Dyskutuję sobie ostatnio w różnych miejscach w Internecie z róznymi ludźmi na różne tematy, które jednak wszystkie w tle mają coś wspólnego z kwestią wolności. Mam dość ponure wnioski z tych dyskusji. Ponure, gdyż wychodzi na to, że ludzie niewiele wiedzą o wolności i sprawiają wrażenie jakby mieli ją w nosie. A może nie tylko sprawiają wrażenie, tylko naprawdę mają?
Wolności jest coraz mniej. Wolność jest ograniczana przez prawo, a różnych praw jest coraz więcej. Okazuje się, że mnóstwo młodych ludzi z pełnym przekonaniem domaga się prawnego regulowania coraz to bardziej zaskakujących dziedzin życia. Ostatnio usłyszałem pytanie-prośbę o informację, czy istnieje prawne uregulowanie kwestii wyświetlania numeru osoby telefonującej. Pytający był oburzony tym, że dzwoniono do niego z jakiejś firmy i próbowano mu coś sprzedać, a na ekraniku telefonu nie wyświetlił się numer dzwoniącego. Mogłoby się wydawać, że to drobiazg, a przecież jest to przerażające!
Przerażające jest to, że młody człowiek w sposób zupełnie naturalny, jakby oczywisty pyta się, czy władza przejęła już pod swe władanie kolejną część przestrzeni publicznej. Przerażające, gdyż jest to dowód na to, że potrzeba wolności zupełnie nie jest podstawową potrzebą tego człowieka. I nie tylko jego. Mam wrażenie, że dotyczy to większości ludzi, którzy weszli w dorosłe życie w ciągu ostatnich 20 lat. Wyobrażanie sobie, że powinny istnieć szczegółowe prawa dotyczące najdrobniejszych nawet dziedzin życia świadczy o całkowitym braku "wyobraźni wolności". Mam wrażenie, że coraz większej liczbie ludzi tej wyobraźni właśnie brak.
Pojęcie "wyobraźni wolności" w moim rozumieniu jest czymś takim jak "wyobraźnia przestrzenna". Są ludzie, którzy patrząc jedynie na puste pole są w stanie wyobrazić sobie stojące w tym miejscu osiedle czy centrum handlowe. Są też ludzie, którzy patrząc nawet na wyrywkową wizję prawa są w stanie określić w jakim stopniu ogranicza ono wolność. Niestety, takich ludzi jest coraz mniej.
Jest tak dlatego, że dziś głównym celem demokratycznie wybieranych władz, już zupełnie nie ukrywanym, a wręcz przedstawianym jako dowód pracowitości, jest tworzenie ustaw. To, ile który klub poselski przedstawił propozycji ustaw jest miarą "powagi" polityków, którzy wchodzą w jego skład...
Jestem przekonany, że dałoby się żyć bez większości tych praw. Przez całe wieki społeczeństwa doskonale funkcjonowały w oparciu o proste kodeksy, odpowiadające intuicyjnemu poczuciu sprawiedliwości. Oczywistym jest, że rozwój cywilizacyjny prowadzi do potrzeby kodyfikacji całych nowych dziedzin życia (ruch drogowy i wodny, ruch lotniczy, częstotliwości radiowe, ochrona środowiska...), jednak jakoś trudno mi uwierzyć, by OBIEKTYWNE dobro obywateli wymagało, by produkować prawa w takim tempie.
Dla zobrazowania sytuacji powiem, że w latach 1930 - 1939 ukazało się w Polsce 1013 wydań Dziennika Ustaw. W latach 2000 - 2009 ukazało się ich już 2173. Nie liczyłem ustaw, ale już sama liczba Dzienników wiele nam mówi. O ilości. O jakości nie ma co gadać...
Każde nowe prawo to znikająca odrobina wolności.
Czy lepiej nam się żyje w świecie, w którym ludzie oczekują, że prawodawca będzie wchodził z buciorami w każdą dziedzinę życia? A właściwie w świecie, w którym prawodawca WCHODZI w każdą dziedzinę życia? Nie wiem. Moim zdaniem nie. Mam wrażenie, że 15 lat temu było wokół mnie więcej wolności niż dziś. Ale pewnie wynika to z tlącej się we mnie jeszcze wyobraźni wolności... Mam smutne wrażenie, że ta iskierka, która we mnie jeszcze drży, wygasa już wszędzie wokół.
A ponadto twierdzę, że kanary nie istnieją.
Zapraszam wszystkich do odwiedzania i współredagowania portalu Cenzury Obywatelskiej.
81
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze