Paweł Burdzy Paweł Burdzy
509
BLOG

"Dom zły", bardzo dobre kino

Paweł Burdzy Paweł Burdzy Kultura Obserwuj notkę 20

1.

Są takie filmy, które wracają. Ogląda się z oporem, nawet wielkim, ale one natrętnie wracają. We śnie, czasem zadziwiającym refleksem, niekiedy taśma pamięci uruchamia je niczym wspomnienie realnych zdarzeń. Takie filmy lubię najbardziej, bo żyją długo. Jak opowieść, która miesza się z rzeczywistością. Takim filmem dla mnie jest "Dom zły".

2.

W filmie przewijają się dwa wątki. Akcja obu dzieje się w bieszczadzkiej wsi, gdzie - jakby powiedział poeta - nawet psy szczekają dupami. Pierwszy to jesień 1978 i gospodarstwo Dziabasów, gdzie podczas suto zakrapianej nocy dochodzi do tragedii. Drugi - to zima stanu wojennego AD 1982 z porucznikiem milicji Mrozem, przeprowadzającym wizję lokalną, mającą pomóc w wyjaśnieniu dramatycznych wydarzeń sprzed czterech lat.Choć krytycy porównują "Dom..." do "Fargo", mnie bardziej kojarzy się z filmem "Gdzie leży prawda" (Where the Truth Lies) Atoma Egoyana. Tak jak w filmie kanadyjskiego reżysera, tak i w "Domu złym"  starania o znalezienie prawdy nie dają jednoznacznych odpowiedzi (polski tytuł nie ma tego wydźwięku co oryginał - słowo "lies" znaczy jednocześnie gdzie, prawda "leży" ale i "kłamie, zwodzi"). Najlepiej kwituje to dzielny milicjant, porucznik Mróz: Prawda? Nie ma takiej.

3.

Film jest świetnie zrobiony, trzyma w napięciu do samego końca. Pod ręką Smarzowskiego doskonale grają aktorzy w rolach głównych: Arkadiusz Jakubik (fantastyczny), Marian Dzięgiel, Kinga Preis oraz  Bartłomiej Topa (świetnie zagrany porucznik MO). Zresztą każda postać jest w filmie na swoim miejscu np. świetny Robert Więckiewicz jako zapijaczony prokuartor. Ładne zdjęcia (Krzysztof Ptak), scenografia (Marek Zawierucha) i kostiumy (Katarzyna Lewińska)  dopełniają obrazu - przyznam, że dawno w polskim kinie nie widziałem tak świetnie i pieczołowicie odtworzonych realiów historycznych, w tym wypadku późnego Gierka i wczesnego Jaruzelskiego.

4.

Jednak głównym bohaterem jest gorzała. Która leje się z ekranu strumieniami. Chleją - nie piją, ale chleją właśnie - wszyscy: pracownicy PGR-ów, milicjanci, prokurator, miejscowy sekretarz/ubek. Hektolitry wódki, bimbru, znowu wódki, zakąszane kiszonymi ogórkami. Ogląda to się to bez przyjemności, wręcz  z obrzydzeniem, ale jest to obraz bardzo prawdziwy. Kto żył wtedy, pamięta lata 80. jako nieprzerwaną rzekę mocnego alkoholu...

5.

Reżyser bez nahalnej propagandy, bez metapolitycznych komentarzy, niejako przy okazji daje nam odczuć czas stanu wojennego. Pokazuje beznadzieję i brak jakichkolwiek perspektyw pod rządami Generała. Coś, co na własny użytek nazywam - excusez le mot - "czarną dupą Jaruzela". W jednej z najbardziej wstrząsających scen, czekający w kolejce w sklepie spożywczym miejscowi są częstowani przez milicjanta - w zamian za informacje, oczywiście -  papierosami wrzuconymi luzem do wielkiej plastykowej torby. Chłopo-robotnicy rzucający się na bezfiltrowce - awangarda systemu sprowadzona do roli bydła. Jedynym zarządcą tego stada zdaje się być sekretarz-ubek, który wozi tyłek czarną wołgą i tylko wachluje papierami-donosami.

Ponury obraz "demokracji w czarnych okularach", jak śpiewały chłopaki z "Dezertera"...

-----------------------------------------------------------------------------

"Dom zły", reżyseria Wojciech Smarzowski, scenariusz: Wojciech Smarzowski, Łukasz Kośmicki (2009)

"Benia mówi mało, ale on mówi smacznie"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Kultura