Klasę mojej córki nawiedził praktykant. Zapisał temat na tablicy, w sali dało się usłyszeć chichot i chrząknięcie nauczycielki. Praktykanta najwyraźniej to nie speszyło, gdyz dalej prowadził lekcje. Im bliżej dzwonka kończącego zajęcia tym więcej błędów pojawiało się na tablicy. Właściwie nie błędów a okropnych byków ortograficznych. Mniej więcej w tym samym czasie Marit Bjoergen zdobywała kolejny złoty medal mistrzostw świata. Totalna porażka studenta i wielki sukces norweskiej biegaczki.
Oczywiście mogło być inaczej. Ten młody człowiek mógł się urodzić w podhalańskiej wiosce w rodzinie o tradycjach sportowych. Mógł zarażony pasją rodziców trenować od najmłodszych lat, by teraz wzbijać się na szczyty, zdobywac medale mistrzostw świata. Mogła Marit zostać nauczycielką i realizować się w pracy z najmłodszymi. Powiem szczerze, tak byłoby lepiej i uczciwiej.
Wiemy wszak, że świat nie jest uczciwy, a życie sprawiedliwe. Wymyślono więc w kulturze Zachodu mechanizm ulepszania świata. U jego podstaw leży założenie: los cię nie skrzywdził, my cię skrzywdzimy. Różnica pomiędzy dysleksją studenta a astmą norweskiej biegaczki jest tylko taka, że na dysleksję nie wymyślono tabletek. Nie jest to jednak wielkim problemem. Każdy ma prawo do matury a w jej konsekwencji do studiowania, zostania nauczycielem, lekarzem, prawnikiem, inżynierem. Dokładnie tak jak każdy ma prawo być sportowcem.
Niesłusznie więc Justyna Kowalczyk oburza się zestawieniem kadry norweskich biegaczek z chorych na astmę. Ja też nie mam prawa mieć pretensji do praktykanta. Złe nawyki ortograficzne, których może nabrać na lekcji moje dziecko, są przecież niczym w porównaniu z dobrem jakie spotkało tego młodego człowieka pokrzywdzonego przez los. Godzę się z tym, dziękując Bogu, że ani ja, ani moja córka nie mamy żadnych dysfunkcji. Dziękuję też za to, że dom w którym mieszkam zaprojektował architekt w czasach gdy jeszcze nikt nie słyszał o dyskalkulii. Raczej się nie zawali. Spokojnie zasiadam przed telewizorem by oglądać wyczyny biegaczek, które z oddychaniem nie mają żadnych problemów, bo są chore na astmę. Potem obejrzę sobie teleturniej. Taki, w którym nie trzeba mieć wiedzy, bo przecież inteligentnym inaczej też trzeba dać szansę.
P.S.
Nie rozumiem tylko, dlaczego federacja lekkoatletyczna nie chce dopuścić do startu Oscara Pistoriusa, afrykańskiego biegacza bez nóg, który na protezach osiąga wyniki lepsze od wielu "zdrowych" zawodników, cóż za dyskryminacja.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)