Prezydent Lech Kaczyński zwleka z podpisaniem ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Z drugiej strony deklarował publicznie, że to zrobi ( i jeszcze namówi prezydenta Czech). Politycznie jest w kropce. Obecna sytuacja w Gruzji daje doskonałą szansę na wyjście z impasu.
W całym zamieszaniu może ogłosić (z grymasem oczywiście), że wobec zagrożenia, Unia musi mówić jednym głosem, że trzeba być w środku, żeby przekonywać prorosyjsko nastawionych. Że Traktat nie jest doskonały, ale Rosja atakuje i szantażuje, więc trzeba Unię wzmacniać.
- Mamy kiepski Traktat ale wzmacniający Unię i coraz bardziej agresywną Rosję - może powiedzieć Prezydent i ( z grymasem, powtarzam)... podpisać.
Przy okazji wytrącając argument swoim politycznym przeciwnikom, że jest "hamulcowym".



Komentarze
Pokaż komentarze (2)