Cały świat wstrząśnięty i zamieszany. Tego się nie spodziewał nikt. Za wielką wodą prezydent Obama po raz pierwszy w czasie swojej kadencji pokazał twardą rękę i podczas wywiadu z jedną ze stacji telewizyjnych zabił muchę. Tak, własnoręcznie. Naprawdę, jest nawet nagranie.
Informacja owa rozbiegła się po telewizorniach szybciej niż w latach osiemdziesiątych krążył njus o dostawie papieru toaletowego. Cały świat zamarł z wrażenia. Nawet Persowie zaczęli robić w portki, a Kim-Dżon-JakiśTam z Korei poprosił o azyl w Ciechocinku.
Odruchy tak twardej postawy ukochanego przywódcy, Słońca Hawajów, wywołały w Ju-Es-Eju spontaniczne odruchy radości, zupełnie jak niedawno na terenie PSRE (opisywałem to niedawno -> piana.salon24.pl/108958,drajwing-holm-for-semi-fridom-dej). Nie pozostało nam zatem nic innego, jak tylko dołączyć do tej fety i świętować z reszta postępowego świata.
Każdy oczywiście świętuje na swój sposób, więc przyłączę się do tego po swojemu - poprzez krótka podróż w krainę absurdu. Otóż, po egzekucji prezydent Obama miał ponoć powiedzieć z miną Terminatora T-800 “Dorwałem frajera”. Gdyby Słońce Hawajów był młodszy i nie miał matki białej, tylko czarną, żyjącą z zasiłku w getcie wychowując bandę nieślubnych dzieci… wówczas zamiast “dorwałem frajera” powiedziałby coś w tym stylu
Jestem Czarnuchem,
Zabijam muchę,
Jednym odruchem.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)