0 obserwujących
97 notek
136k odsłon
  1872   0

Kac na unijnej klatce schodowej

 Udanego świętowania! – tak pożegnał się z widzami „Faktów TVN” prowadzący Kamil Durczok. Powodem do nocnych szaleństw Polaków ma być oczywiście przejęcie prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Bo przecież, jak zapewniają zgodnie politycy obozu rządzącego, to dzień na który wszyscy czekaliśmy od lat.

Ja nie czekałem i zapewne 99% Polaków również nie. Nawet ci, którzy myślą dziś inaczej, uważają że wreszcie nadszedł ten wyczekiwany dzień naszej nobilitacji w Unii Europejskiej, pewnie jeszcze rok czy nawet parę miesięcy temu nie mieli pojęcia kiedy, dlaczego i po co przejmujemy prezydencję.

Większość nie wiedziała nawet czym owa prezydencja jest. Ba, jeszcze przed kilkoma tygodniami z ust dziennikarzy można było usłyszeć, że w lipcu staniemy na czele Unii Europejskiej, Rady Europejskiej czy nawet… Rady Europy. Powszechna nieumiejętność rozróżnienia tych organów doskonale obrazuje poziom wyczekiwania na polską prezydencję. Tak w kraju, jak i w Europie.

Wbrew zapewnieniom rządu nasze przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej nie jest żadnym wyróżnieniem. Prezydencję obejmuje bowiem raz na jakiś czas każde państwo członkowskie UE. W systemie rotacyjnym kraje zmieniają się na tym stanowisku. Przed nami Radzie UE przewodniczyły Węgry, przed nimi Belgia, a jeszcze wcześniej Hiszpania. Niemcy przewodniczyli Radzie UE już 12 razy. My dopiero debiutujemy.

I może dlatego – poza pobudkami czysto propagandowymi – robimy z tego wydarzenie niemal epokowe. Prawda jest jednak taka, że z prezydencją jest trochę jak ze sprzątaniem klatki schodowej w blokowiskach. Zazwyczaj jest tak, że mieszkańcy dzielą się tym obowiązkiem. W tym tygodniu posprząta Kowalski, w następnym Nowak, a potem podłogę będzie mył Jabłoński. I tak w kółko. Dzięki temu klatka jest czysta, a lokatorzy bardziej wypoczęci, niż gdyby każdy miał co tydzień sprzątać swój kawałek podłogi.  Analogicznie jest z prezydencją w Radzie Unii Europejskiej.

Tyle tylko, że my do naszej zmiany podchodzimy nadzwyczaj hucznie. Kilka dni przed wyznaczoną datą dzwonimy do całej rodziny, zapraszamy na uroczysty wieczór i świętowanie. Przygotowujemy wielką uroczystość, która po spożyciu większej ilości alkoholu przekształca się w zwyczajną balangę do białego rana.

Następnego dnia może się jednak okazać, że obudzimy się późnym popołudniem, z wielkim trudem ubierzemy elegancki strój i na silnym kacu, z krzywo zawiązanym krawatem wyjdziemy na klatkę schodową. Nie przejmując się wzrokiem zniecierpliwionych sąsiadów, których nasza opieszałość zmusiła do brudzenia sobie butów na nieumytych schodach, staniemy dumnie i w ten oto sposób rozpoczniemy naszą wartę. Naszą prezydencję.

Obyśmy tylko nie zapomnieli o wiaderku z wodą i ścierce.

Lubię to! Skomentuj21 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale