Tu, w miękkiej ziemi to jeszcze jest ciało
I łzy ostatnie po bitwie nie spadły,
Wciąż jednak czuję ile z nich zostało,
Ile w dzień wyschło, ile noce skradły.
Oto las płonie - cud marzeń z dzieciństwa-
Idzie śmiertelność zniszczenia, szaleństwa,
Złego ojcostwa i ran macierzyństwa,
Nie mając w niczym bólu podobieństwa.
Coś śnił mój Boże, że do tego doszło,
Że się ptaszysko przysiadło do stołu,
Że serce klękło wykarmione gorzko
Jakby skrzydłami zbijane do dołu.
Zaprawdę straszne rzeczy niepojęte,
Przecież niesłuszne i niesprawiedliwe,
Rozdarły godność na ciała przeklęte
Tworząc pragnienia chorobliwie chciwe.
Z oczu wyziera pustka absolutna
Wzrosła z świętego oburzenia ducha,
Że Boskość milczy, a cisza okrutna
Ściera modlitwy, skoro nikt nie słucha.
Już tylko senność w pragnieniu złudzenia,
Bardzo nie wierząc w szyk rzeczywistości,
Przekracza bramy wymiaru istnienia
I patrzy w wiarę przypadkiem bez złości.
220
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze