xxx
xxx
3 obserwujących
8 notek
4625 odsłon
  776   0

Czy przygniecie nas lawina informacyjnego szumu?

W Polsce jest około 7 mln adresów. Adresy te wykorzystywane są w urzędach, firmach, instytucjach publicznych, czyli w wielu  dziedzinach życia społecznego i gospodarczego. Sprawa jakości i spójnośći danych adresowych jest więc ważna. 

Załóżmy, że mamy  firmę, która obsługuje wielu klientów. Klient zamawia usługę na konkretny adres. Wpisujemy  do bazy danych adresowych nazwę miejscowości Garbatka-Letnisko i ulicę Zbigniewa Herberta. A tu  porażka ,  mamy  niefart. Nie ma w naszej bazie  ulicy Zbigniewa Herberta. Zamówienie nie może być zrealizowane. Po dłuższym rozpoznaniu  okazuje się,  że w dniu  29 czerwca  2017 roku Rada Gminy Garbatka-Letnisko podjęła uchwałę o zmianie nazwy  ulicy Leona Kruczkowskiego  (która jest właśnie w naszej bazie) na  Zbigniewa Herberta. Nasz program obsługi klienta nie wykrył zmiany nazwy ulic i z tego powodu straciliśmy zamówienie. Jeśli nawet udałoby się uratować to zamówienie wtedy dodatkowo, jeśli klient ma w tym miejscu siedzibę,  musimy sprawdzić dane w innym system CRM (zarządzającego relacjami z klientem) czy znajduje się tam poprawiona nazwa ulicy siedziby klienta  do czego jesteśmy  zobowiązani innymi przepisami. 

W każdym roku   dziesiątki a może nawet setki ulic zmieniają swoją nazwę. Informacja o zmianach nazw ulic jest  dostępna. Jest jednak problem.  Poprawnie wykonany program obsługi klienta nie może a nawet nie powinien wykorzystywać informacji podanej w formie tekstowej. Zapis informtyczny  jest również dostępny,  ale nie zawiera identyfikatora ulicy,  bez którego dane  są również mało użyteczne. 

Powie ktoś, że osoba wykonująca zamówienie może zadzownić i dowiedzieć się co się stało z ulicą Leona Kruczkowskiego. To prawda,  że pracownik może wykonać takie sprawdzenie. Niemniej  w dobie informatyzacji procesów to strata czasu i pieniędzy. Powie ktoś inny, że można kupić  bazę z adresami która będzie  miała uaktualnione nazwy ulic. Wtedy wystarczyłoby połączyć się z płatnym serwisem i znaleźć aktualny  adres.   Rzeczywiście tak można zrobić, ale tylko w prostszych przypadkach obsługi klienta. W rzeczywistości im bardziej wchodzimy w sprawę merytorycznie, tym bardziej opisowe traktowanie informacji o adresach prowadzi nas  na manowce. 

Infomacja o adresach  to nie tylko nazwa ulicy, ale również numer,  lokalizacja budynku (lub budynków) ,  kod pocztowy. To również ich powiązania z bazami państowymi TERYT, GUGIK.  Powiązanie z bazami panstwowymi wymusza  konieczność uznania nadrzędności zawartych tam danych. Często są w tych bazach  dane niedokładne czy też nieaktualne.  I wtedy mamy jeszcze większy problem, gdyż odpowiadamy za zgodność przetwarznych przez nas danych z danymi w bazach państowych. Wymuszają to  dodatkowe procedury.  

A jak radzą sobie z adresami urzędy państwowe? Tutaj wszystko idzie gładko i  nie widać większych  problemów. Tysiące urzędników  sprawdza w wypełnianych przez nas formularzach czy adres wpisany jest we właściwą rubrykę. Czasem sprawdzana jest też czytelność adresu. Później dokument umieszany jest w archiwum. Nowością jest zastąpienie formularzy papierowych formularzami tekstowymi w komputerze, co merytorycznie niczego nie wnosi oprócz oszczędności papieru. Adres tak wpisany i przechowywany  nie jest informatycznie odczytywany przez komputer,  więc nieważne co tam jest napisane, chyba że adres jest podstawą  naliczenia jakiejś daniny (na przykład w jakim miejscu opłacamy ubezpieczenie za nieużywane czasowo auto) albo jakiejś ważnej procedury (np. gdzie dostarczyć upomnienie).

Jeśli na formularzu naszym wpisaliśmy  nieaktualny już numer  62a i starą nazwę ulicy, wtedy  pismo  z mandatem   zostanie nam doręczone pomimo błędów w adresie. W procesach informatycznych wszystko musi grać i nie ma miejsca na interpretację informacji przez człowieka.  Niejednoznaczne oznaczony  budynek  przy zmienionej nazwie ulicy rodzi  już poważne skutki a conajmniej generuje dodatkowe koszty oprogramowania.

W dobrze zorganizowanym społeczeństwie zorientowanym na rozwój i na postęp technologiczny opisany przykład  szumu informacyjnego mogłoby  już zgłaszać  dziecko  w szkole podstawowej  na lekcjach poświęconyh modelowaniu danych.

Jasio powiedziałby wtedy nauczyciele, "Proszę Pani, a my wczoraj w domu w  czasie kolacji rozmawialiśmy o wielkim nieporządku w danych adresowych  i mówiliśmy również,  że niepotrzebnie marnujemy przez to nasze pieniądze".

A na to nauczycielka  odpowiedziałaby "Tak Jasiu my nauczyciele wiemy o tym bałaganie informacyjnym. Również bardzo nas to martwi.  Będziemy organizować dodatkowe zajęcia i ćwiczenia z identyfikacji adresow i  powiązań adresów z danymi w bazach państwowych. Po opuszczeniu szkoły pełnoletni Janek szukałby wtedy innego   kandydata  do władz, tj takiego  polityka, dla którego walka z szumem informacyjnym byłaby w programie jego partii. W efekcie takich zmienionych priortetów  powstałyby programy strategiczne,  likwidujące  ten kosztowny dla społeczeństwa problem, a dodatkowo powodujący degradację procesów społecznych i gospodarczych.

Na chwilę pogrążyłem się  w marzeniach. Wiem, że szum informacyjny nie będzie dla nas istotny jeszcze przez wiele lat, a może nawet wiele dziesiątków lat. Wielu stwierdzi wręcz, że to co piszę to wydumany problem, całkowicie oderwany do naszej rzeczywistości. Takie poglądy będą wspierane przez większość społeczeństwa. Jest to zrozumiałe, gdyż  środki masowego przekazu kreują zupełnie inne  problemy społeczne Problemem najważniejszym, oprócz dyżurnego  COVID,  jest  obecnie  napędzanie prostej konsumpcji (może jakieś 1000+). Z kolei najważniejszym problemem strategicznym wydaje się być  spowolnienie  zamykania kopalń  w stosunku do terminarza narzuconego przez  EU, gdyż  "węgiel jest dla najważniejszy dla polskich górników".  

 Wracając do naszego problemu szumu informacyjnego to  możemy  na razie  go uniknąć -  zakładając  ... klapki na uszy.  






Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie