W dzisiejszym programie "Tomasz Lis na żywo", mieliśmy do czynienia z medialną i dziennikarską degradacją Tomasza Lisa. Mówiąc kolokwialnie, Lis przerżnął niecnie, a pokonała go własna pycha.
Jego metody, tak ograne i nudne, nie sprawdziły się. Odurzony, niczym Sikorski Radek, własną nieomylnością i egotyzmem, nie dał rady w starciu. Wielokrotnie jego pytania odbijały się od ściany jaką zastawił mu Kaczyński. Wielokrotnie dał sie zapędzić w kozi róg, z którego już nie miał innego wyjścia jak powiedzieć swoje bezbronne "yhhmmm".
Sądził, że pojedzie Kaczyńskim po bruku, twarzą do ziemi. Okazało się niestety, że intelilgencja i intuicja redaktora-magistra, potrzaskała się na celnych ripostach znienawidzonego Kaczora.
Smutno było patrzeć, kiedy Lis nie mógł nic zrobić, poza swoim nieodzownym atakowaniem i "ciepłą nienawiścią".
Lis położył swoje dziennikarstwo, znikł jak zwykły student.
Pożarła Lisa Kaczka. No co, dziwne? Nie, śmieszne.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)