Wygenerowane w AI
Wygenerowane w AI
Piotr Tański Piotr Tański
331
BLOG

Wybory parlamentarne 2027. Dwa scenariusze, które mogą zdecydować o przyszłym rządzie

Piotr Tański Piotr Tański Polityka Obserwuj notkę 9
Okres wakacyjny raczej nie sprzyja politycznym analizom. Większość Polaków bardziej interesują dziś urlopy, plaże, górskie szlaki i Mistrzostwa Świata w piłce nożnej niż kolejne sondaże poparcia dla partii politycznych. To jednak właśnie lato jest dobrym momentem, aby spokojnie spojrzeć na politykę z dystansu i zastanowić się, jak naprawdę może wyglądać walka o władzę w 2027 roku.

image

Kampania wyborcza jeszcze na dobre się nie rozpoczęła, ale polityczne szachy już trwają. Liderzy poszczególnych ugrupowań doskonale wiedzą, że w polskim systemie wyborczym nie zawsze wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej głosów. Czasami znacznie ważniejsze jest to, kto potrafi zbudować odpowiedni blok wyborczy i nie zmarnować ani jednego procenta poparcia.

Na potrzeby tej analizy przyjąłem jedno podstawowe założenie. Zakładam, że przed wyborami nie pojawi się nowa formacja polityczna zdolna przekroczyć próg wyborczy i wprowadzić do Sejmu kilkudziesięciu posłów. Innymi słowy, na dziś zakładam, że PiS się nie rozsypie a partia InPost nie powstanie. 

Moim zdaniem najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym do wyborów wystartuje sześć dużych bloków politycznych.

1. Pierwszy z nich stanowiłaby szeroka lista skupiona wokół Koalicji Obywatelskiej. Oprócz samej KO znalazłoby się na niej również Polskie Stronnictwo Ludowe, środowisko Klubu Parlamentarnego Centrum, Unia Europejskich Demokratów, Centrum dla Polski Ireneusza Rasia, Nowa Polska Wadima Tyszkiewicza oraz środowisko Joanny Senyszyn. Taki blok próbowałby zagospodarować praktycznie całe centrum sceny politycznej – od bardziej liberalnych wyborców po umiarkowanych konserwatystów.

2. Po drugiej stronie znalazłby się blok Prawa i Sprawiedliwości, uzupełniony o Kukiz'15 Jarosława Sachajki, Wolność i Dobrobyt Jana Krzysztofa Ardanowskiego oraz ruch Niepodległość Roberta Bąkiewicza. W tej symulacji zakładam również współpracę z zapleczem Krzysztofa Stanowskiego.

3. Trzecim blokiem byłaby Konfederacja oparta na współpracy Ruchu Narodowego i Nowej Nadziei, która prawdopodobnie przygarnie na swoje listy środowisko Wolnych Republikanów Marka Jakubiaka.

4. Czwarty blok tworzyłaby Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna wraz ze Stronnictwem Pracy Marka Wocha oraz Ruchem Prawdziwa Europa – Europa Christi Mirosława Piotrowskiego oraz nieśmiertelnym Januszem Korwin-Mikkem i jego fanatycznymi wielbicielami. 

5.Po stronie centrolewicowej powstałby wspólny blok Polski 2050, Partii Razem oraz Zielonych - być może w tym projekcie odnajdzie się Paweł Piskorski ze Stronnictwa Demokratycznego i Polska Partia Piratów?  :) 

6.Natomiast Nowa Lewica zdecydowałaby się na start razem z Polską Partią Socjalistyczną i Unią Pracy + być może inne radykalnie lewicowe mniejsze partię i środowiska. 

Punktem wyjścia do wszystkich wyliczeń są aktualne wyniki sondaży. Koalicja Obywatelska może dziś liczyć na około 30,9 proc. poparcia, Prawo i Sprawiedliwość na 24,4 proc., Konfederacja na 12,4 proc., Konfederacja Korony Polskiej na 8,5 proc., Nowa Lewica na 7,3 proc., Partia Razem na 3,5 proc., PSL na 3 proc., a Polska 2050 na około 1,5 proc.

Po zsumowaniu potencjału poszczególnych środowisk otrzymujemy obraz sześciu stosunkowo silnych bloków. Największym ugrupowaniem pozostawałby blok Koalicji Obywatelskiej z poparciem około 34–35 procent. PiS wraz z koalicjantami mógłby liczyć na około 25–26 procent. Konfederacja utrzymałaby wynik w granicach 12–13 procent, Konfederacja Korony Polskiej około 9–10 procent, Nowa Lewica około 7–8 procent, natomiast wspólna lista Polski 2050, Razem i Zielonych balansowałaby na granicy progu wyborczego z wynikiem około 5–6 procent.

I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część tej układanki.

Cała powyborcza arytmetyka może zależeć od jednego ugrupowania, które znajdzie się dosłownie kilka dziesiątych punktu procentowego nad lub pod progiem wyborczym.

Jeżeli blok Polski 2050, Razem i Zielonych przekroczy pięcioprocentowy próg, wówczas do Sejmu wprowadzi prawdopodobnie około dwudziestu posłów. W takim wariancie Koalicja Obywatelska z PSL mogłaby liczyć na około 180–188 mandatów, PiS na 135–145 mandatów, Konfederacja na około 70 miejsc, Konfederacja Korony Polskiej na około 50, Nowa Lewica na około 30, a nowy blok centrolewicowy na około 20 mandatów.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że zwycięzcą byłaby Koalicja Obywatelska. W praktyce jednak najważniejsze byłoby pytanie o zdolność koalicyjną. KO wraz z PSL, Nową Lewicą oraz blokiem Polski 2050, Razem i Zielonych mogłaby zbudować większość liczącą około 230–245 posłów. Taki rząd byłby możliwy, choć zapewne niełatwy do stworzenia i jeszcze trudniejszy do utrzymania przez pełną kadencję.

Nie można jednak wykluczyć także drugiego wariantu. PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej również mogłyby zbliżyć się do większości parlamentarnej. Ostateczny rezultat zależałby od rozkładu mandatów w poszczególnych okręgach oraz od tego, jak skutecznie poszczególne komitety wykorzystałyby premię wynikającą z metody d'Hondta. W takim układzie o przyszłym premierze mogłoby zdecydować dosłownie kilka mandatów.

Znacznie ciekawszy wydaje się jednak drugi scenariusz.

Załóżmy, że wspólna lista Polski 2050, Razem i Zielonych uzyskuje 4,9 procent głosów. Tysiące wyborców oddaje głos, który ostatecznie nie bierze udziału w podziale mandatów. W polskim systemie wyborczym oznacza to ogromną premię dla wszystkich pozostałych komitetów, a przede wszystkim dla największych ugrupowań.

W takim wariancie Koalicja Obywatelska z PSL mogłaby zwiększyć swój stan posiadania do około 190–198 mandatów. PiS zyskałby kolejne miejsca i dysponowałby około 145–152 mandatami. Również oba ugrupowania konfederacyjne otrzymałyby dodatkową premię i razem mogłyby liczyć na ponad 120 mandatów.

To właśnie wtedy polityczna szala zaczęłaby wyraźnie przechylać się na prawą stronę sceny politycznej. KO wraz z Nową Lewicą mogłyby nie osiągnąć wymaganych 231 mandatów lub uzyskać jedynie minimalną większość, natomiast PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej mogłyby wspólnie dysponować nawet 265–280 mandatami. Taki wynik dawałby komfortową większość parlamentarną i możliwość utworzenia rządu bez konieczności poszukiwania dodatkowych partnerów.

Paradoks całej tej sytuacji polega na tym, że o losach przyszłego premiera może zdecydować ugrupowanie balansujące na granicy pięciu procent poparcia. To właśnie taki komitet może okazać się prawdziwym języczkiem u wagi, mimo że sam nie będzie pretendował do roli największej siły politycznej.

Oczywiście są to jedynie symulacje oparte na obecnych sondażach i określonych założeniach dotyczących konfiguracji list wyborczych. Kampania wyborcza dopiero się rozpocznie, a w polityce kilkanaście miesięcy to cała epoka. Mogą pojawić się nowe tematy, nowi liderzy, kryzysy lub wydarzenia międzynarodowe, które całkowicie zmienią preferencje wyborców.

Jedno wydaje się jednak niemal pewne. Wybory parlamentarne w 2027 roku będą rozstrzygane nie tylko między największymi partiami. Równie ważna okaże się walka o każdy procent poparcia ugrupowań balansujących wokół progu wyborczego. To właśnie tam może rozstrzygnąć się odpowiedź na najważniejsze pytanie: kto będzie rządził Polską przez kolejne cztery lata.

Piotr Tański 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj9 Obserwuj notkę

Piotr Tański – inwestor z ponad 20-letnim stażem, skoncentrowany głównie na rynkach Polski, Stanów Zjednoczonych oraz Ameryki Środkowej. Obecnie działa jako inwestor pasywny, skupiający się na długoterminowym budowaniu wartości. Od czasu do czasu dzieli się swoją wiedzą jako mentor i anioł biznesu. Ceni sobie prywatność oraz wolność, którą najchętniej wykorzystuje, spędzając czas na swoim ranczo w ukochanym zakątku świata. Zapraszam też do polubienia Strony na FB: facebook.com/przegladwspolczesny W innych sprawach można pisać na: piotr.tanski(at)o2.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka