16 obserwujących
132 notki
94k odsłony
381 odsłon

Andrzej Duda - oportunizm, konformizm, cynizm

Wykop Skomentuj51

 Aby zrozumieć kim jest człowiek, którym posługuje się Jarosław Kaczyński musimy zrozumieć ten region Polski, z którego się wywodzi.
Region ów w Polsce nazywany jest Małopolską i w toku wielu wieków doświadczył traumatycznych wydarzeń kształtujących to, co nazywa się locus sui generis, a tym samym w sposób specyficzny również ukształtował najważniejszą marionetkę aktualnego reżimu w Polsce.
W średniowieczu, stolica Małopolski - Kraków, była też stolicą Polski. Jednakowoż miasto ustanowiono na prawie niemieckim (magdeburskim) i jego przynależność do Królestwa Polskiego datuje się dopiero na koniec X wieku. Miasto było zasiedlane głównie przez Niemców i do XVI wieku językiem potocznym w Krakowie był język niemiecki. Jedna z atrakcji Krakowa, tak zwany ołtarz Wita Stwosza jest dziełem rzeźbiarza niemieckiego. W Krakowie ciągle spiskowano przeciw Polsce na rzecz Cesarstwa Niemieckiego, a później Niemców. Był tam więc: bunt wójta Alberta zdławiony przez Króla Władysława Łokietka. Swawola biskupa Stanisława ze Szczepanowa, który wykonując polecenia Niemców prowadził sabotaż polityki Bolesława II Szczodrego, usiłującego przyłączyć do Polski Ruś i zlikwidować w kraju „hulanki” obcych agentur. Chodziło o to, że Bolesław II Szczodry wyruszył na Kijów, gdzie obsadził swojego krewniaka na królewskim stolcu. Król wyruszając przykazał biskupowi Stanisławowi, aby dbał o ład i porządek na dworze podczas jego nieobecności. Tymczasem ten arcyłotr i pachoł niemiecki podjudzał żony rycerzy do rozwiązłości i wkrótce dwór zamienił się w lupanar. Wieść o tych ekscesach dotarła do rycerstwa i Król musiał wracać do Krakowa załatwiając sprawy na Rusi tylko połowicznie. Pachoła niemieckiego rozsiekał mieczem, ale agentura niemiecka, która w tym czasie stanowiła jedno z KK, sprowokowała warchołów arystokratycznych do wystąpienia przeciw królowi i w efekcie na tronie polskim wylądował powolny Niemcom brat Bolesława II Szczodrego - Herman. W ten sposób za sprawą KK i krakowian Polska na zawsze utraciła możliwość ukształtowania swojej wschodniej flanki i jednocześnie został zrealizowany cel Niemców: słaba Polska.
W XIX wieku przez Małopolskę przeszła prowokacja policji politycznej CK, czyli czystka etniczna Jakuba Szeli wobec Polaków i Żydów. Habsburgowie byli więc pierwszymi w Europie, którzy świadomie przeprowadzili przemyślane ludobójstwo na tle etnicznym, zmierzające do oczyszczenia okupowanej przez nich dzielnicy Polski z rdzennej ludności, wykorzystując oczywiste różnice ekonomiczne między mieszkańcami. Właśnie bycie okupowanym przez bardzo przebiegłą i wielce odrażającą rodzinę Habsburgów - którzy dochrapali się swojej pozycji w Europie poprzez uczestniczenie w rabunku i ludobójstwie we Włoszech od XIII wieku na rzecz Cesarstwa Niemieckiego - ukształtowało zupełnie inną osobowość u Polaków żyjących na terenie Małopolski niż u Polaków egzystujących pod okupacją moskiewską, czy pruską. Ludność Cesarstwa Austro–Węgier była poddana specjalnemu terrorowi w dużej mierze biurokratycznemu, który został tak skonstruowany, by szerzyć korupcję, nepotyzm, a wartościowe jednostki zabijać pod prawnym pretekstem i w ten sposób stworzyć człowieka - oportunistę, konformistę i cynika, czyli jednostkę zdeprawowaną. Pisarze tworzący na terenie CK lub tuż po upadku monarchii Habsburgów doskonale opisali ten typ jednostki, którą wytwarzały nieludzkie i terrorystyczne struktury Austro–Węgier.
Główną cechę niewolnika Habsburgów najlepiej opisał w swojej twórczości Franz Kafka, szczególnie w powieści „Proces”, tworząc postać Józefa K. Osobnik ten zostaje poddany omnipotencji państwa, a ponieważ jest właśnie ukształtowany przez to państwo, nie potrafi się zdobyć na odwagę buntu i walkę przeciw terrorowi państwa, które w powieści jest ukryte pod nazwą – prawo. Prymarną cechą Józefa K. jest tchórzostwo wynikające z jego oportunizmu oraz konformizmu implementowanego mu od narodzin przez nadzorcę, czyli państwo. W trzech ostatnich zdaniach genialny autor „Procesu” zawarł kwintesencję natury poddanych Habsburgów, pisząc – „Ale na gardle jego spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił. Gasnącymi oczyma widział jeszcze K. , jak panowie, blisko przed jego twarzą, policzek przy policzku, śledzili ostateczne rozstrzygnięcie. „Jak pies” – powiedział do siebie; było tak, jak gdyby wstyd miał go przeżyć.”
Innej, ale równie dogłębnej wiwisekcji społeczeństwa CK dokonał genialny Robert Musil w „Człowieku bez właściwości”, niedokończonym mega cyklu powieściowym. Właśnie główną cechą jednostki ukształtowanej w Austro–Węgrzech, jest brak jakichkolwiek właściwości, rozumianych jako osobiste poglądy jednostki. Ludzie pod władzą Habsburgów to marionetki, których sznurki pociąga konwenans, uprzedzenie, wola silniejszego. Świetnie obrazuje to cytat z „Człowieka bez właściwości” – „Urlich z największym nakładem energii robi zawsze tylko to, co mu się wydaje niekonieczne! (…) Dziś można by to powiedzieć o nas wszystkich”.
Jeszcze dosadniej, acz groteskowo opisał rzeczywistość CK Jarosław Haszek w  humoreskach i powieści „Przygody Dzielnego Wojaka Szwejka”. W swojej twórczości portretował dojmujący odór absurdu państwa Habsburgów, który wytwarzał człowieka – oportunistę, konformistę i cynika, rozumianego, jako osobnik kompletnie amoralny. Konkretnym tego przykładem jest humoreska, w której starosta zatrudnia Cygana do pilnowania państwowej uprawy kukurydzy, aby samemu sprawniej kraść powierzone nadzorowi jego, czyli starosty, mienie państwa.
Tak więc spuścizną, jaką Polska odziedziczyła po wyzwoleniu spod okupacji CK, był absolutnie zdeprawowany oportunista i konformista. Ten bagaż zła osiadłego w Małopolsce został przeniesiony do II RP. Nic więc dziwnego, że w II RP w Krakowie dochodziło do warcholskich wystąpień podburzanego przez agenturę niemiecką i sowiecką motłochu w takim stopniu, że do zaprowadzenia porządku trzeba było używać wojska.
W trakcie II w. ś. w Krakowie była siedziba namiestnika Generalnej Guberni, bo tak naziści nazywali część obszarów zrabowanych Polakom. Ludność Krakowa, mimo morderczego terroru nazistów, zachowywała się, delikatnie mówiąc, nadzwyczaj koncyliacyjnie wobec ludobójców niemieckich. Warto zapoznać się z listami poety Zbigniewa Herberta z tego okresu, a Szanowny Czytelnik przekona się jak wesoło żyło się krakowiakom pod okupacją niemiecką. Wesolutko było do tego stopnia, że „najznamienitsi mieszkańcy Krakowa” wystosowali do Generalnego Gubernatora Hansa Franka prośbę, aby Powstańców Warszawskich nie wpuszczać do Krakowa, a tych, którzy już są - usunąć z miasta. Tylko artykuł J. Goebbelsa w czołowym nazistowskim tygodniku, stawiający heroizm Powstańców Warszawskich za przykład Niemcom, uchronił polskich żołnierzy przed represjami, których wobec Polaków domagali się krakowiacy od okupanta niemieckiego. Należy też pamiętać, że niedaleko Krakowa leżą góry Tatry zamieszkiwane przez chłopów, których w przypływie socjalistycznego szaleństwa polski arystokrata obdarował swoją ziemią. Oni zaś popisali się tworząc, jedyną na okupowanych ziemiach polskich w czasie II w. ś., społeczność kolaborującą z ludobójcami niemieckimi.
W trakcie okupacji sowieckiej w Krakowie była bardzo silna agentura sowiecka. Można powiedzieć, że Kraków, jako typowa prowincja dawnych Austro–Węgier z zapałem wskoczył w łapy okupantowi sowieckiemu. Zamaskowana okupacja sowiecka ideologią komunistyczną doskonale wkomponowywała się w mentalność krakowiaków, którzy genetycznie przesiąkli oportunizmem, konformizmem oraz brakiem wszelkich właściwości, czyli charakteru. Przykładem może być niejaki komunista Jodła domagający się wyburzenia zabytków Krakowa, by przypodobać się Moskalom. W Krakowie też eksponowało się najbardziej odrażające pismo dezinformacji komunistycznej w dziedzinie literatury i sztuki, kontrolowane przez milicjanta słynącego z wyjątkowej brutalności wobec Polaków  w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku, niejakiego W. Machejka, ironicznie zwane – „Życiem Literackim”.
Tu też działał, dziś już całkowicie zapomniany literat J. Kornhauser, który był na początku lat siedemdziesiątych wielką nadzieją wydziału propagandy kw pzpr w Krakowie. Razem z A. Zagajewskim, dziś walczącym o „leninowską nagrodę Nobla” w dziedzinie poezji, wydali w 1974 roku paszkwil na polską literaturę ówczesnego czasu – „Świat nieprzedstawiony”. Obaj autorzy zarzucali literatom i poetom, że nie przedstawiają Polski ówczesnej. Że posługują się aluzją, metaforą i innymi chwytami, miast opisywać to, co jest. Oczywiście, dwa beniaminki krakowskiej pzpr dyskretnie zapomniały, że PRL, to sowiecka kolonia, na straży której stoi cały aparat terroru okupanta i wszelka prawda w opisie PRL jest - pod rygorem ciężkiego pobicia, uwięzienia lub śmierci - wykluczona. W gruncie rzeczy, atak na ówczesną literaturę wykonany za pomocą paszkwilu „Świat nieprzedstawiony” był próbą przywrócenia władzy pzpr, w sensie kształtowania opinii publicznej wobec polskiej kultury, którą to władzę sowieci utracili bezpowrotnie w 1968 roku ukazując swoje antypolskie, antysemickie i terrorystyczne oblicze. Kornhauser w powieści „Stręczyciel Idei” pokazał zresztą o jaki obraz rzeczywistości mu chodzi, kiedy sufluje socrealizm pod płaszczykiem weryzmu i naturalizmu w zakresie formy, a w zakresie treści - socjalizm, bez żenady pisząc: „(…) jakie ja właściwie mam poglądy, kim ja jestem, do cholery, anarchistą, marksistą, liberalnym demokratą, komunistą, a może tym wszystkim naraz, może po prostu rewolucjonistą(…)” i dalej gaworzy w tej przeżutej przez wydział propagandy pzpr, socrealistycznej stylistyce. W rodzinę tego właśnie poety wżenił się obecnie namaszczony  do roli najważniejszego narzędzia politycznego przez Jarosława Kaczyńskiego.
Osoby znające pretendenta Jarosława Kaczyńskiego od narodzin, twierdzą, że ów faworyt demiurga z Żoliborza, już jako dziecko oraz młodzieniec charakteryzował się wyjątkowym oportunizmem i konformizmem, czyli dokładnie powielał archetyp osoby z Małopolski. Podobno był typem, który jest giętki jak plastelina i by zadowolić dorosłych jest zdolny do wszystkiego. Wżenienie się więc w rodzinę „słusznego” literata, który, jak na krakowianina przystało, w odpowiednim momencie historii Polski doznał iluminacji i przyjął na się rolę dysydenta,   wydawało się, że otwiera drogę do kariery politycznej w partii socjalistyczno – katolicko - żydowsko – anarchistyczno – zachowawczej, czyli Unii Demokratycznej/Unii Wolności. Emploi tej formacji politycznej wspaniale wpisywało się w krakowski genotyp, gdyż była to partia, jakby żywcem przeniesiona z czasów Jarosława Haszka, gdy ów zakładał „partię umiarkowanego postępu w granicach prawa”.
 Niestety, owe mniemania, że odpowiednie usytuowanie się towarzysko – rodzinne załatwi sprawę, okazały się całkowicie płonne. Przyszły pretendent był spychany w UD/UW do mało satysfakcjonujących, fasadowych zajęć, które przede wszystkim nie przynosiły żadnych apanaży finansowych. Czyli oportunizm i konformizm nie przekładał się absolutnie na finanse. Tak więc latka leciały, a tak dobrze ustawiony dżentelmen musiał pracować na kilku etatach, aby jakoś powiązać koniec z końcem. Dopiero kontakt krakowianina z ówczesnym beniaminkiem Jarosława Kaczyńskiego – ZZ, zbudował naszemu bohaterowi „złote mosty” do luksusowej i zyskownej finansowo kariery. Jak mówią słowa dawnego przeboju, typowe cechy Krakusa, czyli „giętki kark” i zdolności do absolutnie wszystkiego, okazały się wielce pomocne.
Jednocześnie, dzisiejszy pretendent zapewne wyznaje starą żydowską zasadę – „Gryź rękę, która cię karmi, bo możesz znaleźć lepszą karmicielkę”. Otóż szybko wykorzystał złote mosty ZZ, porzucił go i wskoczył na kolana familii Kaczyńskich. Jak to bywa u ludzi zapobiegliwych i zaradnych, partner biznesowy zięcia L. Kaczyńskiego miał pewien kłopot z upierdliwą prokuraturą (wówczas jeszcze nie była opanowana przez swojaków) i sądami. Jak to mówi seryjny morderca w „Szale”  Alfreda Hitchcocka, lekko parafrazując tę wypowiedź: „Oni zawsze szukają dziury w całym”. Ta dziura w całym, to był wyrok skazujący na więzienie partnera w interesach zapobiegliwego i zaradnego zięcia L. Kaczyńskiego. Co prawda, polskie media, zawsze nadskakujące władzy, specjalnie o sprawach rodzinnych ówczesnego Prezydenta Polski nie informowały, ale jak wiadomo, na tym świecie pełno jest ludzi nieżyczliwych, którzy z byle powodu robią z igły widły. Zwłaszcza, że zbliżająca się nieubłaganie kampania wyborcza mogła ów nieistotny fakt,  rozdmuchać. L. Kaczyński, jako człowiek zaradny i przezorny, który swego czasu wsławił się, jako kandydat na prezydenta miasta stołecznego Warszawy serdeczną radą daną warszawiakowi – „Spieprzaj dziadu”, skrzętnie się rozglądał, jakby tu w końcu łeb paskudnej sprawie ukręcić. Tylko głuptas lub gapa tak nadarzającej się okazji by nie wykorzystał. Dlatego dzielny krakowianin zgrabnie się zakrzątnął i teść zięciowi mógł wyfasować całkiem milutkie, zgrabniutkie ułaskawionko.  Jak mówią, odważnym szczęście sprzyja, więc choć coś tam w papierach było nie tak, to w takowych okolicznościach papiery mają zwyczaj ginąć, niczym te dziatki bez ojca i matki, więc kreatywnie zaginęły, ale ważne, że zięć otrzymał dla partnera solidne ułaskawienie od teścia, czyli jak to mówią – rodzina na swoim. Po takiej arlekinadzie okazało się, że ów krakowianin dokładnie przesiąknięty atmosferą CK, czyli oportunizmu, konformizmu i oczywiście wspaniałą zasadą Astro–Węgier, że: swój dla swojego przez swojego, jest gotowym materiałem na własne super narzędzie polityczne. Jarosław Kaczyński musiał dziękować Gogowi i Magowi, że taki idealny człowiek bez właściwości mu się trafił. Przystąpiono więc do konstrukcji marionetki. W tym względzie dwie okoliczności sprzyjały zamysłom biznesmena z Żoliborza. Po pierwsze, urzędujący prezydent mówiąc oględnie nie cieszył się łaskami D. Tuska, gdyż ten wcześniej przegrał prezydenckie wybory z L. Kaczyńskim, który tak miło radził warszawiakowi – „spieprzaj dziadu” i od tego czasu Tusk ma kompleks belwederski. (Ten brak łask był bez zbytniego skrępowania okazywany publicznie, a nawet pewien kierownik basenu miejskiego z Lublina o wielce historycznym nazwisku ujawnił, że prezydent Bronisław Komorowski nie jest kandydatem PO.) Po drugie, dawni rządowi specjaliści od dezinformacji, którzy za okupacji sowieckiej rezydowali na tyłach ulicy Jana Kasprowicza w Warszawie i pieczołowicie przygotowywali fałszywe materiały na Lecha Wałęsę, tym razem dostali zadanie zbudowania całościowej dezinformacji na temat urzędującego Prezydenta Polski, z czego wywiązali się, jak to mówią, na sto dwa. Jednocześnie na szefową kampanii ich oportunisty i konformisty, bystry szef wszystkich szefów wybrał Małopolankę. Kobietę z ludu, ale jednocześnie z awansu społecznego, która jest tak ludowa, jak ludowa jest Gminna Spółdzielnia Samopomocy Chłopskiej. Można śmiało pochwalić, że wypisz wymaluj GS. Poza tym Małopolanka usiłowała również dochrapać się jakiegoś grosza w UD/UW i też jej nie wyszło, a więc była silna więź emocjonalna między dwiema zawiedzionymi osobami. 
Następnie odświeżono zapomnianą audycję humorystyczną dla rolników, z czasów PRL, zwaną - „Wesoły Autobus”, która zaczynała się taką sympatyczną przyśpiewką – „Sroczka na płocie, aha. Wyjrzyjże no ociec, aha. Co tak pędzi drogą, aż popatrzeć strach? Wesoły autobus gna po kocich łbach”… itd., itp. W ramach tej przaśnej stylistyki środkowego W. Gomułki, prowadzono kampanię ich człowieka bez właściwości, która jako żywo przypominała peerelowską operę mydlaną dla wsi, pod tytułem - „W Jezioranach”. Całość oprawy muzycznej zapewniał Białorusin z weselnej, ludowej estrady. Mój nie żyjący już przyjaciel – KTT, nazywał takie sytuacje: Mława atakuje. Atak udał się przednio i Jarosław Kaczyński mógł spokojnie zarządzać urzędem Prezydenta Polski. Jak było, to wszyscy wiemy.
Dziś, gdy nowa kampania zbliża się ku końcowi i wiele wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński będzie dalej mógł zarządzać urzędem Prezydenta Polski, nikogo nie zdziwi fakt, że w miejscowości Końskie, do której zawitał „nowy, wesoły autobus” z ich oportunistą i konformistą, znaleziono, sprzątając po imprezie, dokładny scenariusz z ustawki zwanej, he, he, „debatą prezydencką”. Otóż ów scenariusz zawierał wszystko, co się wyemitowało w ukradzionej Polakom tv, ponieważ Jarosław Kaczyński, jak każdy rasowy biznesmen, nie lubi iść na żywioł i biznesplan musi być. Były więc pytania do człowieka bez właściwości, ale również odpowiedzi, jakich musiał udzielić ów oportunista i konformista. Co oczywiście nie powinno dziwić, gdyż zasadą oportunizmu i konformizmu jest, że nie mówi się nigdy tego, co się myśli, zwłaszcza, że człek bez właściwości nie myśli, tylko podaje tekst uprzednio mu napisany. Trochę na temat tego scenariusza robi się szumu, zwłaszcza, że niektórzy są zaskoczeni, że oportunista i konformista nie tylko znał pytania, jakie na wizji mu zadawali tacy sami jak on, pracownicy Jarosława Kaczyńskiego, ale nawet odpowiedzi mu napisano. I bardzo dobrze. Jeszcze zacząłby coś z głowy mówić, a przecież wiemy, że do ich człowieka bez właściwości stosuje się sławną anegdotę w Krakowie: sługa kardynała Czetwertyńskiego musiał pohamować ekscelencję, gdyż kardynał miał się wdać w politykę. Ów mądry kamerdyner powiedział do kardynała – Nie na naszą to głowę ekscelencjo.     Dobrze, że marionetka świetnie i sprawnie czyta z promptera. 
 Głosując więc w najbliższą niedzielę musimy sobie odpowiedzieć, czy my, Polacy, chcemy dalej być traktowani, jak dziecięca publika w teatrze marionetek, czy też dokonamy wyboru człowieka prawego, z własnym zdaniem, z własną osobowością, człowieka odrzucającego oportunizm, człowieka odrzucającego konformizm, człowieka - nie marionetkę.              

Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka