Znakomita notka - wywiad Krzysztof Feusette: Lemingi to raczej matoły niż nowobogaccy
„Nie tylko o lemigach, dziennikarskich lizusach i chamach z sieczką w głowie - rozmowa z Krzysztofem Feusette, publicystą...” z 11.10.2012 09:08 - polecam, sprowokowała mnie do popełnienia niniejszej, w ramach dyskusji i popularyzacji wniosków z badań nad Lemingami w Polsce.
Otóż problem występowania Lemingów i ich braku świadomości politycznej nie jest wcale błahy, a wydaje się być nawet istotnym z punktu widzenia rozwoju gospodarczego i kulturalnego, w szczególności kraju. Nie powinien być zatem przedmiotem li tylko prześmiewczych żartów rysunkowych i innych, a raczej skłaniać do poważniejszych refleksji i zastanowienia się, co w tej sprawie konkretnie można zrobić, jakim pomóc.
Wspomniana wyżej sensowna notka, wnosi istotny, poniekąd antydyfamacyjny wkład w naprowadzanie na właściwy tor kierunku badań nad Lemingami, a nawet demaskuje fałszywe mity narosłe już wokół omawianej kwestii, jak i w samej badanej materii.
I podoba mi się też końcówka tego tekstu:
„Z nazwisk, które pan wymienił, przykro mi, żadne nie zasługuje na szersze omówienie. Właśnie po to, by nie zalewać czytelników chamstwem i prostactwem, odmawiam opinii na temat tych ludzi. Ich czas na szczęście mija.”
I mogę się z tym zgodzić, bo dlaczego to niby zajmować się mamy personami, a dokładnie wypowiedziami moim zdaniem ich nik-
czemnymi, skoro na to nie zasługują. Zdecydowanie lepiej je po prostu przemilczeć (w języku braci naszych młodszych, wykształconych… – czyli Lemingów - to będzie chyba „olać” – vide notka prostej, zwyczajnej kobiety, cytowanej przez PDT) i nie robić im w ten sposób czarnej reklamy. Nie wnoszą bowiem nic istotnego, zatem można uznać, że nie istnieją jako temat do poważnej debaty. Owszem można w skrajnych przypadkach wyrazić oburzenie, ale nawet też niekoniecznie, lepiej po prostu tego nie słuchać. Nie warto bowiem się nad tym nawet pochylać, bo szkoda czasu, też w szczególności tego limitowanego i jakże drogiego - antenowego, na tego typu wystąpienia. Niestety wiedza ta, że mianowicie nie warto i nie należy jeszcze jakby nie dotarła do decydujących o tym kogo się pokazuje i co się serwuje w mediach. Oczywiście nie uważam, że decydują o programach i ich poziomie ludzie totalnie głupi, czy nieświadomi - być może muszą, albo mają w tym jakiś interes? Może nawet partyjny, podobno niejaki Jan Dworak był członkiem Platformy O, podobnie jak Ryszard C., niemniej jednak my chyba nie musimy zajmować się tym plugastwem, bo i po co, żeby podgrzewać nastroje?
Zresztą też nie wszyscy. Pozytywnym przykładem dbałości o poziom programów radiowych i telewizyjnych jest o. Tadeusz Rydzyk (CSsR), który to sam osobiście lub poprzez „podwykonawców” nie dopuszcza wspomnianych w końcówce omawianego tekstu na antenę.
Podobnie my, nie jesteśmy przecież chyba zniewoleni i zmuszani przez kogoś do słuchania czy też dyskutowania o rzeczach nieprzyzwoitych z natury swojej i charakteru, nie musimy, bo jak powszechnie wiadomo za sprawą wypowiedzi Rymkiewicza po procesie wytoczonym mu rzekomo w obronie „dobrego imienia” niejakiego Adama M i Gazety ł€cziwej jego – „musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce”. Powinniśmy zatem raczej dbać o możliwość podniesienia poziomu debaty publicznej na wyższą platformę. :) Obywatelską, oczywiście, jak w kraju demokratycznym, rządzonym przez partię miłości o podwyższonych standardach przystoi.
I tu mi się podoba to co robi opozycja w osobie JK i jego partii, mianowicie organizuje debaty merytoryczne, zapraszając ludzi, którzy mają wiedzę, doświadczenie, a do tego coś do powiedzenia i nie tylko czują i marudzą, że jest źle, ale nie obrzucają li tylko błotem przeciwnika, czy wroga jak obrażone na siebie dzieciaki w piaskownicy, ale i przedstawiają swoje konkretne pomysły, koncepcje, propozycje rozwiązań, by żyło się lepiej, wszystkim. I tego właśnie Platforma powinna się nauczyć, jeżeli ma zamiar coś rzeczywiście dla Polski i Polaków jeszcze przez tych kilka dni, które im zostały zrobić dobrego. A być może chce, tak przynajmniej deklarowała, jak mi się wydaje, czyż nie?
Dlatego uważam, że JK jest prawdziwym mężem stanu, któremu zależy na Polsce. Będąc w opozycji nie zajmuje się obrzucaniem błotem przeciwnika politycznego, ale przedstawia merytoryczne pomysły i wskazuje drogę partii jeszcze przez chwilkę rządzącej.
Trudno zresztą nie wspomnieć tej postaci, przy okazji omawiania zagadnienia motywacji wyborczych lemingów, otóż z moich badań wynika, że one szły do wyborów nie pod hasłem jesteśmy z partią, ale raczej "odsunąć od władzy Kaczyńskich / ewentualnie PiS-a, nie wiedząc nawet co to dokładnie znaczy, bo nie interesują się polityką (moda chyba taka nastała na nieinteresowanie się, jako wyznacznik trendi) uważając przy tym, że polityka jest be, brudna i wszyscy kradną (w domyślenie tylko Platforma) - zresztą gdyby zdawali sobie sprawę z tego, co skrót PiS znaczy, używaliby formy poprawnej - to PiS (Prawo i Sprawiedliwość), a nie ten PiS.
Niemniej jednak zwornikiem, spoiwem łączącym Lemingi w jedność jest postać JK, a nie PDT. Idą głosować z nienawiści, a nie z miłości. Być może dzikość serca nie pozwala im wznieść się ponad atawizmy. Myślę, że potrzebują spokoju wewnętrznego i osłuchania się z merytorycznymi debatami, żeby móc wejść na wyższy poziom świadomości. I tego też im przy okazji życzę.
Odniosę się tu jednak do twórczości wspomnianej już w niniejszym tekście, a cytowanej przez samego Pana Premiera rzekomo prostej, zwyczajnej kobiety, która to wg deklaracji na prowadzonym przez się chyba samodzielnie, chociaż niekoniecznie, blogu: zajmuje się tym, czym zajmują się kobiety:
„RRK - to ja.Czym się zajmuję? - tym czym zajmują się kobiety. Poza tym piszę.”
Pisownia oryginalna z http://renata.rudecka-kalinowska.salon24.pl/.
Otóż zapewnienie Pana Premiera, oby żył wiecznie, że to niby prosta kobieta jest - jednak mnie jakoś nie przekonuje. Nawet pobieżna analiza jej tekstów wskazuje na pewne, określiłbym to zaawansowanie w przebiegłości dość charakterystycznej dla tej denominacji, mianowicie w szczególności w sztuce nazywanej powszechnie obracaniem kota ogonem, a w środowisku przestępczym znanej jako metoda „łapaj złodzieja” – dość bezczelna zresztą, IMHO.
I być może ktoś się zastanawia dlaczego o tym piszę, skoro nawoływałem przed chwilą do ignorowania. Ano w ramach badań nad Lemingami właśnie, co prawda być może niektórzy się brzydzą i wolą nie dotykać substancji o podejrzanych własnościach, ale ktoś musi w imię dobra nauki. I kultury i sztuki, oczywiście.
Oto w ostatnim tekście blogeRki z Krakowa Panie Premierze – nam się nie podoba...cz.III
mamy jak na dłoni wyłożone przykłady takich oto sprytnych zabiegów erystycznych, na pograniczu pewnych zasad, jak mi się wydaje:
„Rzetelna polityka informacyjna jest konieczna, by zamknąć gęby kłamcom i oszczercom w rodzaju Kaczyńskiego i podległych mu propagandzistów - żerujących na ludzkiej niewiedzy, wzbudzających świadomie i celowo strach o przyszłość, poczucie zagrożenia ludzi słabych i niezbyt świadomych sytuacji politycznej.”.
Oto do rzekomej zachęty, czy też prośby skierowanej do PDT wkradła się, zapewne nie przypadkiem przemycana informacja o tym, że JK jest rzekomo ”kłamcą i oszczercą” oraz graniczące z pewnością przekonanie, że należy mu zamknąć „gębę”. Abstrahując od poziomu słownictwa, należy jednak zwrócić uwagę na sens i zawartość emocjonalną tego przekazu, a w szczególności tzw. Bazę tego zabiegu psycho-socjotechnicznego. Otóż odwołuje się on do bardzo niskich uczuć, napiszę wprost – do nienawiści, wszczepia ją i wsysa podstępnie ewentualnemu czytelnikowi, mającemu zaufanie do Autorki tekstu. Tu należy chyba podzielić się moimi wątpliwościami, czy raczej obawami, że blog ten może stanowić inspirację dla działań i coś w rodzaju motywacji dla szerokiego grona Lemingów czytających i / lub piszących – o czym może świadczyć klikalność (Odsłon bloga: 2233489).
Metoda ta – wsysanie znana jest chociażby z biblii – rodz. 3 Księgi Rodzaju. Autor jednak nie nazywa węża prostym i zwyczajnym, a przebiegłym, nawet bardziej:
„A wąż1 był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył.”
Efekt tego wężowego przekazu i zapewnienia, że nie jest wcale taki dobry, że coś przed wami ukrywa, nie chce Wam dać, ale możecie to zdobyć sami przełamując zakazaną barierę:
«Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
jest taki, że tracą zaufanie do Pana Boga i decydują się na krok - wybór jednak dla nich niekorzystny, jak się za chwilę okaże.
Oto Leming podobnie jak wynika z definicji, poniekąd - jakby igrając ze śmiercią dokonuje wyboru niekorzystnego dla siebie samego i dla innych, pod wpływem…
Pomyślicie, że to porównanie na wyrost. I to prawda, zgadzam się, ale chodzi mi o tu o zdemaskowanie i pokazanie tej perfidnej metody podprogowego przekazu propagandowego, tego sprytnego i przebiegłego sposobu manipulacji, w wyniku którego zmienia się świadomość indoktrynowanych, a nieświadomych tego, że są „wrabiani” braci naszych młodszych. Oto bowiem leming już wie, że polityka jest be i brudna, że wszyscy kradną, a szczególnie Kaczyński jako jedyny w zasadzie poważny i liczący się polityk na polskiej scenie, bo przecież politykiem poważnym nie można nazwać kogoś, kto publicznie nawołuje do tego by się polityką nie zajmować, tylko budować np. stadiony, czy inne takie, no przynajmniej poważnym, a na pewno poważnie traktującym swoich wyborców.
I dalej mamy nawet o nie tyle o wsysaniu nienawiści, ale o „sączeniu” fragment taki, z klasycznym odwróceniem kota ogonem:
„Kaczyńscy zadbali jeszcze na początku lat 90-tych o to, by pousadzać w mediach swoich ludzi, których „praca”, to sączenie dzień po dniu nienawiści do przeciwnika politycznego, jakim stał się dla Kaczyńskich znienawidzony przez nich, bo pozbawił ich władzy, Donald Tusk.”
Przede wszystkim nie jest prawdą, jakoby PDT pozbawił Kaczyńskich władzy na początku lat 90. Jeśli już to w 2007. Natomiast kto sączy nienawiść i do kogo w ramach tzw. „pracy” dziennikarskiej – pozwolę sobie pozostawić to pytanie do subiektywnej lub obiektywnej oceny ewentualnego czytelnika, bez sugerowania niewłaściwej lub właściwej odpowiedzi.
Niemniej jednak dodam, że mam swoje zdanie na ten temat, na podstawie obserwacji i badań oraz w oparciu o rzetelną analizę przekazu, wyrobione zresztą.
AD Matoły – to niestety się nie wypowiem, bo nie jestem pewien, czy obowiązuje nadal norma prawna "Dekret z dnia 5 lipca 1946 r. o utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk." (Dz. U. z 1946 r. Nr 34, poz. 210), z późniejszymi zmianami i jej wytyczne pisemne i ustnie przekazywane. Komuna wprawdzie gadają, że ponoć upadła, a nawet słyszałem, że została obalona przez niejakiego Bolka, puszczającego Bąki w skarpetkach, czy też wałęsającego się poprzez przestępczość zorganizowaną w tej formie, że z prawej na lewą nogię – zapewne w poszukiwaniu dobrości dla gardła (*zdrowie wasze w gardła nasze), ale służby bezpieczeństwa oraz elektorat zapewne pozostały w jakiejś formie, podobnie jak przy procesie destylacji. Ba , czytałem nawet o ukaraniu kibiców białostockiej drużyny futbolowej za skandowanie hasła w miejscu publicznym, w związku z rzekomym lekceważeniem Organu, czy cuś. Toteż z ostrożności procesowej nie ośmielę się wskazać imiennie z kim mi się kojarzą tytułowe Matoły. Niemniej jednak również proszę o przekazanie im pozdrowień, bo słyszałem, że wprawdzie nie czytają wszystkiego, nawet jeśli są do tego zobowiązani, zobligowani, czy im na biurko ktoś podrzucił, ale podobno też mają od tego swoich zaufanych, zaprzyjaźnionych człowieków, czyli sporo ószuw, łoczó i óstóf. To może ktoś doniesie?
To przy okazji niech powie, że Polska się budzi i te metody medialnej manipulacji już zdemaskowane wstępne i ujawnione wychodzą z mody. I Lemingi też się budzą. To ich chyba już nie pasie. Ileż można karmić się tą samą papką. Tylko krowa nie zmienia poglądów.
Szczególne pozdrowienia dla Braci Młodszych, Wykształconych, którym też ten tekst dedykuję.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)