Srodek tygodnia w mediach. Za tydzien nikt o tej srodzie nie bedzie pamietal. To byl pechowy, zly dzien, a wlasciwie wieczor M. Olejnik. Dobry wywiad Sikorskiego. A Monika? Definitywnie pomylila - jesli tak mozna napisac - klimaty. Msci sie w dwojnasob nasiakanie prostacka retoryka pyskatego Hofmana. Doprawdy. Zapomniala przestroic sie i Pan Bog pokaral ja za brak klasy. No coz, bywa. Widzowie juz po pierwszym pytaniu czuja w powietrzu zblizajaca sie katastrofe. Kto chce, sprawdzi. Dalibog, caly wywiad sprawia przykre wrazenie. Tak tez bywa w zyciu.
Po 5 minutach (widoczne golym okiem) nieprzygotowanie.
Po 10 minutach rwie sie rozmowa. Monika skonsternowana.
Po 15 minutach widac nie dajace sie ukryc rozdraznienie M.
Dalej, szkoda slow. Postepujaca irytacja i na koniec ulga.
Ale ale, to jedynie widz poczuje ulge. Monika prawdopodobnie poczula zgage. I to byl pierwszy wywiad. Nastepny mozna tez latwo znalezc na wsi24. To krotki wywiad Tuska. Pytany przez reporterow - juz po zakonczeniu obrad - na korytarzu sejmowym: jak pan przyjmuje kierowane do premiera deklaracje ministra spraw zagranicznych wygloszone z trybuny sejmowej? Od PM. Przeciez to zywa kpina, a zarazem kopia podlana wazelina - a la pamietna mowa wasalska: Lech do Jaroslawa - Panie prezesie, melduje wykonanie zadania! Radoslaw do Donalda: - Panie premierze, slowa danego narodowi dotrzymal pan z nawiazka! Dodajac na poczatku: - Dumny jestem, ze moge powiedziec - Panie premierze itd, jak wyzej ^ O matko.
Ej, piekne sa te rumience zazenowania na twarzy Tuska, kiedy odpowiadal na pytanie reporterow (powtorze): - Panie premierze, jak podobala sie panu deklaracja ministra Sikorskiego wygloszona w Sejmie? Ejze, to nie byla wazelina; to byl krem nivea. Slodka, pelna patosu, niepotrzebna. Doprawdy. Takie jest moje zdanie. Nienawidze patetycznych zachowan. Reasumujac teraz: to, co straci sie w dzien w Sejmie, wieczorem mozna zyskac u M.O. Z drugiej strony patrzac, kazdy ma slaby dzien. A propos:
Wczoraj wyrazilem opinie na temat (w skrocie mowiac): kurtuazja v konsternacja wpisujac sie na blogu V. Napisalem i to podkreslilem: spotkanie papieza Franciszka z Argentyny, pierwszej osoby w Watykanie z oponentem - prezydentem Kirchner z Argentyny, pierwsza osoba w panstwie - wydaje sie wiekszosci czysta kurtuazja i jako takie, jest naturalne w swej istocie.
Teraz przyklad odwrotny, w opozycji do powyzszego. To latwa go ogarniecia ilustracja: konsternacje u obserwatorow wywolalo spotkanie papieza JPII z Polski, owczesnie pierwszej osoby w Watykanie z prezydentem Jaruzelskim, stojacym na czele hunty wojskowej - pierwsza osoba w panstwie. W pierwszym przypadku mowa jest o kurtuazji. Z drugim przypadku o spotkaniu, ktore wywolalo konsternacje. To, co mozna bezpiecznie dodac, aby zamknac opis, to fraza, ktora sama sie nasuwa: spotkania (obu papiezy z prezydentami) nazywa sie rowniez w zwyklym jezyku po prostu dyplomacja. Tak czy nie? Stanelo na tym, ze bloger V gniewa sie na papieza Franciszka z powodu spotkania z pania prezydent Argentyny (post Cypryjska ruletka). V chodzi o to: - Jeszcze nie tak dawno ow byly kardynal nie potrafil skrytykowac pania prezydent (Kirchner) a teraz przyjmuje ja na prywatnej audiencji.
No wlasnie. A moze jest tak, ze w normalnym swiecie ludzie potrafia roznic sie gleboko pogladami, co nie stoi na przeszkodzie, aby mogli ze soba rozmawiac. Po rozmowie pada arrrivederci. Rozchodza sie kazdy w swoja strone. Mozna tez postepowac inaczej. Ale wtedy predzej czy pozniej nawiedzeni ludzie nawzajem sie pozabijaja. Zakonczyl V tak: - Dlatego dla mnie kosciol pozostanie zawsze instytucja, ktora najpierw dba o swoje interesy, a dopiero patrzy na maluczkich. Dziwne. Ale ale, praktyka zycia pokazuje, ze jest dokladnie odwrotnie. Fakty to potwierdzaja, nie przypuszczenia lub zmyslenia. W ostatnim poscie podalem wyniki badan KUL, ktore pokazuja jak na dloni: tysiace wiernych o pogladach V doprowadza Kosciol do ruiny. Przeciez to latwe do ogarniecia, jak mozna tego nie widziec: - Cel, aby Kosciol przekladal wlasne cele nad interesy maluczkich doprowadzil juz obecnie w condo do sytuacji, iz co roku okolo 100 tys wiernych rozstaje z nim sie mowiac, dziekuje, pasuje. Trzeba byc chyba slepym, zeby tego nie zauwazyc.
pi es ja rozumiem, ze kolejna victoria moralna juz blisko, kolejny marszobieg bedzie udany. Ze wiosna za pasem a wkrotce bedzie cieplej i trzeba cos do wlasnego bloga wrzucic, zeby wlasna strone zareklamowac. Rozumiem tez, ze spoleczni asystenci II obiegu pilnujacy wlasnego biznesu nie maja zadnych ciekawych pomyslow, wiec branzluja powietrze nie chcac zawiesc swoich akolitow codziennie obdarzanych zaufaniem, stad te kwiatki. Ja wszystko rozumiem. Nie wiem tylko dlaczego po przeczytaniu tego tekstu: Ciemnogrodzianin nad Wisla przypomnialo mi sie powiedzenie o branzlowaniu powietrza przez pozbawionych inwencji artisan. Mial chyba racje autor Polactwa (by Rafal rolnik) nazywajac fanfanow rodactwa (by Pantryjota) blogerzyny bez klasy.
Wszystkich oczywiscie zapraszam do Caffe24 oraz do biblioteki, ksiegarni, antykwariatu i gdzie tam kto sobie zyczy. Kupcie lub wypozyczcie sobie umilowani czytacze fajna ksiazke. Wsiadajac do metra, autobusu, tramwaju da sie kilka stron przeleciec. A latem kupcie nastepna. Jak kto chce.
PM™


Komentarze
Pokaż komentarze (14)