0 obserwujących
97 notek
135k odsłon
  1153   0

Jak zarobić miliony budując drogi?

5.     5. Rozgrzebujemy teren, tak by było widać, że coś się tutaj buduje, a następnie… zwalniamy. Moce przerobowe podwykonawców mają być wykorzystane maksymalnie w 1-2%. Niech robotnicy się nie spieszą, niech się nie przemęczają – przecież i tak dostaną pensję. Tak samo jak ich szefowie i my. Więc im dłużej będą budować, tym więcej zarobią. Wszyscy.

Kluczową kwestią jest ustalenie odpowiednio wysokich pensji. Dla siebie bierzemy jak najwięcej – kierujemy przecież tą całą „budową” – ale na współpracownikach też oszczędzać nie możemy. Wszystko musi się odbywać w atmosferze przyjaźni i partnerstwa, bo inaczej ktoś rozgoryczony niskim udziałem w zyskach zrobi aferę wokół wolno posuwającej się budowy. A to mogłoby zrujnować nam interes.

6.     6. Zarabiamy. Jeśli dobrze dobraliśmy poziom wynagrodzeń, pozostaje tylko czekać i pozorować kolejne ruchy. Przeciągająca się w czasie budowa przyniesie nam większe zyski z tytułu pensji dla kadry kierowniczej, niż moglibyśmy zarobić sumiennie realizując inwestycję. Czekamy, obijamy się i dbamy o ciszę wokół sprawy. Albo jeszcze lepiej – staramy się by ludzie mówili, że „się buduje”. Dobry PR może to załatwić. Dzięki temu zdobędziemy nie tylko gigantyczne pieniądze, ale również uznanie w środowisku.

7.     7. Gdy skończą się pieniądze – a kiedyś wreszcie taki moment nadejdzie – informujemy, że wzrost kosztów budowlanych w ostatnich latach (zwykle mija kilka wiosen, zanim wyczerpie się cała linia kredytowa) przerósł nasze najśmielsze oczekiwania i bez renegocjacji kontraktu nie będziemy w stanie dokończyć budowy.

W zależności od naszych kontaktów albo dostaniemy więcej pieniędzy i dalej będziemy „budować” drogę, albo nasza firma zyska opinię nierzetelnej i zostaniemy odsunięci od inwestycji. Oba warianty są dla nas dobre – w pierwszym przypadku wzbogacamy się jeszcze bardziej i być może nawet uda nam się za 2-3 lata wybudować autostradę; w drugim wariancie natychmiast po usunięciu nas z placu budowy ogłaszamy bankructwo, dzięki czemu gigantyczny kredyt zaciągnięty w punkcie trzecim spłacać będzie rząd. Publiczne pieniądze pokryją żądania banków, nasza firma zostanie rozwiązana, a my będziemy o kilka milionów zamożniejsi.

Na inwestycji skorzystają także podwykonawcy i robotnicy, którzy niskim kosztem uzyskają niebagatelny przychód. Wszystkim więc będzie żyło się lepiej. Co więcej, budowę drogi kontynuować będzie inna firma – co niewykluczone – również o dużych aspiracjach biznesowych, a niekoniecznie budowlanych. Interes więc będzie kręcić się dalej i nikomu nie zaszkodzimy.

Wolna praca, dobra płaca

Następnym razem gdy przejedziemy obok znudzonych robotników gapiących się w siną dal i odpalających papierosa za papierosem, nie dziwmy się im. Takie podejście do pracy po prostu się opłaca. Nie tylko im, ale także ich szefom. Oni w ten sposób zarabiają pieniądze. Znacznie lepsze pieniądze, niż gdyby uwijali się niczym mrówki z wyrównywaniem terenu i wylewaniem asfaltu.

A że cierpią na tym użytkownicy dróg – kierowcy, pasażerowie, dostawcy? Cóż, każdy biznes pociąga za sobą jakieś koszta. W przypadku budowy dróg są one właśnie takie. Ale przecież nie ma na co narzekać – inwestycja prędzej czy później zostanie dokończona i oddana do użytku. Trzeba tylko cierpliwie poczekać na jej dokończenie. W budowie znajduje się przecież cały kraj! Ważne, że jesteśmy na dobrej drodze.

* * Jeśli zainteresował Cię ten artykuł dołącz do mojej strony na FB. Z góry dziękuję! :) * *

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale