Każdy z nas ma swoje miejsca. Miejsca w których lubimy się bawić i miejsca w których czujemy się bezpiecznie. Politycy również mają swoje miejsca, nie mogą całe życie siedzieć w Sejmie czy też w swoich siedzibach. Kwaśniewski nie przepuścił żadnej okazji uczestniczenia w widowisku sportowym, tam się czuł u siebie, tam czuł się dobrze. Tusk też się czuje dobrze na stadionach, ale chyba jeszcze lepiej na boisku, gdzie jako mężczyzna mocno zaawansowany wiekiem radzi sobie całkiem dobrze. Tuskowi z racji niezdolności do jako takiego chociaż poruszania się po boisku własnego lidera, PiS boiska oddał bez walki, Nawet w PiS czasami ktoś pomyśli i dojdzie do wniosku, że Kaczyński mógłby co najwyżej rywalizować w lidze Kalisza, ale ten ze względu na jego nie wiadomo za co lubienie Polaków i tak wyjdzie z tej rywalizacji zwycięsko.
PiS swoją „małą ojczyznę” znalazł w kościołach i na cmentarzach. Tygodnice, miesięcznice, kwartalice, rocznice... Słynne daty, modlitwy za tych co odeszli od Powstania Warszawskiego albo i od Grunwaldu do dziesiątków pomordowanych przez seryjnego samobójcę. Zawsze godnie i zawsze śpiewająco „Nie rzucim ziemi...” A ikony moralności czyli Hofman, Kaczmarek, Kaczyńska i Kaczyński w pierwszym rzędzie.
Ten status quo trwał do soboty. Premier przebywający niedaleko, postanowił jako człowiek odpowiedzialny za nasz kraj, złożyć kondolencje człowiekowi który dla naszego kraju zdobywa chwałę i medale. Kondolencje bo jakiś baran lekarz nie chciał wykonać cesarskiego cięcia i mimo ogromu starań maleńka dziewczynka nie przeżyła. Niestety jak się domyślacie pogrzeb odbywał się na cmentarzu czyli „małej ojczyźnie” której właścicielem nie jest partia premiera. Reszta to tylko skutki... O przyczynach napisałam na początku.
Teraz odpowiedź na parę błyskotliwych pytań, jakimi obdzielają nas moralnościowcy.
Już pisałam ale powtórzę. Premier wpadł z kondolencjami bo był niedaleko, a człowiek do którego przyszedł pracuje na chwałę Polski i ta Polska w postaci lekarza barana go zawiodła.
Premier przyszedł jako rządzący tą Polską. Nie jako znajomy ani kolega...
Czy wieczorem mógł się radować z medalu Stocha? Oczywiście że tak, premier nie był w żałobie, w Polsce codziennie ktoś umiera więc żałoba musiałaby trwać wiecznie. Gdyby znał ofiarę, gdyby to był jego kolega i tak jak posłowie PiS, którzy po pogrzebie jednego kolegi pojechali się bawić na imieniny drugiego, wtedy nazwałabym premiera ostatnią świnią... Wielkimi literami!



Komentarze
Pokaż komentarze (22)