25 obserwujących
334 notki
408k odsłon
  2416   0

Tak powinien przemawiać prezydent

Nie bez powodu 10 kwietnia poszłam na Krakowskie Przedmieście w godzinach przemówienia prezydenta, a nie wieczorem. I nie zawiodłam się. Andrzej Duda wygłosił świetne przemówienie, nawiązujące do tego, co działo się tuż po katastrofie smoleńskiej na ulicach Warszawy. Przypomniał wspólnotę, która się wówczas zrodziła. Wezwał do próby stworzenia tej wspólnoty na nowo, mówiąc o przebaczeniu. 

Przemówienie było naprawdę świetne, retorycznie doskonałe. Było do mnie. Jako prezydent zwracał się do całego narodu, tonując emocje, wzywając do jedności. 

Przemówienie prezydenta było kompletnie inne od przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Owszem, one się nie wykluczały. Jednak to, że były aż tak retorycznie odmienne, było wielkim atutem przemówienia Andrzeja Dudy. Prawdę mówiąc kompletnie nie rozumiem dezawuowania go przez środowisko PiSu, nie wiem również, czy potrzebne jest zwracanie uwagi na spójność obu przemówień, zamiast na ich odmienność. Bo w owej retorycznej odmienności leży właśnie największy atut prezydenckiego przemówienia. Prawdę mówiąc niewiele mnie obchodzi, czy to przemówienie mogło zostać odebrane przez prezesa Kaczyńskiego jako zbyt delikatne. I czy do niego odnosił się w swoim późniejszym, wieczornym wystąpieniu. Prezydent powiedział dokładnie to, co powinien, będąc głową państwa. Jeśli retorycznie dalej będzie szedł w tę stronę - będę mu kibicować. I zamiast nade wszystko starać się załagodzić wrażenie, że pomiędzy prezydentem a prezesem nie ma konfliktu, warto skupić się na znaczeniu przemówienia prezydenckiego. 

Wszystko, o czym piszę, nie wyklucza oczywiście odpowiedzialności za to, co się stało 10 kwietnia. Ona powinna zostać poniesiona. 

Przeprowadźmy intelektualny eksperyment. W Smoleńsku rozbija się samolot. Na potrzeby tekstu przyjmijmy, że był to wypadek. W samolocie ginie prezydent Polski oraz przedstawiciele polskiego narodu. Państwo, które doprowadza do takiego wypadku, nie istnieje. Jeżeli jego przyczyną są banalne, proceduralne sprawy - państwo nie istnieje. Jeżeli przyczyną jest zwykły pierdolnik, KTOŚ ZA TO ODPOWIADA. Mam dosyć państwa, w którym nikt nie poczuwa się do politycznej odpowiedzialności. Jeżeli politycy nie są w stanie ponieść jej od razu - trzeba ją od nich wyegzekwować. Jeżeli pęka opona w prezydenckim samochodzie - ktoś za to odpowiada. I jeżeli ta sytuacja jest dla nas nie dopuszczalna, to o ileż bardziej niedopuszczalna jest katastrofa samolotu. I jeżeli domagamy się poniesienia odpowiedzialności politycznej przy mniejszych incydentach - dlaczego mamy nie domagać się odpowiedzialności po tych tragicznych? Bądźmy w tym konsekwentni.

I w tym aspekcie, w kwestii wspólnej odpowiedzialności za Polskę, jest duże pole do jedności. Do jedności, o której mówił w niedzielę prezydent. Bo chodzi o funkcjonowanie Polski.

P.S. Powyższy tekst nie jest aplikacją na stanowisko w Kancelarii Prezydenta. KPRP nigdy mnie nie zatrudni. Pogódźcie się z tym.

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale