Coraz więcej Polaków zadaje sobie to pytanie – i ja także. Jako muzułmanin nie boję się samego Islamu – boję się przede wszystkim tego, co z Islamem robią muzułmanie. Nie mam tu na myśli sloganowej islamizacji, muzułmańskich gett, brodaczy z karabinami czy szariatowej rewolucji. Chodzi mi o Islam taki jaki mamy w Polsce i Europie już dziś, z Imamami o podejrzanych powiązaniach i niepewnych przeszłościach, sponsorach z Arabii Saudyjskiej którzy hojnie, aczkolwiek pewnie nie bezinteresownie, fundują nowe meczety, o kwiatkach w wywiadach z polskimi muzułmanami o ucinaniu różnych części ciała, dżihadzie, zaletach wielożeństwa, przemocy wobec kobiet, która ma je edukować i naprowadzać na właściwą ścieżkę, i innych tego typu wypowiedziach, które ciągną za sobą nieskończoną ilość sprostowań, zaprzeczeń, wyjaśnień i wymówek. Śledząc doniesienia o Islamie w Polsce można zauważyć, że w przestrzeni medialnej najczęściej pojawiają się:
a)Muzułmanie, którzy mówią to, co myślą, jednak dla osób postronnych nie brzmi to aż tak atrakcyjnie, jak muzułmanie chcieliby by brzmiało. Na przykład pełne poświęcenie dla Boga i religii manifestujące się w ich wypowiedziach chęcią oddania życia w drodze dżihadu niemal zawsze zostanie odebrane jako skłonność do wysadzenia się w samolocie. Paradoksalnie, ja tych muzułmanów boję się mniej. Wiem, czego w najgorszym wypadku mogę się po nich spodziewać.
b)Muzułmanie, którzy za wszelką cenę pragną Islam sprzedać innym, w jakiejkolwiek formie i przebraniu będzie trzeba. W zależności od sytuacji będzie to Islam rodzimy, orientalny, konserwatywny, postępowy, rodzinny, feministyczny, pokojowy, „walczący o wolność”, dosłowny i nieskomplikowany, refleksyjny i mistyczny, polityczny lub apolityczny, ekspansywny lub „ciągle dialogujący się” z innymi religiami itd. Taki Islam w rękach kaznodziejskiej przekupy ma tyle twarzy, ile tylko będzie potrzeba, by przekonać do swych racji kolejną osobę. Czy zapłata za tę transakcję przypada tym osobom w dolarach czy w hasanatach (punkcikach do raju) nie wiem, ale wiem, że te osoby mają w tym jakiś własny interes. Mówię tak, bo takim osobom nie chodzi wcale o troskę o innych, zbawienie świata i miłość do wszystkich zagubionych duszyczek – raczej o pieniądze zbierane na szczytny cel dawah (nawracania), wypełnienie swego religijnego obowiązku, zapracowanie na własne miejsce w raju czy chęć wykupienia się od męk piekielnych. Wszystko to byłoby do przełknięcia, gdyby ta cała kampania reklamowa Islamu opierała się na szczerych deklaracjach i rzeczywiście prezentowała dokładnie to, co wypowiadając szahadę się dostaje. Zazwyczaj jednak tak nie jest. Świeżo upieczona muzułmanka nie staje się ukrytą perłą chronioną przed niechcianymi spojrzeniami ale obiektem nachalnych zalotów kawalerów (a może tylko panów podających się za kawalerów) o śniadej cerze. Islam rodzinny owszem zachęca by przystawać i bratać się z niemuzułmanami – to znaczy dotychczasowymi przyjaciółmi i rodziną – ale tylko w celu ich nawracania. Islam pokojowy zaczyna zbierać datki na pomoc (w tym broń) dla braci wiecznie walczących i ginących w imię Allaha. Islam feministyczny nagle dochodzi do wniosku, że owszem, w Islamie kobiecie wolno się realizować we wszystkich aspektach życia publicznego i społecznego, pod warunkiem, że ma na to zgodę męża. Islam postępowy woła o rewolucję, ale tylko po to by przywrócić dawny stan rzeczy (żeby wszystko było tak, jak za czasów Proroka). W całym tym pomieszaniu co mądrzejsi konwertyci starają się powiedzieć – ja tego nie zamawiałem! Nie ma jednak co dyskutować, bo odpowiedź zawsze jest ta sama – taka jest sunna Proroka, a my, jako muzułmanie, zobowiązani jesteśmy za sunną podążać.
Tym argumentem można z łatwością manipulować ludźmi, kontrolować i wykorzystywać ich dla osiągnięcia własnych celów, ustanowić grunt dla obcych wpływów i zależności z którymi będziemy musieli radzić sobie nie tylko my sami, ale także przyszłe pokolenia . Tak dzieje się już dziś i to mnie właśnie w Islamie, a właściwie w muzułmanach, najbardziej przeraża. Wszystko to niesie ze sobą brak szczerości prawdziwych intencji, religijność na pokaz oraz przykrywanie własnych słabości i występków Islamem. Gdy widzę takie zachowania to krew się we mnie burzy, bo dla mnie to nic innego jak świętokradztwo. Mówię to, bo chcę zaznaczyć, że są w Polskim Islamie rzeczy, które powinny wzbudzać ostrożność i nieufność – zarówno wśród niemuzułmanów jak i muzułmanów, i że największym problemem polskich muzułmanów nie jest islamofobia i dyskryminacja, ale właśnie to, co dzieje się wewnątrz społeczności muzułmańskiej i to na jej najwyższych szczeblach. Obracając się od czasu do czasu w tych kręgach cały czas zadaję sobie pytanie: Quis custodiet ipsos custodes? - kto pilnuje strażników? Musimy być czujni i nie przestawać kwestionować uprawnień, kwalifikacji i powiązań osób, które podają się za autorytety w sprawach religii Islamu. Nawet w stadzie baranów czasem czaić się może prawdziwy wilk w owczej skórze.
W poniższym linku jeden z czołowych przedstawicieli islamu w Polsce chwali się swoimi dodatkowym zajęciem.
https://www.youtube.com/watch?v=X79kmAAMZnE
Trzeźwe spojrzenie na to, co dzieje się w świecie muzułmańskim, a także środowiskach muzułmańskich na zachodzie. Informacje ogólne o Islamie i jego historii. Wiadomości o islamie w Polsce- nie zawsze poprawnie, ale zawsze szczerze.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo