Feministyczne środowiska z upodobaniem lansują się na samozwańczych rzeczników praw kobiet w „patriarchalnym społeczeństwie zdominowanym przez mężczyzn”. Co jakiś czas usłyszeć można niewybredne wypowiedzi feministek, niektórych publicystów lub polityków na temat opresji wobec kobiet mającej swe źródło w chrześcijaństwie i nauczaniu kościoła jak np. Kazimierza Kutza sprzed kilku dni, który stwierdził, że „kościół traktuje kobiety jak zwierzęta do rodzenia dzieci”.
Niniejszy artykuł na ma celu z jednej strony ukazać rewolucyjny charakter nauczania Pisma Świętego na temat seksualności oraz ochrony godności kobiet. Z drugiej zaś wskazać na propagandowy i antykobiecy charakter feminizmu, który odrzucając autorytet Bożego Słowa pozbawia współczesne kobiety ochrony, czci, poczucia bezpieczeństwa oraz odziera je z piękna, seksualności i... kobiecości.
Starożytny judaizm (a po nim chrześcijaństwo) całkowicie zmienił rangę kobiety wynosząc ją z usłużnej wobec mężczyzny, seksualnej roli do statusu partnerki, przyjaciela, doradcy. W czasach gdy kobiety w ościennych kulturach traktowane były w sposób całkowicie przedmiotowy (na zasadzie „wykorzystać i zostawić”) judeo-chrześcijański światopogląd jako jedyny przedstawiał związek jednego mężczyzny i jednej kobiety jako dożywotnią miłosną więź przymierza.
Kiedy więc judaizm nauczał, że wszelka aktywność seksualna powinna znajdować swój wyraz w małżeństwie – zmienił w ten sposób świat. Zastosowanie Tory zakazującej pozamałżeńskiego seksu było absolutną obyczajową rewolucją i spowodowało dynamiczny rozwój oraz dominację zachodniej cywilizacji. Społeczeństwa, które nie wyznaczały moralnych granic dla seksualności stawały się wyjałowione i impotentne pod względem cywilizacyjnego rozwoju. Niestety we współczesnych zachodnioeuropejskich demokracjach coraz bardziej zauważalny jest powrót do starożytnego pogaństwa, które eksponowało seks na widoku publicznym (w sztuce, religii, obyczajowości) znosząc wszelkie ochronne bariery, zarówno wobec mężczyzn, kobiet, jak i całego społeczeństwa. To co obecnie nazywa się „seksualną wolnością”, „wyzwoleniem ciała” w rzeczywistości jest pogardą i największym wrogiem kobiecości. Współczesna feministyczna kultura nienawidzi kobiet, występuje przeciwko nim. Feminizm jest światopoglądem, który reprezentuje ideowe postulaty, dążenia pewnej grupy kobiet, które w znacznej mierze doskonale wiedzą, że seksualna rewolucja była rewolucją rozwiązłych mężczyzn, dla rozwiązłych mężczyzn, dokonaną przez rozwiązłych mężczyzn. Mało który „seksualny rewolucjonista (lub rewolucjonistka)” lubi jednak rozmawiać o skutkach tych obyczajowych zmian. Doug Wilson (Fidelity, s. 47.) napisał na ten temat: "W latach sześćdziesiątych, w czasach seksualnego infantylizmu często byliśmy nawoływani aby 'czynić miłość, nie wojnę' (make love, not war). Założeniem tego stwierdzenia jest, że uprawianie miłości jest zawsze czymś pokojowym, bez względu na to z kim idziesz do łóżka... (jednak) końcem seksualnych rewolucji jest zawsze przelanie krwi. Skutkiem seksualnej rozwiązłości naszego narodu jest ponad 38 milionów aborcji. Spoglądając na to z innej perspektywy oznacza to 38 milionów orgazmów, 38 milionów tymczasowo zaspokojonych mężczyzn, 38 milionów miło spędzonych chwil, które zakończyły się tragicznie dla uciążliwego 'produktu ubocznego’.
Zachęcam do zapoznania się z poniższym porównaniem i do wyciągnięcia wniosku: kto w rzeczywistości broni interesów i godności kobiet: Pan Bóg czy feministki? Oto kilka tematów przedstawionych z perspektywy Biblii i „obrończyń kobiet”:
CAŁOŚĆ: http://bit.ly/1ozDurg
Wszelkie pytania, uwagi, komentarze dotyczące wpisów i nie tylko - mile widziane: bartosik7@gmail.com Twitter: @pawelbartosik
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo