Od paru dni jesteśmy karmieni pisowska papką o „wysokich standardach w PIS”...
No to popatrzmy jak te pisowskie standardy wyglądają.
18 września 1997 roku, obecny poseł PIS Tomasz Kaczmarek spowodował wypadek. Zjeżdżając z chodnika przy ul. Wielkiej we Wrocławiu, wymusił pierwszeństwo i wjechał w jadącego prawidłowo volkswagena polo. Jednak Tomasz K. nie stanął przed sądem, a sprawę umorzono na okres roku próby, nakazując jedynie wpłatę 100 zł na rzecz Polskiego Związku Niewidomych.
Po niecałym roku(!!!) były superagent CBA Tomek, jeszcze jako wrocławski policjant, był współsprawcą śmiertelnego wypadku drogowego. Doszło do niego pod koniec lat 90. we Wrocławiu. Sprawą zajmował się wrocławski sąd. Wyrok na Tomasza K. uległ już jednak zatarciu. Oficjalnie agent jest więc "niekarany". Dzisiejszy funkcjonariusz CBA pracował wówczas w wydziale kryminalnym Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu. Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski potwierdza, że do takiego zdarzenia faktycznie doszło. Bliższych szczegółów podać jednak nie potrafił, bo dokumenty sprawy są już w archiwum. - Z tego, co udało się nam ustalić wynika, że między 1997 a 1999 rokiem Tomasz K. został uznany przez sąd za współwinnego śmiertelnego wypadku - mówi Sokołowski. - Mimo wyroku pozostał w służbie, bo było to przestępstwo nieumyślne, a Tomasz K.cieszył się świetną opinią przełożonych.
Ofiarą wypadku była kobieta. - Rosjanka lub Ukrainka - przypominają sobie wrocławscy policjanci, których pytaliśmy o tę historię. W wypadku doszczętnie zniszczony został chrylser neon wart 200 tysięcy złotych. Był to nieoznakowany radiowóz, należał do sekcji spraw walki ze złodziejami samochodów. Auto prowadził Tomasz K. Wskazówka prędkościomierza, w chwili zderzenia z innym autem osobowym zatrzymała się na liczbie 160. Sam Tomasz K. miał złamane obie nogi.
Wiadomo, że mimo wyroku skazującego Tomasza K. za przestępstwo, jego policyjni przełożeni podjęli decyzję o pozostawieniu go w służbie. Rzecznik Komendy Głównej Mariusz Sokołowski nie potrafił ustalić kiedy to było i kto był wówczas Komendantem Wojewódzkim. - Do wypadku doszło w 1998, a pozytywną dla Tomasza K. decyzję podjął ówczesny Komendant Wojewódzki Adam Rapacki - mówi były policjant znający szczegóły tej historii.
Tak więc jak widać, zamieciono wszystko pod dywan. Co tam okres próby, co tam śmierć kobiety. Agent Tomek dalej robi karierę. Teraz ten pirat drogowy spowodował następny wypadek! Jak się tłumaczył poseł PIS?
Zapatrzyłem się, zamyśliłem, zagapiłem–tłumaczy poseł w rozmowie z tabloidem.Bo dzisiejsze wydarzenia polityczne, o tak ogromnej skali korupcji, w naszym kraju spowodowały, że bardzo o tym myślałem. O stanie naszego państwa. I ten obraz był tak przerażający, że dojeżdżając do świateł uderzyłem w tył samochodu.Przyznaję się, to moja wina.
Czym Kaczmarek spowodował wypadek? Nie wiadomo, nie ma auta w wykazie dóbr posła Kaczmarka. Są domniemania, że auto jest własnością jego dziewczyny.

Jak piszą gazety Kaczmarek żyje z szefową pisowskiej Gazety Polskiej Katarzyną Hejke. Pani Hejke znana jest z tego, że rozwaliła swoje małżeństwo i spieprzyła życie profesorowi Hejke, potem związała się z śp. Januszem Kurtyką rozwalając mu jego małżeństwo. Teraz „po katolicku” żyje sobie z posłem PIS i jego(?), swoim(?) porsche.
Pisowski standard.
Wczoraj napisałam notkę o nowym członku Rady politycznej PIS.


Jak podpowiedział mi bloger Mociek któremu dziękuję, pan Bonkowski to nie tylko „ciekawa” persona z racji tego co mówi, ale też człowiek skazany przez sąd! I to całkiem niedawno!
02.09.2010 - Sąd Okręgowy w Elblągu utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji, który nałożył na radnego PiS karę grzywny w wysokości 2,5 tysiąca zł., uznając apelację pana Bonkowskiego za bezzasadną.
Sprawa dotyczyła nakłaniania w latach 2006 - 2007 pracowników do fałszowania dokumentacji, w czasie gdy Bonkowski był prezesem spółki Bielnik koło Elbląga, należącej do państwowego koncernu Energa. Według sądu fałszerstwo polegało na zawyżaniu wykazu zużycia paliwa w ciągniku i służbowym samochodzie osobowym prezesa. Wcześniej fałszerstwo stwierdzone zostało przez kontrolę rady nadzorczej w 2008 r., czego efektem było zwolnienie Bonkowskiego i skierowanie sprawy do prokuratury.
Waldemar Bonkowski zarobił ekstra prawie 60 tys. zł w spółce córce Energi, której jest prezesem. Użyczył jej własnego kombajnu. Jolanta Szczypińska (PiS): - To naganne, zażądam wyjaśnień
Bonkowski to 49-letni członek zarządu gdyńsko-słupskiego PiS, prywatnie rolnik. Na ponad 300 ha uprawia zboże, hoduje bydło mięsne i mleczne. Z majątkiem o wartości 10 mln zł należy do najbogatszych pomorskich polityków. Dzięki poparciu swojej partii w lipcu 2006 r. został prezesem spółki rolnej należącej do państwowej Energi. Pensja: ok. 10,6 tys. zł brutto. Firma ma prawie 1000 ha ziemi na Żuławach, gdzie uprawiane jest zboże, rzepak, pszenica. Rok po objęciu prezesury przez Bonkowskiego okazało się, że firmowy kombajn ze żniwami sobie nie poradzi. - W sierpniu zaczęło strasznie lać. Nie mogliśmy czekać, trzeba było ratować zbiory. Musiałem szukać kolejnego kombajnu - mówi Bonkowski.
Jak zapewnia, złożył w kilku firmach zapytanie ofertowe. W jakich? Prezes tego nie zdradzi. Wiadomo jednak, kogo wybrał Bonkowski. Siebie samego, bo złożył najkorzystniejszą propozycję. Według naszych informacji za dwa miesiące żniw jego firma - Przedsiębiorstwo Wielobranżowe "Jednówka" - otrzymała prawie 60 tys. zł. Informacja szybko dotarła do zarządu Energi, który zlecił radzie nadzorczej kontrolę.
To są właśnie prawdziwe pisowskie standardy!!! Śmierć, bezkarność, oszustwa, rozwiązłość...
http://www.wprost.pl/ar/176602/Agent-Tomek-spowodowal-dwa-wypadki-samochodowe/
http://pazdziernikowa.salon24.pl/550443,beka-roku-nowy-czlonek-rady-politycznej-pis



Komentarze
Pokaż komentarze (30)