Jednym z wiodących argumentów oddania śledztwa Rosjanom (a raczej rezygnacji z ubiegania się o śledztwo na korzystniejszych dla Polski zasadach) był argument, że „wierzymy Rosjanom” i że inne postępowanie może być przez stronę rosyjską odbierane jako brak tego zaufania i umożliwienie jej stawiania argumentów, że coś ukrywamy, mataczymy. A nam (stronie polskiej) zależy na „dobrych relacjach z Rosją. Ponadto – tak nam się do dzisiaj wmawia – procedury zgodne z umową polsko-rosyjską z 1993 r. uniemożliwiły by upublicznienie wyniku śledztwa. Dziś już wiemy, że wszystkie te argumenty były co najmniej wątpliwe i na pewno nie służą polskiej stronie.
Wierzymy Rosjanom.
Jeśli premier Tusk i inni polscy oficjele rzeczywiście ufali w rosyjskie śledztwo, to zaufanie to prysło kilka dni temu („wstępny raport MAK-u jest całkowicie nie do przyjęcia” – D. Tusk).
Jeśli oddanie śledztwa Rosjanom ma być wyrazem „zaufania”, oznacza to, że z góry zakładamy, że oni nam nie ufają! Przesłanką za taką tezą jest twierdzenie, że prowadzenie śledztwa według innych procedur niż konwencja chicagowska spowodować miało brak pomocy prawnej Rosji. Świadczy to o tym, że polscy negocjatorzy czuli brak zaufania do nas ze strony rosyjskich partnerów, którzy zamiast pomóc, rzucaliby nam kłody pod nogi.
Jak widać dla polskiego rządu obiektywne i rzetelne polskie śledztwo nie jest wartością samą w sobie, a istotniejsza jest ewentualna opinia o polskim śledztwie wyrażona przez Rosjan! Pomijam już, że nikt nie stawiał warunku, że z prowadzonego śledztwa według innych zasad niż konwencja chicagowska mieliby być wyłączeni Rosjanie.
Dobre relacje z Rosją.
Jeśli „dobre relacje z Rosją” miałyby polegać na uzyskaniu czegoś wymiernego w zamian (np. niższa cena ropy lub gazu, zaniechanie budowy „rury bałtyckiej” itp.), to byłoby to trudne do zaakceptowania z moralnego punktu widzenia, ale korzystne (jak to się mówi: „pragmatyczne”) w innym wymiarze. Dziś wiemy, że nie będziemy mieli mitycznych „dobrych relacji z Rosją” i nie ugraliśmy nic na innej płaszczyźnie. Chyba, że za „dobre relacje” uznamy wspólne fotografowanie się z Putinem i Miedwiediewem, poklepywanie po plecach i przyjazne pomruki koncesjonowanych, rosyjskich mediów.
(Nie)upublicznienie wyników śledztwa.
Dziś już każdy wie, że dla Polski korzystniejsze byłoby nie upublicznianie obecnego „śledztwa”. Nic gorszego Polski spotkać nie mogło niż obnażenie faktycznych i urojonych win „polskiej strony”. Zawartość tajnego raportu, jaki miałby zakończyć wspólne z Rosjanami śledztwo według umowy z 1993 r., byłby na pewno korzystniejszy dla Polski - nie zawierałby tylu fałszerstw i przekłamań dotyczących win po naszej stronie, a zawierałby winy strony rosyjskiej. To, czy zawartość tego raportu przedostałaby się do opinii publicznej, czy nie, nie miałoby większego znaczenia.
***
Mam wrażenie, że polskie władze stosowany na rodzimym gruncie „pijar” mogą chcieć stosować poza granicami Polski. Jest to jedyna nadzieja na to, że będą starać się walczyć o zmianę wyniku przekazu (który wczoraj poszedł w świat i którego zmienić się nie uda!), iż winna katastrofie jest wyłącznie Polska strona. Nie dlatego, że wierzę w ich dbałość o prestiż Polski, ale dlatego, że „wina polskiej strony” to wina… ekipy premiera Rządu RP kierowanego przez Donalda Tuska.
Tekst zamieszczony na portalu Fronda.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (7)