0 obserwujących
97 notek
135k odsłon
  928   0

Nieznośne „ciotowanie”

Łatwo wyobrazić sobie co działoby się, gdyby Jarosław Kaczyński, w ferworze walki z rozłamowcami, nazwał Zbigniewa Ziobrę ciotą. Katarzyna Kolenda-Zaleska przygotowałaby obszerny materiał o mowie nienawiści, Tomasz Lis we Wprost opisałby ciężką dolę prześladowanych na każdym kroku polskich homoseksualistów, a Jarosław Kuźniar od rana w TVN24 rozmawiałby z przedstawicielami Antify (obowiązkowo w czarnych kominiarkach) o zagrożeniu dla wszystkich Polaków, jakim niewątpliwie jest faszyzm lidera PiS.

Na nic zdałyby się tłumaczenia Adama Hofmana, że prezesowi wcale nie chodziło o męską ciotę, czyli wulgarne określenie geja, tylko o ciotę żeńską, czyli pospolitą ciotkę. Siostrę matki lub ojca. Argumenty, ze trudno posądzać o homoseksualizm kogoś, komu przed chwilą urodziło się dziecko, trafiałyby w próżnię. Po wypowiedzi rzecznika PiS do chóru oburzonych dołączyłyby jedynie kobiety, które przy okazji są ciotkami, urażone porównywaniem ich do znanego oszołoma Zbigniewa Ziobry. I tak minąłby kolejny tydzień tzw. debaty publicznej. A może nawet dwa.

Tymczasem premier polskiego rządu pozbawił ministerialnego stanowiska powszechnie chwalonego Krzysztofa Kwiatkowskiego i zastąpił go filozofem Jarosławem Gowinem. Najtęższe głowy zastanawiały się, co było powodem tej roszady. Przyczyny wymyślano najróżniejsze – od politycznego rozgrywania Grzegorza Schetyny, przez chęć zamanifestowania swojej siły jako lidera, aż po plany dogłębnych reform w prokuraturze i sądownictwie. Rzeczywistość okazała się jednak banalna – Donald Tusk pozbył się Kwiatkowskiego, gdyż ten… ciotował.

Do takiej rewelacji dotarli dziennikarze wspomnianego już powyżej tygodnika Wprost. W swoim artykule cierpliwie i spokojnie tłumaczą czytelnikom, że owo ciotowanie w żargonie premiera oznacza kogoś, kto przychodzi i mendzi. Z powagą dodają, że Tusk lubi takich przedrzeźniać, żartuje z nich. Ale jak ktoś ciotuje, to wiadomo, że nic nie dostanie.

Wiadomo, każda branża może pochwalić się specyficznym słownictwem, stworzonym na użytek wewnętrzny slangiem. To właśnie z tego powodu historyk nigdy nie pogada o pracy z informatykiem. To całkowicie normalne. Zastanawia jednak, dlaczego dziennikarze, tacy jak naczelny Wprost Tomasz Lis, czuły na mowę nienawiści Jacek Żakowski, a nawet politycy Palikota, tacy jak Robert Biedroń  nie zająknęli się o tej sprawie nawet słowem.

Nie żebym był zdziwiony tym brakiem reakcji. Zwyczajnie jednak żałuję, że żargon premiera nie znalazł miejsca, np. pomiędzy informacjami o PiS a materiałami o Jarosławie Kaczyńskim, w Faktach, Wydarzeniach czy Wiadomościach.  Liczyłem bowiem na słynną konsekwencję w przestrzeganiu standardów przez premiera. W końcu poseł Węgrzyn za chęć oglądania lesbijek z partii wyleciał…

 

* * Dołącz na Facebooku, kliknij "Lubię to!". To dla mnie duże wsparcie i najlepsze podziękowanie. * *

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale