Do napisania tej notki - rozważań, jak w dzisiejszych czasach ustawić prawnie opiekę zdrowotną, skłonił mnie osobisty przypadek. Mam już sporo lat i "szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz". Zdrowie psuje się pod koniec życia. Wsześniej kontakt z leczącym jest całkowicie zbędny. Czasami jakaś aspiryna, czasami dłuższe leżenie w łóżku, czasami gips, bo coś się złamało. Tak było w moim życiu, więc nie wnikam w życie obecnych młodych chłopaków z kolczykami w uszach, nosie i tatuażami na całym jestestwie. Może są bardziej schorowani, choć wątpię, bo jedzą lepiej i zdrowiej.
Dni temu kilka zaczął mi się ból zęba. Trzeba było usunąć, bo wcześniejsze łatanie nie pomogło. Zadzwoniłem do pobliskiego szpitala, gdzie jest przychodnia dentystyczna i przedstawiłem problem: Boli mnie ząb, musi być wyrwany, kiedy mogę się zjawić? Odpowiedź: Proszę pana na ten rok skończyły się nam limity. To co mam zrobić?-spytałem. Proszę pana są w Poznaniu dwa punkty pomocy doraźnej, niech pan się tam uda. Połowa roku i już brak forsy, no bo milionowe zarobki. To gdzie pieniądze na sprzęt? Gdzie na wszelkie inwestycja Dwa punkty na milion ludzi, bo to nie tylko Poznań, ale i cała aglomeracja. Prywatnie kosztowało 350 złotych, ale pani doktor usunęła szybko i bezboleśnie.
Kilka lat temu miałem naświetlanie raka prostaty urządzeniem o nazwie Cyber Knife. Urządzenie przestarzałe, bo bez dystansowania odbytu specjalnym żelem, przez co ten dostaje też sporą dawkę od lasera w głowicy. Wiem to, bo zapoznałem się z tematem i doczytałem się, że w USA nowsze generacje tego urządzenia pracują po zdystansowaniu odbytnicy żelem. Było to lat temu kilka, więc myślę, że dzisiaj poszło to jeszcze dalej. Szybko zmieniają się urządzenia leczące, operujące a lekarze? W naszym przypadku (polskim), tylko nieliczni nadążają za postępem w maszynach leczących, operujących i diagnostycznych. Cyber knife, który krążył nade mną, obsługiwali zaznajomieni z tematem technicy. Bardzo młodzi ludzie. Tam nie było medyka, bo zbędny. Raczej informatyk i jakieś pokrewne techniczne profesje potrzebne. Znajomemu guza usuwał robot Da vinci. Operator (pewnie medyk) mógł siedzieć przed ekranem na Florydzie lub Kalkucie. To idzie tak szybko, jak system informatyczny i AI.
Przyszłość i to za kilka lat to medycyna opanowana przez roboty z niewielką potrzebą szkolonych tradycyjnie medyków. Aby nadążyć za postępem i nie zostać w epoce zacofanej, należy już sprywatyzować cały obecny sektor "służby zdrowia" i całkowicie uwolnić zawody medyczne. Leczenie bez jakichkolwiek regulacji. Jeśli ktoś chce pójść do szamana, niech idzie. Jeśli chce pójść do cybernetyka i informatyka obsługujących roboty diagnostyczne, Cyber knif-y n-tej generacj, Da vinci n-tej generacji, i wszelkie inne, gdzie medyk jest tylko osobą moniturojącą chorego, albo i bez takiego - volenti non fit injuria. To nie są czasy gdzie mądry pan wiedział, kiedy posłać swojego ciemnego chłopa do cyrulika.
To oczywiście fantazja. Nie fantazja techniczna. To fantazja, bo mamy wkodowany przekaz, że musi być państwowa służba zdrowia. Nad tym przekazem czuwają "wyszkoleni medycy z uprawnieniami". Innym wara od tej żyły złota.
Nie twierdzę, że zawód medyka zniknie. Nie. Ale będzie całkiem inny. Będzie to operator maszyn, współpracujący z innym specjalistami. To już się dzieje. No i na koniec pytanie - jaka byłaby reakcja dzisiejszych medyków zacofańców, zarabiających (raczej kradnących) olbrzymie kwoty? Medyków o znajomości tematu z początków dziewiętnastego wieku.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)