są przypadki krajów które nie miały żadnych zasobów, a stały się bogate, ale też na odwrót - mając je pozostały biedne. Są takie, które miały odpowiedni ustrój polityczny, a niespecjalnie się rozwinęły. Bo bogactwo to wynik pracy, przedsiębiorczości i innowacyjności; nie zaś manna z nieba.

Ale innowacyjność i przedsiębiorczość nie są w stanie załatwić wszystkiego. Gdy komuś wręcza się worek kamieni to choćby był najlepszym atletą wysoko z nim nie podskoczy - obciążenie mu to uniemożliwi i nie będzie ważne, jak dalece jest sprawny. Polska będzie miała ten worek kamieni od 2020 roku i jest on związany z zmianą proporcji ludzi pracujących do ludzi na emeryturze.

Polska po 1989 roku należała do grupy krajów o wysokiej dynamice, podczas gdy Niemcy czy Francja-niskiej. Dynamizm ten był związany z naszym wzrostem demograficznym, bo w stanie wojennym Polacy "wyhodowali" sobie całkiem liczne następne pokolenie i na tle całej Europy byli tutaj wyjątkiem. Byliśmy jedynym krajem w którym populacja pracująca nie kurczyła się i nie była w stagnacji, ale urosła w stosunku do poprzedniej generacji. Oznaczało to, że kraj był pełny energii i konieczności działania. Młode społeczeństwo jest bardziej rzutkie, bo musi. Jest skłonniejsze do podejmowania ryzyka, próbuje się dorobić i eksperymentuje. Pracuje i konsumuje - a że młodego pokolenia jest więcej niż tych starszych oznacza to, że możliwe jest utrzymanie rzeszy tych starszych pokoleń czy to dzięki pracy własnej czy to dzięki systemowi emerytalnemu który opodatkowuje młodych i daje starym. Koszta tego rozbijają się na liczebność młodego społeczeństwa. Ale Polska przez całe pokolenie - 30 lat od transformacji - nie miała dzieci. Młodzi wstrzymali swoją prokreację z przyczyn ekonomicznych. Odkładali posiadanie własnych dzieci coraz dalej i dalej, czekając na "odpowiedni moment". Ten moment nie nastąpił. To oznacza, że młody dynamizm Polski po 1989 roku własnie się kończy i nie zastąpi go dynamizm nowego pokolenia-to nowe pokolenie jest bowiem za małe, by zmienić sumę interakcji w obecnym społeczeństwie z statycznej na dynamiczną. Co więcej, ponieważ ludzi pracujących będzie mniej w stosunku do nie pracujących oznacza to rosnące obciążenia dla tego nowego pokolenia. Choćby było ono bardziej rzutkie, innowacyjne i przedsiębiorcze niż jakiekolwiek w naszej dotychczasowej historii - z workiem kamieni wysoko się nie podskoczy.

Do bycia rzutkim potrzeba dynamicznego społeczeństwa które widzi przyszłość a nie przeszłość, które "wylewa" się na zewnątrz a nie jest skoncentrowane na wewnątrz. W obliczu kurczącej się populacji nastąpi mentalnościowy zwrot na sprawy bieżące i wewnętrzne, a napięcia spowodowane powolnym wzrostem gospodarczym oraz brakiem pieniędzy w budżecie powodującym rozpad narodowej infrastruktury ( a więc i dróg i emerytur) - spowoduje iż po prostu nie będziemy mieli ani krztyny wolnej uwagi i zasobów na cokolwiek innego. Staniemy się biernymi uczestnikami wydarzeń, pasywnym puzzlem na mapie. Bo nic innego nie będzie już możliwe. Będziemy tacy, jak inne kraje europejskie których zachowań do tej pory nie rozumieliśmy. Teraz zrozumiemy.

Klasycznym przykładem tego jest historia Japonii. Populacja tego kraju kurczy się; i pomimo bycia zaawansowanym i dobrze rozwiniętym popadł on w marazm. Wzrost jest niski, zdolność kraju do reagowania na zewnętrzne zagrożenia również. Każdy kolejny rok nie przynosi zmian, bo one wymagałyby nowych politycznych rozstrzygnięć. A kto niby ma interes w tym by cokolwiek zmieniać? Starzy? Oni zaraz żegnają się z tym światem. Stagnacja dotyka gospodarki, kultury, przekłada się na politykę. I choć tu i tam jakieś mądre głowy wskazują co należy robić, snują ambitne plany, to nie ma komu tych planów wykonać. Czas Japonii przeminął. W przypadku społeczeństw zachodnich jak Wlk.Brytania czy Niemcy jest dokładnie to samo, ale oprócz tego widać rosnącą demoralizację i destabilizację spowodowaną masową imigracją. Tak, jest tam młode pokolenie. Tylko, że ono nie będzie kontynuacją starego i jego konkurentem jest pokolenie młode, mało liczne, będące europejskie. Nie tylko więc marazm i stagnacja, ale do tego konflikt i chaos. Los Japonii wydaje się tu w porównaniu błogosławieństwem.

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo