0 obserwujących
97 notek
135k odsłon
  1629   0

Dwa lata po Smoleńsku, dwa kłamstwa mniej

Gdy rządowy samolot rozbił się pod Smoleńskiem zabijając 96 osób, Bronisław Komorowski ogłosił, że państwo zdało egzamin. Dowodem na to miało być przejęcie przez Marszałka Sejmu władzy przynależnej głowie państwa. Po dwóch latach od tamtej tragedii, na jaw wychodzą podobne bzdury.

Dwa wielkie kłamstwa

Wśród całej rzeszy półprawd i kłamstewek (jak np. to, że otwarcia trumien zabrania rodzinom międzynarodowe prawo), dwie sprawy szczególnie rzucają się w oczy. Obie zostały w sposób bezceremonialny zdemaskowane w ciągu ubiegłego roku.

Po pierwsze – obecność generała Andrzeja Błasika w kokpicie TU-154M. Wkrótce po katastrofie świat obiegła informacja, że to pijany dowódca sił powietrznych spowodował katastrofę. Der Spiegel podał, powołując się na MAK:

Wina leży po stronie polskiego dowódcy Andrzeja Błasika, który mając 0,6 promila alkoholu we krwi, zignorował ostrzeżenia ze strony rosyjskiej kontroli lotów i zmusił pilotów do lądowania.

Podobne informacje przewinęły się przez polskie media. Gazeta Wyborcza przeliczyła, że Błasik wypił dwa duże piwa lub setkę wódki. Dziennik.pl za Leszkiem Millerem powtórzył, że generał przejął dowodzenie, w bezprecedensowy sposób pozbawił kompetencji dowódcę maszyny i w decydującej fazie lotu zasiadł w kokpicie. Telewizja TVN24 poinformowała z kolei, że szef polskich sił powietrznych był w czasie katastrofy w kabinie pilotów, a stężenie alkoholu w jego krwi wynosiło 0,6 promili.

Dzisiaj, po ekspertyzie Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie, wiemy że nie ma dowodów na obecność generała Andrzeja Błasika w kokpicie. Nie zidentyfikowano bowiem jego głosu na nagraniach z czarnych skrzynek. Położenie jego ciała po katastrofie, które miało być dowodem na obecność dowódcy w kabinie pilotów, zostało zakwestionowane. W rejonie kokpitu znaleziono bowiem w sumie 13 ciał. Ani jedno nie należało do pilotów TU-154M. Ponadto członkowie Komisji Millera przyznali, że obecność Andrzeja Błasika w kabinie pilotów wywiedli „na podstawie analizy kontekstu sytuacyjnego”. Czyli, mówiąc potocznie, na czuja.

Sekcje Kopacz

Drugie wielkie oszustwo, na jakie pozwoliły sobie władze Platformy Obywatelskiej, wyszło z ust Ewy Kopacz. Ówczesna Minister Zdrowia kłamała wiele razy (m.in. twierdząc, że nawet najmniejszy skrawek został przebadany, najmniejszy szczątek znaleziony, wtedy gdy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny, każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie), lecz w ostatnich tygodniach szczególnie razi jej postawa ws. sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej.

29 kwietnia 2010 roku, niecałe 3 tygodnie po tragedii, Ewa Kopacz z trybuny sejmowej mówiła:

Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego, co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić. Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej katastrofy.

(…) Badania, które odbywały się w Moskwie, nie były wyłącznie prowadzone przez specjalistów rosyjskich. Nasi polscy genetycy uczestniczyli w tych pracach i spędzali tam po kilkanaście godzin dziennie.

Treść całego wystąpienia znaleźć można na 140 stronie stenogramu z 65 posiedzenia Sejmu VI kadencji.  

Ewa Kopacz w ostatnich tygodniach zmieniła zdanie co do okoliczności, w jakich badano ciała polskiej delegacji. W programie Moniki Olejnik, 22 marca 2012 roku jej wersja wydarzeń radykalnie ewoluowała:

Okazało się, że wbrew wcześniejszym zapewnieniom, polscy lekarze nie byli biegłymi lekarzami, a sekcję przeprowadzić może tylko biegły lekarz sądowy, powołany przez instytucję, która powołuje. W Polsce taką instytucją jest prokurator. On powołuje lub sąd powołuje biegłego lekarza, który jest upoważniony do tej czynności w danym kraju. My byliśmy na terytorium innego kraju. Natomiast nasi lekarze przygotowywali do pokazania bliskim, którzy tam przyjechali, tych ciał, które… które wyglądały tak, jak wyglądają ciała po katastrofie.

Marszałek Kopacz odpiera zarzuty, że brak udziału polskich ekspertów w sekcjach zwłok był błędem, za pomocą kuriozalnego argumentu. Mówi: No dobrze, ale my przyjechaliśmy tam w niedzielę. Jednym słowem: i tak było już za późno by cokolwiek badać.

Wiemy, co się nie zdarzyło

Te dwa ustalenia podważają nie tylko kluczowe założenie Komisji Millera i MAK o pijanym generalne wywierającym pośredni lub bezpośredni (w zależności od wersji) nacisk na pilotów Tupolewa. Kwestionują także postępowanie polskiego rządu już po rozbiciu się samolotu. Wiemy z całą pewnością, że politycy Platformy Obywatelskiej okłamywali opinię publiczną. Nie wiemy, czy zrobili cokolwiek by doprowadzić do szybkiego i profesjonalnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Po dwóch latach od śmierci Pary Prezydenckiej i 94 pozostałych, wybitnych Polaków, wiele kłamstw ujrzało światło dzienne. Nadal jednak nie udało ustalić się większości z kluczowych faktów. Biorąc pod uwagę bierność polskich władz (chociażby ws. odzyskania wraku TU-154M czy oryginałów czarnych skrzynek), można przypuszczać, że ta tendencja będzie trwała. Jednak aż włos jeży się na głowie, gdy pomyśleć, jakie kłamstwa odkryć mogą naukowcy z Wojskowej Akademii Technicznej w ciągu następnych 12 miesięcy.

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale